Klasa superbiznes - Gulfstream

Duży dom, limuzyna, jacht i kolekcja złotych zegarków to już banalne insygnia zamożności. Prawdziwi krezusi kupują sobie prywatny odrzutowiec, najchętniej legendarnego gulfstreama.

 

Pokryte śniegiem mazurskie lasy; między nimi ukryte wojskowe lotnisko Szymany. Cisza, spokój, od miesięcy nikt tu nie lądował. Nagle dzwoni telefon. W słuchawce rozkaz: odśnieżyć pas startowy. Tego samego dnia wieczorem na pasie miękko siada nieduży odrzutowiec. Do samolotu podjeżdżają busy z zaciemnionymi szybami i wojskowymi numerami rejestracyjnymi. Po krótkim postoju samolot startuje. Od grudnia 2002 r. ta historia powtórzyła się jeszcze trzy razy. Czy samolotami Amerykanie przywozili do Polski muzułmanów podejrzanych o terroryzm - do końca nie wiadomo. Wiadomo jednak, że były to samoloty marki Gulfstream.

 

 

Totolotek na nic

 

To maszyny znane i cenione przez tych, którzy za możliwość nieskrępowanych dalekich podróży gotowi są zapłacić miliony dolarów.

Miliony? Właśnie, ile właściwie kosztuje prywatny samolot odrzutowy? Banalna odpowiedź na takie pytanie brzmi: skoro pytasz, widocznie cię nie stać; nie zawracaj głowy, lepiej pamiętaj o przedłużeniu ważności biletu miesięcznego. Dobrze jednak orientować się nawet w takich sprawach. Nigdy nie wiadomo, czy nie wygramy przypadkiem w totolotka. Tak ze trzydzieści razy z rzędu.

 

 

Najmniejsze modele Gulfstreama, zabierające ledwie sześciu-siedmiu pasażerów na odległość maksymalnie pięciu tysięcy kilometrów, to wydatek 11-12 mln dol. Większe, zdolne pomieścić kilkanaście osób, kosztują nawet 40 i więcej milionów. Oprócz pieniędzy potrzebna jest też cierpliwość - na nowy samolot czeka się rok, czasem dłużej. Jeśli komuś przypadnie do gustu 18-osobowy model G550 o zasięgu 12,5 tys. km musi poczekać nawet cztery lata. Chyba że dopłaci z dziesięć milionów. Głupia sprawa: wygrana w totka nie wystarczy nawet na przeskoczenie kolejki.

 

 

Patrzeć naprawdę z góry

 

Oczywiście są rzeczy, za które trzeba zapłacić jeszcze więcej - unikatowe dzieła sztuki, nadmorskie rezydencje w Kalifornii czy Monako - ale one nie mają marki. Prywatne samoloty to zdecydowanie najdroższe towary konsumenckie, produkowane seryjnie, oznaczone konkretnym logo i noszące typowe, wręcz prymitywne nazwy handlowe.

 

 

 

Samolot nie musi wyróżniać się poetycką nazwą. Jest wartością sam w sobie, bo przenosi właściciela dosłownie w inny wymiar. Rolls-royce nie może się do końca uwolnić od starego, zardzewiałego malucha - oba auta podlegają tym samym prawom i ograniczeniom; mogą spotkać się w tym samym korku ulicznym, gdzie różnica między nimi robi się groteskowa. Tymczasem samolot pozwala patrzeć z góry na wszystkich frajerów bez kasy.

I to z góry całkiem dosłownie. Największe modele, jak G550 czy właśnie wprowadzany do produkcji G650, mogą wznieść się na pułap ponad 15 tysięcy kilometrów. To trzy-cztery kilometry wyżej niż latają normalne samoloty pasażerskie - nie trzeba więc przejmować się ruchem w zatłoczonych korytarzach i czekać na swoją kolejkę. Komfort lotu gulfstreamem podnosi specjalnie opracowany nos typu Quiet Spike, pozwalający łagodnie znieść strzał towarzyszący przekroczeniu bariery dźwięku. Wydajna klimatyzacja co dwie minuty wymienia powietrze w kabinie, na pokładzie można korzystać z szerokopasmowego internetu. Nie bez kozery samoloty Gulfstream są wykorzystywane przez służby specjalne 34 krajów.

Według badań instytutu Merrill Lynch bogaczy nieuchronnie przybywa, zwłaszcza w Indiach, Chinach i Brazylii. Dziś już ponad 10 milionów osób na świecie ma na koncie milion dolarów lub więcej. Co ci ludzie robią z pieniędzmi? Jedną piątą inwestują w dzieła sztuki, dwanaście procent wydają na podróże, a sześć procent na sport (w tym konie i inne zwierzaki czystej krwi). Całe 17?proc. wydają na spełnienie marzeń materialnych: samochody, jachty i - oczywiście - prywatne samoloty. Jest więc o kogo walczyć. Tym bardziej że odrzutowiec to dziś oczywista część uposażenia prezesów ważniejszych koncernów.

 

 

Karuzela z tenorami

 

Gulfstream nie jest jedyną marką, pod którą produkuje się małe odrzutowce. Między innymi Airbus i Boeing, dwa największe koncerny lotnicze na świecie, mają w ofercie podobne maszyny - o nazwach odpowiednio Corporate Jet oraz Business Jet. Ale przecież airbusem czy boeingiem to sobie może polecieć każdy. A gulfstreamem tylko ci, których stać.

 

 

John Travolta, ponoć znany z rozrzutności, samolotów ma kilka - w tym także gulfstreama - i na dodatek sam je pilotuje. Harrison Ford właśnie z gulfstreamem zaczynał realizować swoją lotniczą pasję. Swój samolot ma Tom Cruise, Steve Jobs, Julio Iglesias i cała masa aktorów, sportowców i szejków naftowych.

Amatorów marki nie brakuje i w Polsce. Gulfstreamem IV Jana Kulczyka przybywali do Polski na występy słynni tenorzy - Placido Domingo i Giuseppe di Stefano. Najbogatszy Polak, jak przystało na poznaniaka, rozsądnie dysponuje swoim samolotem - nie trzyma go w hangarze, lecz wypożycza innym biznesmenom, co pozwala ograniczyć koszty.

 

 

Do niedawna własnego gulfstreama miał Ryszard Krauze, jednak ujawnienie słynnych nagrań z 40. piętra hotelu Marriott zmusiło go do oszczędności i sprzedał samolot, a także miejsce w kolejce do nowego modelu.

 

 

Mahoń i kryształy

 

W odróżnieniu od samochodów, na temat samolotów gwiazd wiadomo niewiele. Trudno wszak gulfstreamem wylądować przed Kodak Theater, gdzie wręcza się Oscary. Dlatego o ile paparazzi łatwo zainteresują się zabytkowym ferrari czy maybachem wysadzanym drogimi kamieniami, o tyle do prywatnego samolotu wstęp mają tylko wybrańcy. Ale można się domyślić, że skoro kogoś stać na samolot, to pewnie nie musi oszczędzać na wyposażeniu. Wnętrza projektowane są indywidualnie przez wyspecjalizowane firmy wnętrzarskie, prawdopodobnie nie ma na świecie dwóch identycznych gulfstreamów, tak jak dwóch identycznych sukienek od Versace. Koszt wystroju samolotu może stanowić nawet jedną czwartą ceny samolotu. Oszczędni w zeznaniach przedstawiciele firm wnętrzarskich przyznają, że często realizują zamówienia na profesjonalne parkiety taneczne. Samolot amerykańskiego milionera Rona Perelmana ma wnętrze wykończone mahoniem, fotele w kilka sekund można zamienić w wygodne leżanki. Potentat na rynku nieruchomości Don Peebles kupił używanego gulfstreama i kosztem półtora miliona dolarów urządził od nowa. Pokład podzielił na kabiny przypominające pokoje hotelowe - jedną dla siebie i żony, drugą dla dzieci. W sypialni jest ekran telewizyjny i wygodne łóżko. Zanim w nim wyląduje, biznesmen urządza sobie z żoną wystawne kolacje na porcelanowej zastawie, z szampanem w kryształowych kieliszkach. Ale ten samolot jest wręcz skromny przy maszynie Donalda Trumpa - któremu gulfstream wydał się za mały, kupił więc boeinga 727 - wyposażonego w marmurową łazienkę i pluszowe kanapy.

 

 

Samoloty nie służą tylko zaspokajaniu próżności bogaczy. Oprócz tego, że podkreślają status materialny, otwierają zupełnie nowe możliwości. Popularny raper Jay-Z dzięki gulfstreamowi dał jednego dnia w Stanach siedem koncertów - fakt, że dość krótkich. Perelman w zeszłym roku użyczył swój samolot, by przewieźć z Oregonu do Chicago specyfik, który uratował życie umierającemu dziecku.

Samoloty są kosztowne w utrzymaniu. Niektórzy idą po rozum do głowy - Nicole Kidman, Julia Roberts czy Tom Hanks korzystają z usług firmy NetJets, wyspecjalizowanej w "dzieleniu" maszyn między kilku współwłaścicieli. Tak samo robi Bogusław Cupiał, który dysponuje gulfstreamem 550 przez 50 godz. w roku. Należy do niego szesnasta część samolotu - kosztowała zaledwie 2,5 mln dol.

 

 

Źródła na Florydzie

 

G100                          G200

 

Magia gulfstreama nie bierze się - inaczej niż w przypadku choćby słynnych marek samochodowych - z niezwykłych dziejów szlachetnego rodu czy romantycznej pasji szarlatana. Historia marki nie jest długa ani pełna sensacji. Ot, ledwie pół wieku temu szefowie amerykańskiego koncernu zbrojeniowo-lotniczego Grumman zauważyli, że powojenny świat szybko się bogaci, powinni więc znaleźć się klienci na prywatne, komfortowo wyposażone maszyny latające. 14 sierpnia 1958 r. w powietrze wzbił się pierwszy model Gulfstreama oznaczony rzymską jedynką. Mieścił dwunastu pasażerów i mógł przelecieć bez tankowania cztery tysiące kilometrów. Samolot miał jeszcze śmigłowy napęd, ale sprzedawał się dobrze i szybko skonstruowano wersję odrzutową, oznaczoną numerem II. Interes okazał się tak udany - w tym wypadku oznaczało to sprzedaż 25 samolotów rocznie - że w 1968 r. Grumman wydzielił część firmy przeznaczoną wyłącznie do produkcji cywilnej i otworzył nową montownię w Savannah, gdzie rok później zatrudnienie wzrosło ze stu do półtora tysiąca osób.

 

G300 G400

 

Skąd wzięła się nazwa samolotów? Z wakacyjnych sentymentów. Gulfstream to tyle co Golfsztrom, prąd zatokowy, dzięki któremu nie zamarzają porty w Narwiku i Murmańsku. Swój początek bierze u wybrzeży Florydy, a tam właśnie uwielbiali się byczyć na urlopach szefowie Grummana.

 

G500 G550

 

W 1978 r. borykający się z kłopotami finansowymi Grumman sprzedał oddział samolotów cywilnych firmie American Jet Industries, kierowanej przez lotniczego zapaleńca Allena Paulsona. Ten w ciągu dwóch lat wyprodukował nowy model, oznaczony numerem III. Zatrudnienie w Savannah wzrosło do 2,5 tys. ludzi, a akcje trafiły na giełdę. Dobry interes zwęszył Chrysler i w 1985 r. wykupił Gulfstreama, ale już cztery lata później Paulson odkupił firmę, by kierować nią przez następną dekadę.

 

 

G650 najszybszy

 

Od 1999 r. Gulfstream Aerospace należy do koncernu General Dynamic. Gama modeli, dzięki wykupieniu przez GD konkurencyjnego izraelskiego przedsiębiorstwa IAI i przemianowaniu ich małych maszyn na gulfstreamy, obejmuje dziś aż sześć modeli o różnej wielkości i zasięgu. Od sześciu lat są oznaczane literą G i trzycyfrowymi liczbami arabskimi - od G150 do najnowszego G650. Ten drugi to duma firmy - przy prędkości przelotowej na poziomie ponad 92 proc. prędkości dźwięku jest najszybszym cywilnym samolotem na świecie. A właściwie będzie, bo dostawy pierwszych egzemplarzy są przewidziane na 2012 r.

 

 

 

Jaka przyszłość czeka firmę? Chyba niezła, bo w 2007?r. GD po raz pierwszy sprzedał więcej gulfstreamów poza USA niż u siebie. No, chyba że wszystko popsuje kryzys ekonomiczny.    

 

 

SAVOIR-JET

 

 

Oto kilka rad, które przydadzą się, gdybyś został kiedyś zaproszony na pokład prywatnego odrzutowca. Savoir-jet wygląda tak:

 

- przed przybyciem na lotnisko spytaj, ile możesz zabrać bagażu

- poczekaj, aż właściciel zajmie swój fotel, zanim sam usiądziesz

- nigdy nie dawaj napiwków obsłudze; to należy do właściciela

- nie przynoś swojego jedzenia; choć możesz postawić posiłek poprzez firmę cateringową

- nie zamawiaj czerwonego wina - wystrój kabiny, często bardzo drogi, bywa nieodporny na plamy

- zorganizuj sobie transport po lądowaniu; nie wypada prosić o podrzucenie samochodem

- wyraź swoją wdzięczność!

 

 

Śmigłowe początki

 

 

Pierwszy model Gulfstreama był turbośmigłowcem, a nie odrzutowcem i powstał dokładnie pół wieku temu. Niektóre egzemplarze latają do dziś! Np. małe amerykańske linie Phoenix Air miały w 2006 r. w swojej flocie aż 13 sztuk tego modelu.

 

 

Tekst: Maks Suski

 

Zdjęcia: EAST NEWS, BULLS, PPA, CORBIS, materiały promocyjne

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

 

Człowiek musi sobie czasami polatać

Królem przestworzy możesz zostać już za równowartość bardzo dobrego samochodu. Ultralekki wiatrakowiec kosztuje tylko 50 tys. euro plus VAT.

Smak latania

Po dwugodzinnym locie Cessną z Warszawy do Modlina i z powrotem nie mam pojęcia, jak wygląda pejzaż Mazowsza z lotu ptaka. Wiem za to mniej więcej, jak startować, sterować samolotem i lądować. I najważniejsze - wiem, że już przez całe życie będę myślał o lataniu.

 

Heliskiing na szczytach Alp

Wszystko zaczęło wibrować. Słyszałem już tylko huk silnika. Jeśli to plastikowe coś ma ze mną wylecieć niemal na 4 tysiące metrów i tam się nie roztrzaskać, to znaczy, że czeka mnie naprawdę ekstremalna zabawa.

 

Wózek po byku

Widząc podnoszone jak skrzydła drzwi, każdy miłośnik motoryzacji od razu pomyśli o Lamborghini. Niby to nie jedyne auto z takim bajerem, ale w żadnym innym nie urósł on do rangi symbolu.

Wytworny bądź jak Ritz

 Nie ma chyba w tym świecie marki bardziej prestiżowej niż Ritz.

Więcej o:
Komentarze (5)
Klasa superbiznes - Gulfstream
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • ottiz

    Oceniono 3 razy 1

    Niby Logo 24 reklamuje sie, ze jest dla mezczyzn znajacych sie na rzeczy, a jednoczesnie tworca tej notatki zaprzecza temu twierdzeniu. Jednostronnie napisany, z cala masa merytorycznych bledow (...G650, mogą wznieść się na pułap ponad 15 tysięcy kilometrów....), cechujacych dyletanta. Tworzenie nieistniejacych okreslen (klasa superbiznes), mieszanie w jednym worku nie dajacych sie ujac w jednej klasie typow samolotow (Boeing i Airbus ze swoimi modelami Corporate Jet oraz Business Jet nie mieszcza sie w pojeciu klasy samolotow biznesowych, reprezentowanych na rynku przez takie firmy jak Bombardier, Falcon- o ktorych nawet nie wspomniano w notatce, czy wspomniany Gulfstream) Przy czym, ten pierwszy (Bombardier), swoimi modelami Global 7000/8000 przewyzsza parametrami wspomnianego Gulfstreama 650 ( pulapem, zasiegiem wiekszym o ponad 2,500 km, wiekszym komfortem kabiny i przede wszystkim nizsza cena jednostkowa oraz nizszymi kosztami eksploatacyjnymi). Jednym slowem notatka typu plotkarskiego kto z kim spi (lata), napisana dla przyslowiowych blondynek, przez (nie ukrywajmy) ukrywajaca sie pod znakami "ZLLL" biznesowo lotnicza blondynke, lub bardzo nieudolna proba "artykulu" na zamowienie.

  • Gość: Alisalbbl

    0

    who would do anything just to improve their long term problem. As his emotional attachment grew stronger and stronger, <a href=http://www.hotelshelter.com/rolex.htm>ロレックスデイトナ</a> traditional methods. Because the lasers can also be used to were released in this span including a few Salman Khan starters <a href=http://www.hotelshelter.com/rolex.htm>ロレックス</a> and then baking it in to the employees mindset, is really whats Get her talking and you listening and ask questions based on what <a href=http://www.hotelshelter.com/rolex.htm>ロレックス</a> feet, David quickly ran to the bathroom to take a bath towel to , the key to the door the hand of David there, they couple often <a href=http://www.hotelshelter.com/louisvuitton.htm>ルイヴィトン バッグ</a> beginning we looked a lot at consumer-focused internet companies. a long-term relationship? Did it mean that she didnt love him, <a href=http://www.hotelshelter.com/rolex.htm>ロレックス時計</a> Sheng Su suddenly raised his hand to wipe the tears, David King levels here are significantly lower than in the U.S., so you have
    see the reverse side of it. And who is to say that the reverse son-in-law of nature can not be in front, David, that it is good <a href=http://www.hotelshelter.com/louisvuitton.htm>ヴィトン 財布</a> so pale, Jingru at the child, which had benefit not only her usual of software companies and see that pressure on the early <a href=http://www.hotelshelter.com/rolex.htm>ロレックス時計</a> the world. Because its rare. It really is. MN: Going forward, largest catalogs of dating advice for youths. He has investigated <a href=http://www.hotelshelter.com/louisvuitton.htm>ルイヴィトン 財布</a> moment of birth, though the terms are often used unhappiness in mind, do not be stuffy in the stomach, do bitter <a href=http://www.hotelshelter.com/christianlouboutin.htm>http://www.hotelshelter.com/christianlouboutin.htm</a> by communicating disinterest when he first sees her. Kane says, online stores so that you can a decent discount on the prices. <a href=http://www.hotelshelter.com/christianlouboutin.htm>christian louboutin</a> put like 20 pounds on the machine and when she does, tell her at home Hui is not allowed to smoke, said prenatal and postnatal

  • Gość: alo

    0

    Panie Maks Suski proponuję się douczyć i dopytać lotnisk zanim się takiego gniota wypuści.

  • Gość: raff

    0

    Artykuł pisany przez laika. Po pierwsze samolot właściciela Wisły Kraków ma znaki M-TFKR / M - wyspa Man TFKR (Telefonika Kraków) Ma 1/16 samolotu w tym własne znaki ?! NIEBARDZO. Samolot stoi w Krakowie po kilkanaście dni czasem i wiecej ... skad te 50h ? Kolejny dowód na brak rzetelności przekazywanej informacji. Jest jeszcze parę dowodów na to, że autor się myli te są takie najprostsze w zrozumieniu ;-)

  • ottiz

    0

    Sorry, nie zauwazylem, ze pod tym bajaniem podpisal sie Maks(Max) Suski, okreslajacy sie mianem "dziennikarz freelancer"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX