Niemcy pachnące benzyną

Byłem w kolebce. Nie naszej cywilizacji, bo na ulicach Aten ostatnio zbyt gęsto latają kamienie, ale motoryzacji.

Piękne auta, świetne jedzenie, dobre piwa i wina..., czemu wcześniej nie spędzałem wakacji w Niemczech?!

To nie była wbrew pozorom wycieczka tylko dla automaniaków. Do niezwykle ciekawych muzeów Mercedesa i Volkswagena można spokojnie zabrać ukochaną. Obok bardziej zorientowanego na miłośników techniki muzeum Porsche jest największy w Stuttgarcie outlet, więc problem piękniejszej połowy rozwiązuje się sam. W Monachium trzeba kupić całodzienny bilet za 5,40 euro (około 21,50 zł). Towarzyszce pokazujemy na mapie najciekawsze zabytki i aleje handlowe, objaśniamy, gdzie jeździ metro, a gdzie autobusy, a potem wręczamy tenże bilet. I mamy dzień na zwiedzanie kompleksu BMW.

Zanim wywołam wściekłość moimi mizoginicznymi żarcikami, przyznam się, że należę do tej grupy kierowców, którzy wiedzą, że pod maską jest silnik, ale na tym ich wiedza techniczna się kończy. Do tego jeżdżę zgodnie z przepisami i zapinam pasy, nawet gdy siedzę z tyłu (czyżbym słyszał pogardliwe syknięcia czytelników?). Ale doceniam ładne i szybkie auta, dlatego na motowycieczce bawiłem się świetnie.

Jaka szkoda: nie dotykać!

Monachijczycy patrzą z góry na mieszkańców Stuttgartu. Bo ich miasto jest bogatsze i większe, Bayern jest lepszym klubem piłkarskim niż VfB, Alianz Arena jest najnowocześniejszym niemieckim stadionem, i w ogóle Bawaria w oczach Bawarczyków jest wyjątkowa. Badenia-Wirtembergia ma jednak Mercedesa, czy właściwie - Daimlera, oraz Porsche. A Monachium ma tylko kwaterę główną BMW. Piszę "tylko", bo korzenie Bayerische Motoren Werke sięgają w najlepszym razie 1913 r. A wtedy to Gottlieb Daimler i Karl Benz robili samochody już od ponad ćwierćwiecza, a Ferdynand Porsche projektował auta od 15 lat.

Monachijczycy chwalą się więc swoim BMW trochę bez przekonania, wielkiego uczucia tam brakuje. Co mnie o tyle dziwi, że stojąc przed modelem 328 MM Coupé, nie sposób się w tym aucie nie zakochać. Przednie reflektory wyłupiaste jak oczy żaby, długa maska z przednią klapą dodatkowo trzymaną przez skórzane pasy, a pod nią dwulitrowy silnik o mocy 136 kM. Obok stały bolidy F1, ale na mnie wrażenie zrobiło jednak srebrne cacko z 1939 r.

Choć gdyby złota rybka zapytała, którym autem chcę odjechać do domu, bez wahania wskazałbym inny samochód, śliczny roadster z 1956 r., bmw 507. Muzealny egzemplarz był polakierowany na srebrny kolor, a w środku wykończony czerwona skórą. Może i wyzywająco, ale pal to licho, dla takiego cacka można się przecież zapomnieć! stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, BMW Welt

Od razu powiem, że opisywanie całego muzeum nie ma sensu: liczba samochodów, informacji o nich oraz o rozwoju technologii jest tak wielka, że trzeba poświęcić na zwiedzanie co najmniej jeden dzień. Szkoda tylko, że tych aut nie można dotknąć, otworzyć drzwi lub maski...

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy,BMW Welt Miłośników współczesności skusi natomiast wybudowany 100 metrów od kwatery głównej firmy i muzeum gmach BMW Welt. Nowoczesna przeszklona konstrukcja wygląda jak startujący USS Enterprise z filmu Star Trek. Świat BMW to połączenie salonu wystawowego (podczas mojej wizyty pokazywano nowe auta serii "6" oraz kabriolety Z4), minimuzeum (m.in. motocykle i bmw isetta) oraz salonu sprzedaży. To ostatnie robi wrażenie, bo zamówione auta przyjeżdżają z fabryki dzień przed odbiorem. Przechodzą ostatnią kontrolę, trafiają do myjni, a potem do "noclegowni".

Stamtąd automatycznie przewożone są do windy, którą zjeżdżają na oczach zachwyconego nowego właściciela. Ponieważ jednak tak nie można kupić 507, a nowe bmw nie są w moim typie, mogłem spokojnie się odwrócić na pięcie. Jeszcze rzut oka do saloniku nowości, w którym luksusowość kabrioletów serii "6" miał podkreślać, według projektanta, stojący na środku fortepian (z napisem "nie dotykać klawiszy"), i byłem gotowy na podbój Monachium.

Niebieska stolica Bawarii

Czemu niebieska? Bo w tym roku mamy 125. rocznicę śmierci Ludwika II, Bajkowego Króla (uwielbiał niebieski kolor, który zresztą jest królewską barwą), oraz setną rocznicę założenia przez Wasyla Kandinskiego grupy Der Blaue Reiter, czyli Błękitny Jeździec. To dodatkowy - poza BMW - pretekst, by odwiedzić Monachium. Miłośników sztuki przyciągną pinakoteki, które zgromadziły dzieła artystów od Hieronima Boscha do Paula Klee. Jeśli nie mamy tyle czasu, to polecam spacer po Leopoldstrasse, Ludwikstrasse i starówce. XIX-wieczne budynki rządowe i uniwersyteckie sąsiadują z eleganckimi kamienicami, na chodnikach stoją kawiarniane stoliki, a ulicami jeżdżą tysiące rowerów - mimo że Monachium jest siedzibą BMW, to jednak jednoślady są bardziej widoczne. Ja oczywiście wskoczyłem w metro i wieczorem pojechałem obejrzeć Alianz Arenę. Czysta zawiść kazała mi rozpamiętywać przegrany przez Bayern finał Ligi Mistrzów z 1999 r., ale i tak musiałem przyznać, że stadion robi wrażenie. Dla miłośników sportu i architektury gratką nie do pogardzenia jest też stadion olimpijski z charakterystycznym dachem z pleksi.

Kto ma dużo czasu, może ruszyć na zwiedzanie kościołów, z katedrą Najświętszej Marii Panny na czele. Ogromny późnogotycki kościół, którego wieże zwieńczone są renesansowymi cebulastymi hełmami, góruje nad monachijską starówką. Okoliczne uliczki obfitują w kafejki, bary, piwiarnie i restauracje. W nich królują lekkie bawarskie piwa (pyszne!) oraz nieśmiertelne wursty podawane na dziesiątki sposobów, m.in. z kiszoną kapustą, która polskiemu turyście pozwala poczuć się tu jak w domu. Do nich obowiązkowo słone precle. Uzależniające.

Monachium,niemcy

Poruszając się śladami Bajkowego Króla, możemy trafić do olśniewającego pałacu Nymphenburg, obowiązkowo słuchając Wagnera, którego Ludwik II był mecenasem. Ludwikowi zawdzięczamy też pałac w Neuschwanstein - ten z filmowej czołówki Disneya - ale to już dalsza wycieczka na południe Bawarii.

Witaj, kolebko

Ja tymczasem nie miałem zamiaru ruszać na południe. Jechałem na zachód, do Stuttgartu. Jeśli Niemcy są kolebką motoryzacji, to Badenia-Wirtembergia jest kolebką kolebki. A gdyby nie cholerne Mannheim, to Stuttgart byłby kolebką kolebki kolebki i tak dalej. Dlaczego cholerne Mannheim? Bo to tam, a nie w Stuttgarcie, 29 stycznia 1886 r. Karl Benz opatentował pierwszy samochód na świecie. Trzykołowy pojazd przypominający dorożkę był napędzany silnikiem o mocy 0,9 konia mechanicznego. Prędkość maksymalna - około 13 km/h. W Mannheim wprawdzie wciąż jest fabryka Mercedesa, ale centrala firmy mieści się w Stuttgarcie. Zabawne zresztą, jak spadkobiercy trzech geniuszy motoryzacji wkomponowali ich nazwiska w nazwy. Firma nazywa się Daimler (ukłon w stronę Gottlieba), marka luksusowych aut - Maybach (dziękujemy Ci, Wilhelm!), samochód - Mercedes-Benz (to dla pana, panie Karl!). Mercedes to oczywiście imię córki Emila Jelinka, bogatego przedsiębiorcy i entuzjasty wyścigów, który zamówił w 1900 r. u Daimlera i Maybacha nowoczesny samochód wyścigowy. Zapłacił górę pieniędzy, ale imię jego córki nosił najpierw samochód (pierwszy nazywał się Mercedes 35 hp), a od 1926 r. - cała marka aut produkowanych przez połączone firmy Gottlieba Daimlera i Karla Benza.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, Mercedes-Benz Museum

W muzeum Mercedesa można obejrzeć mercedesa-simplex 40 PS (następca 35 hp), najstarszy istniejący samochód o tej nazwie. Jest piękny i... zadziwiająco nowoczesny. Niech nikogo nie zmylą wielkie złote reflektory i kierownica na długim drążku. Auto ma nisko położony środek ciężkości, mocny jak na tamte czasy silnik (około 40 kM) i jest szersze oraz dłuższe od poprzedników. Dzięki temu jest stabilniejsze, co było bardzo ważne, bo rozwijało zawrotną wtedy prędkość 80 km/h.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, Mercedes-Benz Museum

Muszę przyznać, że na mnie muzeum Mercedesa zrobiło wielkie wrażenie. Bo to muzeum firmy, która wymyśliła samochód. Od pierwszego trójkołowego pojazdu Karla Benza, przez pierwszy motocykl Daimlera, w którym silnik podgrzewał siedzenie, więc nieszczęsny motocyklista co parę kilometrów musiał zsiadać, a nawet rowery, które Daimler musiał produkować po I wojnie światowej, bo z powodu powojennego kryzysu nikt nie kupował samochodów.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, Mercedes-Benz Museum

A potem przyszły moje ukochane lata 20. i 30. Mercedes-Benz pokazał światu model 500K Spezial-Roadster - smukłą, czerwoną piękność, w której ja zakochałem się od razu (ach te charakterystyczne wystające reflektory i kremowa skóra we wnętrzu!). A po wojnie legendarna "mewa", czyli model 300 SL Coupé z otwieranymi do góry drzwiami. Może i sprzęgło ciężko chodziło, a olej trzeba było wymieniać co 1,5 tysiąca kilometrów, ale ja bym mógł się poświęcić. W muzeum Mercedesa są też polskie akcenty. Jest papamobile wyprodukowany dla Jana Pawła II i autobus, którym jeździli niemieccy piłkarze na mundialu w 1974 r., wtedy gdy dali nam łupnia na zalanej wodą murawie stadionu we Frankfurcie.

"My friends all drive porsches"

Dla mnie równie interesująca, jak auta była architektura. Chłodne betonowe wnętrze muzeum Mercedesa kontrastuje z kolorami samochodów. Wysokie atrium wieńczy sklepienie podtrzymywane przez trzy betonowe ramiona, jak w symbolu firmy. Inne jest muzeum Porsche (oczywiście przy Porscheplatz, siedziba Mercedesa jest przy Mercedesstrasse). Wygląda jak nowoczesne pudełko z tworzywa sztucznego z przeszklonym frontem. W środku najdłuższe w Stuttgarcie ruchome schody (każde muzeum ma coś "naj" - najdłuższe schody, najcięższy sufit, najlepszy system gaśniczy itd.) i ponad setka porsche. Zresztą Janis Joplin, choć w słynnej piosence wypominała, że koledzy jeżdżą porszakami i prosiła Boga o mercedesa, sama - nie czekając na Najwyższego - kupiła właśnie porsche. Piękne 356 coupé.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy,Mercedes-Benz Museum

Ale oprócz wyścigowych aut o tak charakterystycznym kształcie jest też słynny garbus projektu Ferdynanda Porsche oraz sascha. To ostatnie auto Ferdynand zaprojektował dla firmy Austro-Daimler w 1922 r. na sycylijski Targa Florio (najbardziej prestiżowy wyścig do lat 30. XX.). Pierwszy samochód, który jest uważany za "prawdziwe" porsche, choć nie nosi jeszcze tej nazwy, to Typ 64. Jak dla mnie kawał aluminium. Ładniutkie porsche 360 cisitalia, wyglądające jak rekin na czterech kółkach, było ładniejsze, ale bez przesady. Za to model 356/1 Roadster, fiu, fiu, niczego sobie. Powstał niestety tylko w jednym egzemplarzu, więc szans na przejażdżkę nie ma. Ale kolejne wersje 356 produkowano aż do 1965 r. Może jednak kiedyś uda mi się coś takiego kupić...

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, Mercedes-Benz Museum

W muzeum Porsche jest za to szansa na dotknięcie samochodu (czasami), a na pewno - zajrzenie pod maskę (często). Przewodnicy z pasją opowiadają o konstrukcji aut, pomysłach inżynierów i ciekawostkach. To, co jest znakiem rozpoznawczym samochodów tej marki - charakterystyczny wygląd, staje się niestety minusem w muzeum. Ile odmian 911 można obejrzeć? Ktoś, kogo interesują silniki i detale - mnóstwo, ja - kilka. Po kolejnych najszybszych wyścigowych autach swoich czasów warto zatrzymać się przy porsche 959. Piekielnie drogie auto, którego zakupu pieniądze nie gwarantowały. Trzeba było mieć jeszcze odpowiednie nazwisko. W swoim czasie był to najbardziej zaawansowany technologicznie samochód świata. I jeden z najbardziej pożądanych. Bill Gates czekał 13 lat, aż urząd celny przepuści jego 959 przez granicę. Wcześniej auto nie spełniało amerykańskich norm i nie mogło zostać wpuszczone na terytorium USA. Gates doczekał się zmiany prawa - jego porsche mogło wjechać do Stanów jako samochód "specjalnego przeznaczenia".

Zwiedzanie muzeum kończy się wspaniałym akcentem. Weszliśmy do warsztatu, w którym przeglądy przechodzą historyczne porsche. Te z muzeum i te, którymi jeżdżą prywatni właściciele. A przed wejściem stał czerwoniutki traktor z dumnym napisem "Porsche Diesel".

Stolica wina i parków

Dwa samochodowe muzea na jedno miasto to całkiem dużo. A to nie ostatnie słowo Stuttgartu. Otoczone wzgórzami, na zboczach których rośnie winorośl, sprawia naprawdę urokliwe wrażenie. Przez centrum miasta ciągną się parki, połączone mostkami i przejściami, tworząc ciąg zieleni w kształcie litery U. Zwiedzić można piękny stary i nowy pałac oraz secesyjną halę targową z lokalnymi przysmakami. Do budowy uroczej kolegiaty na placu Schillera według legendy użyto zaprawy, w której zamiast wody było czerwone wino. Wino zresztą jest wielką zaletą szwabskiej stolicy. Winnice są nawet w granicach miasta, i to ten napój najczęściej podaje się do obiadów i kolacji. Lokalna tradycja każe pić wino nie z kieliszków, a z baryłeczkowatych szklaneczek z rączką. Na kolację warto spróbować szwabskich ravioli - maultaschen. Według legendy wymyślili je mnisi z klasztoru w Maulbronn. Nie chcąc zmarnować mięsa w czasie postu, zawinęli je w ciasto makaronowe, żeby Bóg nie zobaczył, jak grzeszą. Maultaschen są dużo większe niż ravioli, mają około 10 centymetrów wielkości. Do mięs podaje się też tu inny specjał - spätzle. To małe kluski z ciasta makaronowego (ale z dużą ilością żółtek) wyciskane na gorącą wodę. Ciasto może być zmieszane z wątróbką lub serem. Uwierzcie mi - pyszności.

Komu duże miasto nie odpowiada, niech ruszy moimi śladami do pobliskiego Schorndorfu, miejsca urodzenia Gottlieba Daimlera. Można zwiedzić jego dom rodzinny, ale szczerze mówiąc, więcej frajdy daje po prostu spacer ulicami urokliwego miasteczka. Lokalny browar warzy świetne piwo, a knajpki podają doskonałe mięsne dania. Jak dla mnie - kwintesencja relaksu po zwiedzaniu muzeów motoryzacji.

Ludowe miasto

Ostatnim przystankiem na trasie mojej wycieczki z okazji 125-lecia motoryzacji był Wolfsburg. Przed 1938 r. był tu tylko las i zamek. Potem powstała fabryka Volkswagena i miasto. Ponieważ najstarsze budynki nie mają więcej niż 80 lat, więc zabytków tu nie ma. Ale miasto jest bardzo zielone i przyjazne. Turystycznym sercem jest 42-hektarowy Autostadt - połączenie muzeów, centrów rozrywki, szkół jazdy i parku. Na wysokim poziomie.

W samym środku Autostadt można przenocować w pięciogwiazdkowym hotelu Ritz-Carlton i zjeść kolację w zbierającej rewelacyjne recenzje restauracji Aqua (3 gwiazdki przewodnika Michelin). A samochody? Jest ich mnóstwo. Każda marka należąca do koncernu ma tu swój pawilon. Jest też specjalny salon, w którym było prezentowane niesamowite bugatti veyron. Lustrzano-srebrny samochód stoi dumnie na środku sali, której ściany obłożone są lustrami. Wygląda, jakby chciał wyrwać się na wolność z prędkością ponad 400 km/h.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, Autostadt Wolfsburg

Autostadt to setki samochodów różnych marek w kilku budynkach. Tylko bugatti veyron ma dla siebie calutki pawilon.

Najfajniejsze jest jednak muzeum Zeithause, czyli Dom Czasu. Volkswagen pokazuje tu samochody wielu producentów, nie tylko swoje. Dumnie stoi ford T w zaskakującym granatowym kolorze. Jest milionowy garbus polakierowany na złoto i wysadzany kryształkami Svarovskiego. Na kolana rzuca przepiękne bugatti T57 SC atlantic, którego blachy są łączone charakterystycznym zewnętrznym "szwem", dzięki czemu samochód wygląda niezwykle oryginalnie. A pod maską ponad 130 koni, ech... Miłośnicy amerykańskich linii z lat 50. (to ja!) mogą rzucić okiem na błękitnego cadillaca eldorado biarritz. Zwolennicy angielskiej elegancji - paradoksalnie też nim jestem - zakochają się w bentleyu R-Type continental. A potem znów Ameryka i śliczny chevrolet corvette. Ale nie żadne nowe pudełka, tylko wersja C1 z 1954 r. I tak można biegać po tym muzeum calutki dzień.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy, Autostadt Wolfsburg

Warto jeszcze zobaczyć szklaną wieżę, w której samochody czekają na odbiór przez przyszłych właścicieli. Trafiają tam na pasach transmisyjnych prosto z fabryki. Czekają na swoją kolej, a potem specjalną windą zjeżdżają w dół i automatycznie trafiają do punktu odbioru.

stare auta, muzeum motoryzacji,niemcy. Autostadt Wolfsburg

Na swoim terenie VW prowadzi również szkółki jazdy. Muszę przyznać, że po przejażdżce nowiutkim golfem szóstką nabrałem ochoty na taki samochód. Niestety, miałem za mało czasu (i pieniędzy!), żeby kupić takie auto i wrócić nim do Polski. Musiałem zdążyć na pociąg. Ale podróżowanie PKP to już temat na zupełnie inną opowieść.

Ile to kosztuje

Ponieważ wycieczkę można zaplanować w różny sposób, podaję koszty takiej podróży, którą sam odbyłem. Bilet na lot do Monachium w jedną stronę według serwisu efly.pl można kupić za około 550 zł (w sierpniu) lub mniej niż 300 zł, jeśli planujemy podróż z wyprzedzeniem (np. w listopadzie). Przejazd pociągiem z Monachium do Stuttgartu to koszt około 50 euro, a ze Stuttgartu do Wolfsburga - co najmniej 113 euro. Stamtąd do Warszawy można dojechać (z przesiadką w Berlinie) za około 90 euro.

Noclegi w Monachium nie są niestety tanie, to jedno z najdroższych niemieckich miast. Np. jedynka w Hotel an der Oper ze śniadaniem kosztuje 129 euro, ale za to hotel jest położony dosłownie dwa kroki od monachijskiej starówki. Ceny w hoteliku Modern w pobliżu dworca kolejowego zaczynają się od 45 euro za jedynkę bez własnej łazienki.

Stuttgart jest tańszy. Przyzwoita jedynka w Mercure (dosłownie trzy stacje metra od ścisłego centrum) kosztuje ze śniadaniem już 70 euro (w promocji). Tańszy jest np. hotel Lamm, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy centrum miasta a muzeum Mercedesa. Za jedynkę ze wspólną łazienką zapłacimy 36 euro.

Wolfsburg jest teoretycznie najtańszy, ale w samym centrum jest niewiele hoteli. Pokój w Ritzu-Carltonie w samym sercu Autostadt kosztuje 255 euro, a poza centrum można znaleźć hotele i motele za 45-70 euro ze śniadaniem.

Atrakcje

Zwiedzanie muzeum BMW z przewodnikiem kosztuje 15 euro, można również zamówić wycieczkę z przewodnikiem po BMW Welt i fabryce BMW. Cena biletu w Porsche to 8 euro, plus 2 euro za audioprzewodnik. Zwiedzanie muzeum Mercedesa na własną rękę kosztuje 8 euro. Za dołączenie do grupy z przewodnikiem trzeba dopłacić jeszcze 4 euro. Tyle samo zapłacimy za symulator - w którym przez pięć minut wcielamy się w kierowców rajdowych i wyścigowych z kilku epok. Nie prowadzimy sami, jedynie ruchy kierownicy i wstrząsy uświadamiają nam, jak czuje się kierowca. Całodniowy bilet do Autostadt w Wolfsburgu kosztuje 15 euro. Zwiedzanie szklanej wieży - 8 euro, a szkółki jazdy zaczynają się od 17 euro.

Zdjęcia: Piotr Hykawy-Zabłocki, B. Roemmelt, TAM, Mercedes-Benz Museum, materiały prasowe (montaż)

Więcej o: