Ja, telemarketer na stałym zleceniu

Mordercza kolekcja ?naj? z rozmów kwalifikacyjnych o śmieciową pracę w marketingu
Nasz bohater ma 31 lat, za rok bierze ślub. Mieszka w Krakowie. Absolwent nauk społecznych, skończył też studia podyplomowe z marketingu i zarządzania oraz szkolenia z PR. Zna dość dobrze angielski (certyfikat FCE).



Pierwszą pracę na etat dostał w 2004 r. Gdy zaczynał, był przekonany, że skoro pracuje w marketingu, szybko zrobi karierę, znajdzie stabilizację.

Od trzech lat niemal wyłącznie dostaje oferty pracy na zlecenia.

Najgorszy jest rok 2011 r. - od początku roku szuka stałej pracy. Od pięciu miesięcy jest na zasiłku dla bezrobotnych, dorabia zleceniami (branża IT). Wysłał kilkaset CV, był na kilkudziesięciu rozmowach kwalifikacyjnych.

Zebraliśmy jego doświadczenia z poszukiwania pracy.

- Najmniejszy miesięczny zarobek, jaki mi zaproponowano: - Na rozmowie na stanowisko telemarketera (oczywiście umowa zlecenie, osiem godzin dziennie) zaproponowano mi tysiąc złotych brutto. Powiedziałem, że to dla mnie za mało, bo nie utrzymam się za takie pieniądze. Usłyszałem: - Brakuje panu odwagi, by przyjąć takie wyzwanie, ponieważ zarobiłby pan dwa razy tyle, dzwoniąc i sprzedając. To było niemożliwe, bo z prowizji można dostać góra 400 zł.

- Największe upokorzenie: - Kandydatów są tłumy (chodziłem na rozmowy o pracę, na którą aplikowało kilkaset osób), rekrutacja idzie taśmowo. Największe upokorzenie przeżyłem podczas rekrutacji na stanowisko specjalisty ds. marketingu w firmie produkującej akcesoria dla samochodów. Przyszedłem kwadrans przed rozmową. Czekałem przed wejściem, w tym czasie zaczęli schodzić się kolejni kandydaci. Okazało się, że wszyscy zostaliśmy zaproszeni na tę samą godzinę. Zebrało się nas trzydziestu, wszyscy trafiliśmy do małej salki konferencyjnej. Usiedliśmy przy stole. Dyrektor handlowy kazał każdemu głośno zaprezentować się, opowiadając o swoim doświadczeniu. Żenada. Poczułem ulgę, że nie dostałem tej pracy.

- Najbardziej wku... mnie, gdy: - Po raz kolejny okazuje się, że oferta o pracę dla "key account'a usług internetowych" to telemarketing pewnych dwóch firm. One rekrutują bezustannie, zawsze do tej samej pracy - sprzedaż przez telefon miejsc na reklamę na ich stronach. Tyle że w kolejnych ogłoszeniach coraz atrakcyjniej nazywa te stanowiska. Dlatego, gdy dzwonią do mnie z którejś z tych dwóch firm, to krzyczę "Aaaaaaaaaaaaa!!!" i odkładam słuchawkę.

- Najszybciej wykreślone doświadczenia/umiejętności w podaniach o pracę telemarketera:
1. Studia podyplomowe z marketingu oraz szkolenia - w ocenie osoby rekrutującej osoba tak wykształcona będzie żądała wyższej pensji, dążyła do awansu i szybkiej podwyżki (nie tylko ja tak zrobiłem. Koleżanka z doktoratem wykreśliła ten etap z CV. Pomogło, zaczęła dostawać zaproszenia na rozmowy).
2. Prace dorywcze na zlecenia (bo w kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych zarzucono mi, że zbyt często zmieniałem pracę).
3. Nie przyznaję się też, że piszę blogi (według HR-owca oznacza to, że jestem introwertykiem i nie umiem pracować w grupie).
4. Zmieniłem też informację o zainteresowaniach (teoria względności dziwiła, więc teraz wpisuję sport).

- Największe poczucie obciachu: - To była rekrutacja na stanowisko specjalisty sprzedaży usług IT w dużej firmie komputerowej. Po godzinnej szczegółowej rozmowie o doświadczeniu zawodowym, oczekiwaniach i zadaniach na tym stanowisku dowiedziałem się to (po raz kolejny), że praca tylko na zlecenie. Mam 31 lat, wykształcenie i doświadczenie, ale według polskiego pracodawcy mam pracować i przeżyć za tysiąc złotych miesięcznie, wcześniej rywalizując o marne stanowisko ze studentami, którzy godzą się na każde warunki.

- Najbardziej przestraszony byłem na rozmowie kwalifikacyjnej o: - Mobilizujący strach pojawia się za każdym razem, gdy chodzi o pracę, na której mi zależy.

- Najgłupsze pytanie od HR-owca: - Te standardowe, oklepane, które padają na 70 proc. rozmów, typu: "co chciałby pan robić za pięć lat?" "Pana trzy mocne i słabe strony". "Dlaczego chciałby pan pracować u nas?". Na tego typu pytania nie odpowiada się szczerze, tylko przygotowaną wcześniej formułą. Gdy pada, czuję, że osoba rekrutująca w rzeczywistości niczego się o mnie nie dowie. Bo co mam odpowiedzieć? Chcę u was pracować, bo jestem bezrobotny i wysyłam CV gdzie się da?

- Najgorsza praca: - Telemarketing w malutkiej firmie, która miała zbyt mały budżet. Produkt był nie do sprzedania, brak materiałów marketingowych (np. ulotek o produkcie). Praca pod presją i ze świadomością ciągłego niezadowolenia szefa z efektów. Wytrzymałem półtora miesiąca.

- Najbardziej nieetyczne zachowanie szefa: - Dwa dni pracy poświęciłem na opisanie produktu (instrukcja obsługi trudnego programu komputerowego). Po fakcie dowiedziałem się, że była to strata czasu, więc muszę dwa dni odpracować za darmo.

- Największe zdziwienie w nowej pracy: - Po tym, jak zostałem zrekrutowany do nowej pracy przez firmę zewnętrzną, nowy pracodawca stwierdził, że to za duży koszt pozyskania pracownika (prowizja dla agencji). Aby utrzymać tę posadę, dzwoniłem do firmy rekrutacyjnej z informacją, że jednak tej pracy nie dostałem.

- Największe zmęczenie w pracy telemarketera: - Ciągłe telefonowanie do tych samych osób, które nie chcą cię słyszeć. Na sto telefonów większość nie chce gadać albo przekierowuje do innego pracownika. Ok 30. osób chce rozmawiać, ale kończy się to tym, że zbywa mnie i mówi, aby przesłać ofertę mailem. Z tego grona góra dwie odpowiadają na ofertę, do reszty po tygodniu trzeba dzwonić. I choć słyszę odmowę, za miesiąc muszę spróbować ponownie.

- Najważniejsza nauka z tych rekrutacji:
1. Trzeba zachowywać się według standardów opisanych w poradnikach przed rozmowami o pracę - właśnie tego HR-owcy oczekują:
- zachować kontakt wzrokowy,
- nie kłaść nogi na nogi,
- uśmiechać się,
- nie przerywać HR-owcowi. I nie spodziewać się, że odczyta się reakcję rekrutera - oni nie pokazują jakichkolwiek emocji.
2. Trzeba nauczyć się na pamięć szablonowych odpowiedzi na szablonowe pytania typu: Co chce pan robić za pięć lat? Podoba się im, gdy słyszą np. coś takiego: "Chciałbym rozwijać się zawodowo, czuć, że jestem ważny dla firmy, w której pracuję".
3. Praca na zleceniach, która dziś jest tak powszechna, nie liczy się dla pracodawcy. Lepiej ją w CV pominąć.
4. Najtrudniej przebić się z aplikacją, gdy rekrutuje zewnętrzna firma na zlecenie przyszłego pracodawcy. Zewnętrznej firmie zależy, aby ściągnąć na rozmowę jak najwięcej osób, bo na tym zarabiają. Przez to do rekrutacji wciąganych jest wiele niedopasowanych do stanowiska osób, trudniej pokonać konkurencję.

- Najczęściej pojawiająca się myśl w 2008 r.: - Rynek potrzebuje specjalistów. Jak nie ta praca, to inna.

- Najczęściej pojawiająca się myśl w 2011: - Muszę zmienić zawód.

- Największe marzenie 2008: - Praca za 5 tys. zł netto, służbowe auto, komórka, laptop, wolność.

- Największe marzenie 2011: - Praca na etat, zarobki 2 tys. zł.

- Najbardziej mi brakowało pieniędzy na: - Wakacje.

- Najbardziej chciałbym mieć: - Pracę z dobrymi zarobkami (popuszczając wodze fantazji - za 3,5 tys. zł na rękę), perspektywy awansu rozwoju i stabilizację.

- Najbardziej się boję: - Za miesiąc kończy mi się zasiłek. Nie chcę kolejnego pół roku na bezrobociu. Chcę założyć rodzinę, ale boję się, że nie będzie mnie stać, aby mieć dziecko. To ciężkie tematy, odsuwam je więc od siebie.