158 zwrotek o wolności

W piątek na inaugurację Euro 2012 polscy piłkarze zagrają z Grekami. Biało-czerwonych będą zagrzewać do boju słowa Mazurka Dąbrowskiego. Ale rywale też mają swój hymn walecznych, który składa się aż ze 158 zwrotek!
To najdłuższy hymn na świecie i z tego powodu trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Jednak Grecy nie muszą znać całego tekstu na pamięć, a podczas uroczystych ceremonii wykonywane są tylko dwie, najwyżej trzy pierwsze zwrotki. I w takiej formie usłyszymy go przed meczem otwarcia.



Zanim to nastąpi, zanućmy na grecką nutę, by w piątek kibicować naszym nie tylko skutecznie, ale i śpiewająco.



"Imnos eis tin Eleftherian", czyli "Hymn do wolności", przywołuje echa greckich walk o niepodległość z pierwszej połowy XIX w. - W tekście jest mowa o potrzebie wskrzeszenia ducha starożytnej Grecji. Słowa przypominają o naszych korzeniach. I są wezwaniem do wyrwania się spod azjatyckiego jarzma - mówi doktor filozofii i literaturoznawca Ilias Wrazas, który jest synem greckich emigrantów. Bo Grecja przez prawie trzy stulecia znajdowała się pod osmańskim panowaniem.

Autorem słów hymnu jest Dionisios Solomos, ekscentryczny poeta grecki, którego ironiczny portret odmalował Juliusz Słowacki w "Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu". - Solomos pochodził z arystokratycznej rodziny, ubierał się na biało, popijał wino w tawernach i był bardzo znany, nie tylko w Grecji. Gdy Słowacki przybył na wyspę Korfu, aby go poznać, sam nie uchodził za wieszcza i został potraktowany protekcjonalnie - opowiada Wrazas. To tłumaczy złośliwy stosunek polskiego poety do twórcy greckiego hymnu.


Co ciekawe, uznany później za ojca literatury greckiej Solomos nigdy nie przybył do zjednoczonego państwa, choć był gorącym orędownikiem jego powstania. Pochodził z kreteńskiej rodziny, a nauki pobierał we Włoszech, najpierw w Cremonie, później na uniwersytecie w Pawii. - Najpierw pisał po włosku, bo ten język znał lepiej od greckiego, którym płynnie nauczył się posługiwać znacznie później. Podobno jeździł od wioski do wioski i zbierał słowa, oferując za nie zapłatę - dodaje Wrazas.

Solomos uchodzi za przedstawiciela romantyzmu. Stworzył poezję na poziomie, a dla wielu stał się symbolem zwycięstwa języka żywego. Bo Grecja była dawniej podzielona na zwolenników mowy oczyszczonej z naleciałości i wpływów tureckich oraz tych, którzy uznawali wyższość języka potocznego. Spór można określić mianem potyczki między poetami a intelektualistami. W literaturze, głównie dzięki Solomosowi, większe znaczenie zyskał język mówiony. Sztuka ludowa została w ten sposób doceniona.


"Hymn do wolności" Solomos napisał w maju 1823 r. jako przejmujący apel do europejskich mocarstw o pomoc Grecji uwikłanej w wojnę o niepodległość. Melodię ułożył Nikolaos Mantzaros, ale mimo odzyskania niepodległości w 1830 roku, to wielkie dzieło patriotyczne nadal miało status nieoficjalnej pieśni państwowej. Stało się tak, gdyż osadzony na greckim tronie król Otto I Wittelsbach wprowadził na dekadę rządy autorytarne i obowiązywał wtedy niemiecki hymn cesarski. Melodia "Hymnu do wolności" też uległa zmianie, Mantzaros raz jeszcze skomponował ją w formie marszu. Nietypowe, sześciomiarowe metrum utworu nawiązuje do ludowego tańca tsamiko.

- Taniec utrzymany jest w estetyce wiejskiego folkloru. Tańczący formują długi sznur. Ten, który stoi na jego czele, trzyma się stojącego za nim za pomocą zwiniętej chusty i wykonuje akrobatyczne improwizacje złożone z podskoków i innych figur gimnastycznych. Wymaga to dużej sprawności fizycznej od tego, kto stoi z tyłu i trzyma chustę - opisuje Wrazas.

"Hymn do wolności" uznano za państwowy dopiero za czasów panowania króla Jerzego w 1864 r. Brzmi podniośle, bo został oparty na "Odzie do radości". Co ciekawe nie należy tylko do Greków. Od 1966 r. śpiewają go także na Cyprze i traktują jak swój.

ZOBACZ WIDEO

Polecamy