Choć jest pluszowy to lubi trawę, panienki i film. "Ted" komedia o misiu dla dorosłych

Pamiętacie wyliczankę z dzieciństwa o wycieczce, teczce i misiu, co narobił w teczkę siku? Tym misiem mógłby być tytułowy bohater brawurowej komedii "Ted" - pluszak, którego interesują w życiu tylko trzy rzeczy - trawa, panienki i filmy (kolejność przypadkowa)
Dawno, dawno temu, w latach 80. mieszkał w małym miasteczku pod Bostonem bardzo samotny chłopiec imieniem John. Pewnej wigilijnej nocy John zamarzył, by jego ukochany pluszowy miś Teddy ożył i został jego przyjacielem. Marzenie się spełniło.

27 lat później John (Mark Wahlberg) i Ted nadal są najbliższymi kumplami. Razem palą trawę i oglądają filmy. John ma byle jaką pracę i mnóstwo czasu marnuje na to, co uchodzi nastolatkom i studentom, ale niekoniecznie 35-letnim mężczyznom. Ale to wszystko zaczyna doskwierać jego dziewczynie. Piękna, inteligentna, dobrze zarabiająca Lori (Mila Kunis) chciałaby czegoś więcej niż życia z współlokatorem - kudłatym pluszakiem - który klnie, ćpa i sprowadza zdolne do wszystkiego panienki o imionach typu Sauvignon Blanc. Z miłości do Lori John postanawia rozstać się z Tedem. To jednak wcale nie jest takie proste...

Zaczęło się od absurdu

Pomysł leżący u podstaw komedii Setha MacFarlane'a, do tej pory znanego jako twórca absurdalnych, niepoprawnych politycznie kreskówek dla dorosłych "Family Guy", "American Dad!" i "The Cleveland Show", jest tak banalnie prosty, że aż dziwne, że nikt przed nim na to nie wpadł. Był Ed, koń, który mówił w starym amerykańskim serialu, i Alf, futrzasty gadający kosmita w serialu nieco młodszym. Była też laleczka Chucky. i właśnie ją momentami Ted przypomina najbardziej.

Choć wygląda niewinnie - ma jakiś metr wzrostu, jest okrągły i pluszowy, a jego oczka jak guziki nadają mu wygląd wiecznie zdziwionego, z bliska widać, że futerko jest nieco wytarte, a w oczkach kryją się niebezpieczne błyski. Ted bywa wulgarny, momentami brutalny (scena, w której masakruje swojego kumpla, jest równie śmieszna, co straszna), potrafi być jednak także rozczulający. Cała ta historia stanowi zaskakującą mieszankę niesmacznych żartów i autentycznych wzruszeń. W nieco chaotycznej, ale przyznać trzeba brawurowej komedii jest miejsce i na lekką pornografię (dowiedzieć się można m.in., jak istota bez penisa może zostać uznana za dobrego kochanka), i na niepoprawne politycznie żarty (m.in. z 11 września) i na czułość. To, co łączy bowiem Teda i Johna, to autentyczna przyjaźń. Taka, która wszystko zniesie.

Ten film podszyty jest tęsknotą za beztroskimi czasami, kiedy się z kumplem oglądało filmy tak złe, że aż kultowe (w tym przypadku "Flasha Gordona"), paliło trawę, piło piwo i imprezowało. Dorosłość bywa do niczego - mówi w swym filmie MacFarlane. Ale przychodzi taki moment, kiedy trzeba się z nią pogodzić. Dlatego jestem przekonana, że jego komedię pokochają wszystkie trzydziestolatki, a i pozostałym grupom wiekowym (ale od lat co najmniej 16) też się spodoba. Swoją drogą ciekawe, jak zachowywałby się Miś Uszatek, gdyby dorósł jak Ted. Towarzystwo lalek cenił sobie już w czasach mojego dzieciństwa...



Milioner z pluszakiem

Rzadko zdarza się, żeby debiutancki film budził emocje i wygórowane oczekiwania światowej publiczności. A "Ted" to właśnie pierwszy fabularny film Setha MacFarlane'a. Tylko, że sam MacFarlane nie jest debiutantem, a twórcą kultowych niegrzecznych kreskówek

Zaczęło się od tego, że - ku zdumieniu rodziców - dwuletni Seth narysował bohaterów swoich ulubionych kreskówek - Freda Flinstone'a i Woody'ego Woodpeckera. Jako pięciolatek zapełniał rysunkami już całe zeszyty, tak, że przy kartkowaniu postaci się poruszały. Było oczywiste, że zostanie animatorem. Już jako nastolatek do pewnej ręki dołączył cierpkie poczucie humoru.

Jego film dyplomowy z Rhode Island School of Design zapewnił mu pracę w Hanna-Barbera. Rysował, ale też pisał scenariusze odcinków popularnych seriali "Krowa i Kurczak", "Laboratorium Dextera" czy "Johnny Bravo" (pracę przy tym serialu lubił najbardziej). Chciał jednak mieć własny serial. Z pomysłu z dyplomowego filmu narodził się "Family Guy", animowana historia robotnika z przedmieścia i jego rodziny, do której należy także gadający pies. MacFarlane zaproponował serial stacji Fox. W 1999 roku wyemitowano pierwszy odcinek. Dziś "Family Guy" to przebój stacji i warta 2 mld dolarów franczyza. Sam MacFarlane ma ponoć z Foxem kontrakt na ponad 100 mln dolarów. I dwa inne animowane seriale na antenie.

Poza tym, że pisze, rysuje, reżyseruje, udziela głosu bohaterom swoich filmów, 38-letni Seth znajduje też czas na śpiewanie, w starym dobrym stylu Binga Crosby'ego i Franka Sinatry. "Ted" to także jego autorskie dzieło - napisał scenariusz, wyreżyserował i wyprodukował film, użyczył także misiowi głosu i własnych ruchów. Włożył mu też w mordkę kilka żartów o 11 września. Dlaczego akurat o tym? Bo gdyby nie kac, który sprawił, że 11 września 2001 roku MacFarlane spóźnił się na samolot American Airlines z Bostonu do Los Angeles, który po 47 minutach lotu wbił się w północną wieżę World Trade Center, ani kolejnych sezonów "Family Guy'a", ani kolejnych seriali, ani "Teda" by nie było...



Więcej o: