Wielka wyprawa małego hobbita

Ze swej norki w zielonym Hobbitonie w podróż przez kinowe ekrany wyruszył w końcu pewien hobbit. My jego przygody dostaniemy w prezencie na Boże Narodzenie. Choć przyznać trzeba, że Bilbo Baggins początkowo nigdzie się nie wybierał
Bilbo Baggins, powszechnie szanowany mieszkaniec norki Bag End w Pagórku w centralnej części Hobbitonu, osiągnął już wiek średni. I uważał, że przygody nie są wskazane, bo można przez nie spóźnić się na kolację. Czarodziej Gandalf, wędrujący przez krainy Śródziemia, pamiętał jednak innego Bilba. Młodego hobbita, który spóźniał się na kolację i wracał do domu z gałązkami we włosach, bo szukał elfów w lasach Shire. I tego właśnie hobbita postanowił zabrać na wyprawę jako włamywacza. Na nic się zdały protesty. Jeśli Gandalf uznał go za włamywacza, to hobbit był włamywaczem. Nawet jeśli sam o tym jeszcze nie wiedział.

Resztę członków wyprawy stanowiło 13 krasnoludów. Jej celem zaś był Erebor, krasnoludzie królestwo w Samotnej Górze, najpotężniejsze, jakie kiedykolwiek stworzyły krasnoludy.

Odzyskać królestwo

W dobrych czasach władca Ereboru, Thror, nie miał powodów do trosk. Jednak z czasem zaślepiło go złoto. A zgromadzone w Samotnej Górze skarby przyciągnęły istotę, której były one jeszcze droższe niż krasnoludom - smoka Smauga, który wdarł się do krasnoludzkiego królestwa. Ocalałe krasnoludy musiały uciekać. Tułały się po Śródziemiu.

W końcu wnuk króla, Thorin, który zyskał przydomek Dębowa Tarcza, zapewnił im spokojne i bezpieczne życie. Ale sam pragnął czegoś więcej - odzyskać swoje królestwo. Postanowił wyruszyć do Samotnej Góry. Na jego wezwanie stawiło się zaledwie 12 krasnoludów - ani nie najszlachetniejszych, ani nie najmądrzejszych z krasnoludzkiej braci. Ale lojalnych i mężnych.

Wraz z Gandalfem i Bilbem wyruszyli do Samotnej Góry, spotykając po drodze i morderczych orków, i głodne trolle, ale też starych przyjaciół - władcę elfów Elronda i królową elfów Galadrielę, a także najpotężniejszego z czarodziejów Sarumana Białego i najmniej poważanego - Radagasta Burego.



Hobbit dodaje odwagi

"Hobbit: Niezwykła podróż" to pierwsza z trzech filmowych przygód na podstawie powieści J.R.R. Tolkiena, profesora lingwistyki z Oxfordu i ojca fantasy. Napisał "Hobbita" jako opowieść na dobranoc dla swoich dzieci, ale trafiła ona nie tylko do dziecięcych umysłów i serc. Wyprawa Bilbo Bagginsa to początek historii, którą rozwinął w dziele życia - "Władcy pierścieni". Historii o odwadze, poświęceniu i wielkich czynach dokonywanych przez najmniejszych.

Hobbici to bowiem ludek niewielki, przywiązany do ziemi i swojego kominka, lubiący piwo, fajkowe ziele i spotkania z przyjaciółmi. A jednak dwaj przedstawiciele tego ludu - Bilbo Baggins w "Hobbicie" i jego krewniak Frodo Baggins we "Władcy pierścieni" okazali się zdolni do wielkich czynów. Sam Gandalf zapytany, dlaczego wybrał Bilba na wyprawę do Ereboru, odpowiada początkowo, że nie wie. W końcu przyznaje, że mały hobbit o wielkich kudłatych stopach dodaje mu... odwagi.

Czy dałoby się zrobić z "Hobbita" jeden film? Pewnie tak. Ale ja wcale nie żałuję, że Peter Jackson zdecydował się na trzy ("Hobbit: Samotna Góra" trafi do kin w grudniu 2013, "Hobbit: Tam i z powrotem" - w lipcu 2014 roku). W "Hobbicie" są przygody, są bitwy, ale jest też humor. Są bajkowe krajobrazy Nowej Zelandii i jest technologia, która pozwoliła reżyserowi na spełnienie wszystkich wizualnych zachcianek, jakie tylko przyszły mu do głowy. Są wreszcie wspaniali aktorzy - jak Martin Freeman, wprost stworzony by zagrać Bilbo Bagginsa i Andy Serkis, który - choć we wspomaganej komputerowo postaci Golluma właściwie go nie widać - zasługuje na Oscara.

Jest więc na co czekać w kinie w 2013 roku. I szczerze mówiąc - smoka Smauga, którego zagrał Benedict Cumberbatch - po prostu nie mogę się doczekać. A "Niezwykła podróż" to dopiero początek fascynującej opowieści.



Więcej o: