Jak Aleksander Gudzowaty doszedł do majątku

Na cmentarzu na warszawskiej Woli polecił wybudować dla siebie okazały grobowiec i umieścić w nim klamkę od środka. 14 lutego w wieku 75 lat zmarł Aleksander Gudzowaty, jeden z najbogatszych Polaków
Jaki majątek zgromadził? W latach 1997-99 był numerem 1 na liście najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost". W 2002 r. wyceniano go na jakieś 5 mld zł. W 2008 r. - na 3,7 mld. Ostatnio zajmował 14. miejsce z majątkiem wartym 1,5 mld zł. Interesy szły coraz gorzej. W 2011 r. Bartimpex (główna firma Gudzowatego) miał prawie 4,6 mln zł straty netto.

Dziennikarz Michał Matys, który widział biznesmena na przełomie roku, tak opisał go w "Dużym Formacie": Nie wstaje na powitanie, ma chory kręgosłup i stawy. Wożą go na wózku ochroniarze. Mimo to jest rozluźniony, oczy mu błyszczą, siwa grzywka opada niesfornie na czoło. Mówi: - Moja gwiazda już zgasła. Ale nie muszę być najbogatszy, bo i tak fuksem dostałem to, co mam.

100 proc. udziałów w Bartimpeksie ma rodzina Gudzowatych. Większość znalazła się w ostatnich latach w ręku syna z pierwszego małżeństwa, Tomasza - absolwenta Wydziału Prawa UW, fotografika, wielokrotnego laureata międzynarodowych nagród World Press Foto.

W saunie wszyscy równi, bo goli

Urodził się w 1938 r. w Łodzi. Jego rodzice - Eliasz i Aleksandra - byli prawosławni. Pierwszą żonę, Grażynę, poznał na wczasach w Dubrowniku.

Ukończył Wydział Handlu Zagranicznego Uniwersytetu Łódzkiego, wstąpił do PZPR i zaczął pracować w PRL-owskich centralach handlu zagranicznego. W Textilimpeksie sprzedawał demoludom ubrania uszyte przez warszawską Corę. We wrześniu 1973 r. został szefem przedstawicielstwa w Moskwie.

W ZSRR spędził prawie pięć lat, ukończył kurs marksizmu i leninizmu. Jeździł z modelkami po republikach, poznawał ważnych ludzi. Najlepsze interesy robił w saunie, gdzie przychodzili wszyscy wielcy Moskwy i "wszyscy byli równi, bo goli". Wiedział, że bez zafundowania "radzieckim" wystawnej hulanki w restauracji, interesu nie będzie. Zwolniono go z Textilimpeksu za zbyt wystawny tryb życia. W 1989 r., tuż po upadku komunizmu w Polsce, Gudzowaty zakłada rodzinną spółkę Garo - od imienia psa, brodacza monachijskiego, którego podarował synowi. W 1990 r. spółka zmienia nazwę na Bartimpex SA (od barteru, czyli wymiany towar za towar). To dzieło życia Gudzowatego, które uczyniło go bogaczem.

Spłacę wasze długi, wy mnie dopuścicie do interesu

W 1992 r., gdy Bartimpex zajmował tylko kilka pokoi, Gudzowaty przyszedł do państwowego Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, który miał 250 mln dol. długów wobec rosyjskiego giganta energetycznego Gazprom. Rosjanie zażądali natychmiastowej spłaty i zagrozili wstrzymaniem dostaw gazu.

Gudzowaty zaoferował, że za pośrednictwo w handlu gazem do Polski załatwi problemy z Rosjanami. Spłaci dług towarami, głównie pszenicą i ziemniakami. Rosjanie wskazali, że właśnie z nim chcą robić interesy. Ówczesny szef Gazpromu i najpotężniejszy człowiek Rosji Rem Wiachiriew mówił, że Polska nie jest dla niego wiarygodnym partnerem. Ale z Gudzowatym się przyjaźnił. Wicepremier Rosji Oleg Dawydow był na weselu syna Gudzowatego.

Proces z Gazpromem

Gudzowaty stał się jednym z głównych rozgrywających przy budowie i eksploatacji gazociągu jamalskiego, którym płynie do nas większość gazu z Rosji. Gdy we wrześniu 1993 r. spółka EuRoPol Gaz, która miała zbudować rurę, a potem nią zarządzać, nagle okazało się, że pośrednio jej udziałowcem jest Gudzowaty. Skąd się tam wziął - nie wiadomo. Oba rządy ustaliły, że udziały w spółce będą dzieliły po połowie PGNiG i Gazprom. Niespodziewanie dostały jednak po 48 proc. akcji. Pojawił się trzeci wspólnik: firma Gas Trading, która otrzymała pozostałe 4 proc. Jednym z jej współwłaścicieli okazał się Bartimpex.

W 2001 r. posadę szefa Gazpromu stracił Rem Wiachiriew. Gazprom odstąpił od kontraktu "gaz za żywność" z Bartimpeksem. Gudzowaty poszedł na całość i pozwał Rosjan o niewywiązanie się z umowy. W 2007 r. wygrał w sądzie z Gazpromem. - Wygrałem 35 mln dol. Ułatwiło mi to przeżycie. Ale oni nie mogą mi tego wybaczyć - twierdził.

W 2009 r. Putin osobiście zażądał usunięcia Gudzowatego spośród udziałowców gazociągu jamalskiego. Ale on trwa. PGNiG i Gazprom musiałyby się złożyć, aby odkupić 4 proc. akcji od Gas Tradingu. Ile na to potrzeba? Szacunki są różne - od 40 mln do 1 mld dol.

Politycy - od miłości do nienawiści

Kontakty z politykami Gudzowaty nazywał "technologią biznesu". Dziennikarze doliczyli się kilkunastu byłych ministrów i wiceministrów, którym dawał pracę w swoich firmach.

Częścią "technologii" było np. otwarcie we wsi Wólka klubu jeździeckiego Garo, należącego do Tomasza Gudzowatego. Po skraju Puszczy Kampinoskiej 14 listopada 2000 r. przechadzał się prezydent Aleksander Kwaśniewski (dostał legitymację klubu nr 1), przyszły premier Leszek Miller, ambasadorowie. Byli ministrowie i prezesi kłaniali się wyższym oficerom służb specjalnych - opisywali w "Gazecie Wyborczej" Michał Matys i Paweł Smoleński.

Gudzowaty umiał zaskarbić sobie sympatię każdej strony. W 1995 r. wspomógł finansowo kampanię walczącego o reelekcję Lecha Wałęsy.

Ostatnio pozbył się większości ministrów. Miał pretensje, że go nie bronili. - Dupa jestem, nie "oligarcha" - komentował gorzko w styczniu tego roku.

Na ostro poszło w 2007 r., gdy do mediów wyciekło nagranie rozmowy Gudzowatego z Józefem Oleksym z SLD podczas zakrapianej alkoholem kolacji. Rozmawiali m.in. o Leszku Millerze, jego synu i łapówkach, o tym, że Aleksander Kwaśniewski z żoną nielegalnie zdobyli majątek, o korupcji i finansowaniu kampanii SLD.

Biurko wielkości kawalerki

Bartimpex mieści się w zabytkowej kamienicy przy al. Szucha, w najbardziej prestiżowym miejscu Warszawy: obok Łazienek i kancelarii premiera. Gabinet Gudzowatego był na poddaszu. - Biurko wielkości kawalerki, skórzane fotele, na ścianach olejne obrazy i mapa świata, dar byłego szefa UOP gen. Gromosława Czempińskiego. Na tle mapy niewielkie popiersie marszałka Piłsudskiego ("od jednego z największych polityków rosyjskich"). Gabinet przypomina dostojną siedzibę firmy z londyńskiego City handlującej herbatą - opisywali reporterzy "Gazety Wyborczej".

Kampinos Gudzowatych

Wśród polskich milionerów Gudzowaty uchodził za największego ekscentryka. W Mariewie, rezydencji na skraju Puszczy Kampinoskiej pod Warszawą, wybudował kamienną piramidę wzorowaną na egipskiej piramidzie Cheopsa. W środku była półka, na której od czasu do czasu się kładł i - jak twierdził - ładował energią do pracy.

Mariewo Gudzowaty oddał starszemu synowi. Sam przeprowadził się pół kilometra dalej, do wsi Wólka. W sześciohektarowej posiadłości zamieszkał z drugą żoną - Danutą. Pracowała dla niego jako tłumaczka francuskiego. - Chemia przychodzi nagle, na to nie ma recepty. Ożeniłem się, bo Danusia dostała rozwód. Śmiesznie mówić, ale oświadczyłem się jej mężowi. Wysyłałem do niego faksy, aby niczego nie utrudniał. Ich związek dawno się rozpadł.

Zanim się pobrali w 2010 r., mieszkali ze sobą 15 lat. Mają nastoletniego syna Michała.

W lesie wokół rezydencji stanęła kaplica z różnobarwnymi witrażami z symbolami pięciu największych wyznań świata. Gudzowaty przychodził tam kontemplować. - Jestem ekumeniczny - przyznawał. Boga nazywał na swój użytek Wielkim Elektrykiem.

Wiosną tego roku miał pojechać na otwarcie Światowego Centrum Tolerancji, które budował w Jerozolimie obok ufundowanego przez siebie monumentu. To 17-metrowy obelisk z brązu: pęknięta kolumna z drzewem oliwnym w środku. Nazwał go Pomnikiem Tolerancji. Pomysł powstał dzięki rozmowom z prezydentem Izraela Szymonem Peresem.

- Czy to ułatwi panu biznes? - pytał dziennikarz. - Chłopie, coś ty!? Biznes nie ma z tym nic wspólnego. Zawsze chodził mi po głowie problem etycznego upadku świata i tolerancji. Gdzie mam mówić o tolerancji, jak nie w Jerozolimie?

Paliwo z alg czy spirytus?

W tym roku Gudzowaty miał zrealizować nowy pomysł, który - jego zdaniem - mógł rozwiązać problemy energetyczne i ekologiczne. Chciał hodować algi morskie i przerabiać je na olej napędowy. Algi potrzebują do wzrostu dwutlenku węgla i mogą wchłonąć ogromne jego ilości, emitowane przez zakłady przemysłowe. Przerabiają go na olej, który można z nich wycisnąć.

Instalacja miała kosztować 70-90 mln zł i wytwarzać 40 tys. ton oleju rocznie. - Potrzeba na to około trzech hektarów. Nie muszą być przy morzu. Ważniejsze, aby były w pobliżu dużego truciciela, który emituje dwutlenek węgla. Najlepiej koło elektrowni lub koksowni - mówił Grzegorz Ślak, menedżer, który przygotowywał budowę.

Grób z klamką od wewnątrz

Gudzowaty nawiązał kontakt z kard. Stanisławem Dziwiszem. Dostał kroplę krwi Jana Pawła II na szacie, w której był podczas zamachu dokonanego przez Alego Agcę. - Przekazałem relikwie mojemu wiejskiemu kościółkowi w Zaborowie. I wie pan, że tam są uzdrowienia? To tak działa na ludzi! - opowiadał.

- Wierzy pan w to? - pytał Michał Matys w "Dużym Formacie".

- Wierzę w siłę duszy oraz że śmierć to tylko zmiana bytu. Z moimi zmarłymi rodzicami mam stały kontakt: psychiczny i energetyczny - odpowiadał milioner.

Na cmentarzu na warszawskiej Woli polecił wybudować dla siebie okazały grobowiec i umieścić w nim klamkę od środka. - Jak mnie robotnicy pytali, mówiłem, że mam klaustrofobię. Ale naprawdę klamka jest po to, aby uśmiechnęła się rodzina, która będzie mnie odprowadzać - wyjaśniał.

Korzystałam z reportażu Michała Matysa "Duży słoń", który ukazał się w "Dużym Formacie" 3 stycznia 2013 r.



Więcej o: