Sensacyjne dzienniki Gombrowicza. Czy na pewno?

Spis dzieł literackich - pisanych i wydanych, chorób i leków, kochanków i kochanek, spotkań towarzyskich i podróży, zarobionych i wydanych pieniędzy. ?Kronos?, tajny dziennik Witolda Gombrowicza, to diariusz dnia codziennego
"Największa sensacja literacka XXI wieku" reklamuje "Kronosa", zbiór przez lata utrzymywanych w tajemnicy osobistych zapisków Witolda Gombrowicza, jego wydawca - Wydawnictwo Literackie. Hasło jest równie chwytliwe, co kłamliwe. Sensacji nie ma tu żadnych, chyba że dla tych, których ekscytują wieści z Pudelka. Nie ma też literatury. Literatura, i to ta najwyższych lotów, została w "Dziennikach" publikowanych od 1953 roku na łamach paryskiej "Kultury".

O podatkach i kochankach

W powstających równolegle osobistych notatkach na 68 stronach papieru formatu A4 (początkowo papieru kancelaryjnego Banco Polaco, w którym Gombrowicz pracował w Argentynie) zostały skrótowe, hasłowe, przypominające tweety zapiski z dnia codziennego. Bez emocji, sucho, jak w bankowym sprawozdaniu Gombrowicz prowadzi wyliczanki: codziennych spotkań, tego, co pisze, co wydaje i przede wszystkim, ile za to dostaje, kto go wsparł finansowo, a pod koniec, gdy już dobrze zarabia, czy musi zapłacić podatki, przygód erotycznych ze spisami kochanków i kochanek, do których, przyznać trzeba, ma Gombrowicz z jednej strony bardzo instrumentalne, a z drugiej bardzo egalitarne podejście - płeć, kolor skóry, pochodzenie nie mają znaczenia, zdarzają się arystokratki, ale też "kurwy z tryprem", czy marynarze, wreszcie choroby i leki. Od czasu do czasu wymienia, co czyta, ale nie pisze, jakie lektury robią na nim wrażenie.

o Polsce

Pisać "Kronos" Gombrowicz zaczął w 1953 roku w Argentynie, ale postanowił cofnąć się do czasów studenckich i pierwsza data w nim to rok 1922. Przedwojenne życie w Polsce - studia, wakacje, pierwsze próby pisarskie i przygody erotyczne odtwarza z pamięci w postaci krótkich haseł, czasem samych nazwisk (jak szczegółowy spis erotycznych podbojów wśród płci obojga z roku 1938 na stronie 46). Pisze też o strachu przed zbliżająca się wojną, albo go sobie przypisuje. Z tych skrótowych zapisków często, mimo pracy redaktorów tomu, których przypisy zajmują czasem nawet 2/3 strony i którzy wyjaśniają wszystko włącznie ze zdaniem "kupiłem pelikana", nic nie wynika.

o bólu zębów

Gdy wreszcie docieramy do roku 1953, w którym "Kronos" powstaje w miarę na bieżąco, lektura staje się łatwiejsza, pojawiają nawet zdania wielokrotnie złożone, szkice sytuacyjne. Ale nadal są to niewiele więcej, niż notatki, które wielu z nas ma w swoich kalendarzach. Pod koniec każdego roku Gombrowicz robi krótkie podsumowanie, w którym niczym buchalter wymienia wydarzenia z kategorii twórczość, zdrowie, finanse, erotyka, z czasem też sława. Widać, że niektóre lata były lepsze, inne gorsze. Z czasem sława rośnie i sytuacja finansowa Gombrowicza się poprawia. W Argentynie w 1939 roku zaczynał od życia za dolara dziennie, we francuskim Vence pod koniec życia ma już tysiące dolarów oszczędności. Ale za to zdrowie mu dokucza - powracają nieprzyjemne skutki erotycznych przygód, wypadają zęby (cały rok 1951 upływa pod ich znakiem), zaostrza się astma, w końcu w listopadzie 1968 roku dopada go brutalnie szczerze opisany zawał (choć samo słowo w notatkach nie pada).

ale nie o miłości

Gdy "Dziennik" zaczyna funkcjonować i "wciąga go w literaturę" dla zapisków domowych już nic nie zostaje. Szczerze jednak w "Kronosie" przyznaje, że niektóre z rzeczy opisanych w "Dzienniku" (jak historia poparzonej dziewczynki) to czysta literatura, "opowiadanie", kreacja. W "Dzienniku" Gombrowicz się stwarza. W "Kronosie" stoi przed nami obnażony, zwykły, codzienny. Dla jego wielbicieli (i naukowców) lektura "Kronosa" może być ekscytująca, zwłaszcza gdy czytać będą go równolegle z "Dziennikami", porównując treść obu książek. Co jednak daje zwyczajnemu czytelnikowi? Niewiele.

Stwierdzenie, że pisarz jest człowiekiem, jak każdy popełnia błędy, bywa małostkowy, je, kupuje ubrania, nie jest chyba wielkim odkryciem. Nie poznamy tu tajnych myśli Gombrowicza, ani skrytych uczuć. Bo ich tu nie ma. Jeśli coś jest w "Kronosie" niezwykłego, to właśnie ta emocjonalna pustka. Radość pisarzowi sprawia kupno gramofonu i muzyka (wyłącznie klasyczna), złości go, gdy gramofon się psuje albo znikają płyty. Cieszą dolary od Radia Wolna Europa, złości brak kolejnej koperty z nimi. Lubi psy, to wiemy na pewno. Lubi przygody erotyczne bez zobowiązań. Lubi grać w szachy (i jest w tym dobry). Ale nikogo, ani niczego nie kocha. To słowo w "Kronosie" nie pada. 464 strony książki i ani słowa o miłości. To największe i najsmutniejsze odkrycie wynikające z lektury.

jakby to zrobili amerykanie

Czy drukowanie notatek, które do druku raczej przeznaczone nie były, miało zatem sens? Legenda o tajnym dzienniku Gombrowicza krążyła już od dawna. Umiejętne podsycanie zainteresowania i duża akcja promocyjna z hasłem "skandal" w tle sprawi, że książka będzie się sprzedawać. A że skandalu nie ma, że po lekturze "Kronosa" pozostaje jedynie smutek, bo monetyzacja Gombrowicza się dokonała.

W kwietniu Uniwersytet Karoliny Południowej opublikował w sieci zapiski, jakie pieczołowicie prowadził w latach 1919-1938 F. Scott Fitzgerald (w wersji skanów oryginalnych ksiąg i bardziej czytelnej wersji przepisanej komputerowo). Wielki amerykański pisarz spisywał w schludnych kolumnach daty i miejsca publikacji swoich dzieł, przychody i wydatki, a także skrótowo najważniejsze wydarzenia ze swojego życia, które odtwarzał aż do momentu urodzenia. Jego niezwykłą, osobistą kronikę każdy - student, naukowiec, wielbiciel, ciekawski może przeczytać za darmo.



Więcej o: