1000 lat po Ziemi, super efektowne kino dla całej rodziny

W efektownych dekoracjach science-fiction rozgrywa się kameralna opowieść o ojcu i synu, którzy w ekstremalnych warunkach muszą na sobie polegać, by ocaleć ?1000 lat po Ziemi?
M. Night Shyamalan zaczarował widzów 14 lat temu "Szóstym zmysłem", potem wciągnął w historię rodem z komiksu w "Niezniszczalnym", postraszył kosmitami w "Znakach", a potem złym światem w "Osadzie". Niestety, każdy kolejny film był słabszy od poprzedniego, ale wraz z "1000 lat po Ziemi" tendencja ta się odwraca. Pierwszy raz w karierze Shyamalan zdecydował się wyreżyserować scenariusz, który napisał ktoś inny. Zrobił to dla swojego przyjaciela Willa Smitha. Gwieździe pokroju Smitha się nie odmawia.

Will Smith wpadł na pomysł prostej historii o wypadku, któremu na środku pustkowia ulega samochód wiozący ojca i syna. Bez auta muszą poradzić sobie w niebezpiecznej okolicy. Z czasem pomysł się rozwijał, aż w końcu stał pełnometrażowym filmem science-fiction.

Oto ludzkość doprowadziła do ekologicznej katastrofy i musiała opuścić Ziemię.



Po latach gwiezdnej tułaczki znaleziono planetę nadającą się do zamieszkania, stworzono siły pokojowe broniące nowego domu. Tysiąc lat po wygnaniu dowódca tych sił, zasadniczy generał Cypher Raige (Will Smith), zabiera w kosmiczną podróż swojego dorastającego syna, Kitaia (syn Willa, Jaden Smith). Kitai bardzo chciał iść w ślady ojca, ale uznany za krnąbrnego ryzykanta, został wyrzucony z akademii wojskowej. Wspólna wyprawa ma ich do siebie zbliżyć. Tymczasem statek, którym lecą, rozbija się z dala od domu, na nieprzychylnej, dzikiej planecie zwanej... Ziemią. Ciężko ranny ojciec powierza synowi odzyskanie nadajnika, który może sprowadzić pomoc. Jak Kitai poradzi sobie z presją i z dzikimi stworzeniami, jakie zaludniły Ziemię pod naszą nieobecność? Odpowiedzi od dziś w kinach.

WYWIAD : Ojciec z synem w życiu i na planie



Wiek XXI ma swoje plusy, można np. porozmawiać twarzą w twarz z Willem Smithem i jego synem, mimo że oni są w Meksyku, a my na warszawskim Mokotowie. Oto co opowiedzieli na chacie o "1000 lat po Ziemi" i o tym, jak im się razem pracuje.

Podobno wpadliście na pomysł tego filmu razem przy kuchennym stole?

Jaden Smith: - Pierwszy raz rozmawialiśmy o tym w Chinach, gdzie kręciliśmy "Karate Kid". Szedłem na plan, kiedy tata spytał - Hej, Jaden, czy słowo "Ursa" brzmi groźnie? Nie miałem do tego głowy. Długo o tym nie wspominał, aż w końcu zaczął dyskutować z mamą o swoich pomysłach, ale nie sądziłem, że coś z tego będzie. Aż porozmawiał z Nightem Shyamalanem...

Will Smith: - Tak naprawdę to poszło naprawdę szybko - od pomysłu do filmu w dwa i pół roku. To był pierwszy raz, kiedy mój pomysł znalazł drogę na ekran. Zawsze brałem udział w pracach nad scenariuszem, ale pomysł był cudzy. Teraz po raz pierwszy byłem w samym środku procesu.

Wasz film ma silne ekologiczne przesłanie...

Will: - Pokazujemy, jak stulecia wykorzystywania zasobów Ziemi bez opamiętania sprawiły, że stała się niegościnna, właściwie zostaliśmy z niej eksmitowani. Mam nadzieję, że to przemówi do młodych widzów.

Jaden: - To alarm dla wszystkich, bo sądzę, że taka ekologiczna katastrofa naprawdę może nam się przydarzyć. I uważam, że podświadomie to był jeszcze jeden powód, dla którego zrobiliśmy ten film.

Will: - Mój syn powiedział podświadomie (śmiech)... Są dzieci, które nie znają tego słowa...

Jaden, czy twój tata zawsze tak z ciebie żartuje?

Jaden: - Jakieś 90 proc. czasu.

Odgryzasz mu się?

Jaden: - Nie, zazwyczaj to ignoruję. To tak, jak być uderzonym przez falę - musisz pozwolić jej przez siebie przepłynąć, a jak już cię minie, możesz znów spokojnie oddychać.

Trzonem "1000 lat po Ziemi" jest relacja między waszymi bohaterami - ojcem i synem. Jak sobie z tym radziliście, biorąc pod uwagę, że jesteście nimi poza ekranem?

Jaden: - Już na planie naszego pierwszego wspólnego filmu "W pogoni za szczęściem" odkryliśmy, że jest nam z tym łatwiej. A potem zrobiliśmy razem "Karate Kid" [Will Smith był producentem], więc z mojego punktu widzenia to jakbyśmy zawsze pracowali razem. W tym filmie jedyna różnica polegała na tym, że byliśmy razem na ekranie przez cały czas.

Will: - Dla mnie to było ciekawe, bo w relacji mojego bohatera Cyphera Raige'a, który jest najwspanialszym generałem w historii ludzkości, z synem, który chce iść w jego ślady, jest wiele podobieństw do sytuacji, z jakimi ja i Jaden mierzymy się w prawdziwym życiu. Ojciec, który jest u władzy, może wywierać na syna presję, może nie być dostatecznie wrażliwy na jego potrzeby, podczas gdy syn próbuje iść przez świat w jego cieniu. Więc dla nas to było wspaniałe. A tobie Jaden, jak się pracowało z aktorem, który mógł dać ci szlaban, jak nie zagrałeś dobrze?

Jaden: - To nie był pierwszy raz - na planie "W pogoni za szczęściem" też mogłeś mnie karać...

Will: - No tak, nawet łatwiej... Więc już przepracowałeś ten temat?

Jaden: - Tak, na swoja korzyść - już wiem, jak radzić sobie z presją na planie.

Jak zmieniła się wasza współpraca od pierwszego filmu, w którym Jaden miał osiem lat do tego, w którym jest już 14-latkiem?

Will: - Na planie "W pogoni za szczęściem" ustaliłem po prostu zasady, których miał się trzymać. Teraz oddałem mu tyle odpowiedzialności, ile tylko był w stanie unieść, starałem się dać mu wolność. Współpracowaliśmy. Bardziej jak partnerzy, koledzy z planu niż ojciec i syn.

Will, patrząc jak Jaden dorasta, widzisz w nim podobieństwo do siebie? A może jest jakaś cecha, której wolałbyś, żeby po tobie nie dziedziczył?

Jesteśmy podobni w tym, że obaj chcemy, by wokół nas panowała pozytywna energia. By ludzie dobrze się czuli. A wady? Chyba nieźle sobie radzi z nieprzejmowaniem moich wad. Przede wszystkim nie ma obsesji. Mnie zbudowanie życia, kariery, mojego małego imperium, kosztowało odcięcie części emocji, żebym mógł pozostać wojownikiem, który osiągnie zamierzony cel i zatknie flagę na szczycie wzgórza. A Jaden jest bardziej naturalny. Uważam, że uda mu się pójść swoją drogą i w życiu, i w biznesie, i że nie będzie potrzebował tego wojownika, z którym ja musiałem żyć.

A ty Jaden, nie tęsknisz czasem za byciem zwyczajnym nastolatkiem, który nie pracuje, nie gra w filmach, nie ma wielu obowiązków?

Jaden: - Ale dla mnie moje życie jest zwyczajne - nigdy nie miałem innego. Nigdy też nie chciałem obijać się bez celu, ciągnęły mnie różne rzeczy, dorastałem wśród różnych możliwości. Robię to, co kocham.



Więcej o: