Elyzjum - Futurystyczny film z odważnym przesłaniem

Znów pod płaszczykiem science fiction udało się powiedzieć wiele o największych bolączkach współczesnego świata. Aż dziwne, że Hollywood zdecydowało się sfinansować tak odważny film jak ?Elizjum?. Od dziś w kinach
Neill Blomkamp, twórca "Dystryktu 9", który zaledwie cztery lata po premierze jest już klasykiem kina science fiction, swój drugi film zrealizował za pieniądze Fabryki Snów. Ale nie odszedł daleko od tego, co go najbardziej interesuje - spektakularnej akcji i mocnego społecznego przesłania.

Starożytni Grecy wyobrażali sobie, że po śmierci dusze dobrych ludzi trafiają do Elizjum - na wyspy szczęśliwe, gdzie panuje wieczna wiosna, piękno i spokój. W filmie Blomkampa tę nazwę nosi ogromna stacja kosmiczna umieszczona na ziemskiej orbicie, na którą przedstawiciele elity uciekli z wielkiego slumsu, w który na skutek przeludnienia zamieniła się Ziemia. Oni żyją spokojnie i bezpiecznie w pięknych domach wśród wypielęgnowanych ogrodów, oddychają czystym powietrzem, jedzą zdrowe rzeczy i w ciągu minuty mogą wyleczyć wszystko, z białaczką włącznie. Na Ziemi panuje chaos. Ale jeden człowiek, przypadkowo i trochę wbrew swojej woli, potrafi zachwiać tym układem.



"Elizjum" to jeden z najciekawszych filmów tego lata - spektakularny, ale nie pusty, efektowny, ale nie efekciarski, bardzo dobrze zagrany przez Matta Damona, przerażającego Sharlto Copley'a, demoniczną Jodie Foster i bardzo przekonującego brazylijskiego aktora Wagner Mourę w roli króla podziemia Spidera. Odkrycie Damona dla kina akcji w "Tożsamości Bourne'a" jest jedną z najmilszych hollywoodzkich niespodzianek ostatnich lat. Jako 36-letni zmęczony życiem były złodziej samochodów, legenda półświatka, który po pobycie w więzieniu chce już tylko świętego spokoju, jest doskonały.

Jego Max jest prosty, ale nie głupi. Robot-kurator, przedstawiciel wielkiej armii metalowych stróżów prawa i porządku, pyta go wprost, czy jest sarkastyczny i/lub próbuje go obrazić. Max pracuje w fabryce robotów i chce po prostu przeżyć kolejny dzień. Do momentu, gdy z powodu wypadku tych dni zostaje mu tylko pięć. Na Elizjum w każdym domu są specjalne łóżka potrafiące uleczyć każdą chorobę. A Max bardzo chce żyć. Zgadza się wiec wziąć udział w napadzie na przedstawiciela kasty z Elizjum, by tylko zdobyć bilet na tę stację kosmiczną. Wzmocniony egzoszkieletem, z implantem w mózgu rusza na misję...

"Elizjum" sprawdza się doskonale jako zaskakująco brutalne momentami science fiction, jako film o nierównościach społecznych, komentarz do najgorętszych obecnie dyskusji w USA - o powszechnej opiece zdrowotnej i nielegalnych imigrantach. Niestety ma i słaby punkt - miłość, nieważne, czy rodzicielską, czy między mężczyzną a kobietą. Te sceny wypadają dziwnie kiczowato na tle spójnego, brutalnego świata AD 2154.

"Elizjum" najlepsze jest tam, gdzie pokazuje zdegenerowany świat przyszłości, w getcie Los Angeles, które przypomina slumsy Johannesburga z "Dystryktu 9". Jest w tych ujęciach z "Elizjum" coś z klimatu "Łowcy androidów", choć Los Angeles z tamtego filmu było skąpaną w mroku metropolią na wzór Tokio, a nie hektarami ruder trawionych kalifornijskim słońcem. Warto jednak zobaczyć ten film. I zastanowić się, jak cienka jest warstwa fantastycznego makijażu, jaki nakłada na świat AD 2013.



Więcej o: