Turbo ślimak wyścigowy

Dla tych, którzy lubią "Auta" i dla tych, którzy lubią historie o spełniających się marzeniach od dziś w kinach "Turbo" - animowana opowieść o ślimaku, który postanowił wystąpić w samochodowych wyścigach w Indianapolis
W rytmie przebojów idealnych do jazdy samochodem i nieśmiertelnego "Eye of the Tiger" z "Rocky'ego" filmu o zwykłym facecie, który postanawia zmierzyć się z mistrzem, toczy się brawurowa akcja animowanej komedii o zwykłym winniczku, który marzył o zostaniu ślimakiem wyścigowym.

To nie jest aż tak dziwne marzenie - wyścigi ślimaków odbywają się na całym świecie, choć raczej na stołach, a nie na legendarnym, ponadstuletnim torze w Indianapolis. Ale, jak mawia tata czempiona kierownicy, ślimaka Theo z kalifornijskiego ogródka warzywnego, "nie ma marzeń zbyt wielkich, ani marzycieli zbyt małych".

Zbiegiem okoliczności Theo dostaje przyspieszenia - kąpiel w podtlenku azotu czyni go najszybszym mięczakiem świata, a toczące się z szybkością wrony wypadki sprawiają, że ląduje wraz z mocno pełzającym po ziemi bratem Chetem w budce z tacos, prowadzonej przez swoich ludzkich odpowiedników - marzyciela Tito i racjonalnego Angelo. Zafascynowany wyścigami ślimaków, które prowadzi razem z przyjaciółmi z małego centrum usługowego Tito postanawia rozsławić je poprzez start Theo (zwanego już Turbo) w wyścigach z bolidami Indy 500. Razem z ekipą innych wyścigowych winniczków - Biczem, Gładkim Ruchem, Pal, Ślizgiem i Białym Cieniem oraz sąsiadami Tito i Turbo ruszają na podbój Indianapolis.

Czy im się uda? To chyba wszyscy wiemy. Ale emocji po drodze nie zabraknie. Podobnie jak całkiem udanych, momentami nieco absurdalnych żartów. Ale skoro szczur mógł zostać szefem kuchni w paryskim bistro, to i ślimak może wygrać Indy 500.



Więcej o: