Stephen King znowu lśni. "Doktor Sen" to jego najlepsza książka od lat

Mistrz powieści grozy wraca po latach do swojego arcydzieła - "Lśnienia", a raczej do jego bohatera, chłopca, który na trójkołowym rowerku przemierzał korytarze opanowanego przez duchy hotelu w Górach Skalistych. To on jest tytułowym bohaterem "Doktora Sna", jednej z najlepszych ostatnio książek Kinga
Gdy ukazało się "Lśnienie", nie było mnie jeszcze na świecie, film Stanleya Kubricka na jej podstawie był klasykiem na długo, zanim wolno mi było go obejrzeć. Nie wiem więc, jakie uczucia towarzyszyć będą przy lekturze "Doktora Sna" tym, którzy "Lśnienie" znają od dekad. Dla mnie to jedna z lepszych, a na pewno najlepsza w ostatnich czasach, książka Stephena Kinga. Może nie spełni oczekiwań tych, którzy liczą na klasyczny horror, na pewno jednak nie brakuje w niej grozy.

"Doktor Sen" zaczyna się w miejscu, w którym "Lśnienie" się kończy. Piękny, ale zaludniony przez umarłych hotel Panorama w Kolorado, którym w czasie zimowej przerwy opiekował się były wykładowca akademicki, niespełniony pisarz, pijak i brutal John Torrance, spłonął doszczętnie. Sam John zginął w eksplozji bojlera, jego pięcioletni synek Danny i żona Wendy oraz szef kuchni ocaleli.

Ośmioletniego już Danny'ego spotykamy, gdy w łazience skromnego mieszkania natyka się na panią Massey, kobietę z pokoju 217, która przywędrowała za nim z Kolorado na Florydę. A raczej za jego talentem, jego jasnością (czy raczej lśnieniem), zdolnością do widzenia rzeczy, których nie widzą inni. Z pomocą przyjaciela Danny uczy się panować nad darem. W Białym Domu zmieniają się lokatorzy - plantatora orzeszków zastępuje aktor o nieszczerym uśmiechu - a talent staje się przekleństwem.

Danny zaczyna pić, choć obiecywał sobie patrząc na pijącego i bijącego ojca, że nigdy tego nie zrobi. W końcu spada na dno. I wtedy trafia do małej mieściny w New Hampshire, gdzie dostaje drugą szansę. I postanawia z niej skorzystać.

Tymczasem po Stanach podróżuje Prawdziwy Węzeł, grupa istoty o imionach rodem z cyrku pod wodzą pięknej i egzotycznej Rose Kapelusz, długowiecznych, przypominających wampiry, lecz zamiast krwią żywiące się "parą" - ostatnim tchnieniem torturowanych dzieci z tym samym talentem, co Danny. On nie budzi ich zainteresowania, ale niedaleko pojawia się dziewczynka, Abra Stone, której jasność jest tak silna, że stanowi dla Rose Kapelusz zdobycz marzeń. Losy tej trójki wiążą się, a między nimi toczy się opowieść o złu, jakie pojawia się w rodzinach. Tragedie małych dzieci - zaniedbywanych, bitych, gwałconych, mordowanych sprawiają, że przez niektóre fragmenty "Doktora Sna" trudno przebrnąć spokojnie. Ale jest tu też otucha. Nie tylko w tym, że dorosły Dan wykorzystuje swój talent do przeprowadzania pacjentów hospicjum, w którym pracuje, na drugą stronę.

W obliczu ostatnich tragedii - strzelaniny w szkole podstawowej w Newtown czy zamachu na maratończyków w Bostonie - Amerykanie przypominali sobie słowa Mr. Rogersa, popularnego przed laty prowadzącego programy edukacyjne dla młodzieży: - Gdy w telewizyjnych wiadomościach widziałem, że stało się coś strasznego, moja mama mówiła - poszukaj tych, którzy pomagają, zawsze znajdą się tacy, którzy pomagają. I zawsze są - mówił Mr. Rogers. Nie brakuje ich i w tej, momentami przerażająco smutnej, książce. A najważniejszym jest, oczywiście, Dan. Choć i on niewiele by zdziałał, gdyby nie pewien konserwator i jego szef, którzy zamiast odwrócić się plecami postanowili dać szansę przybłędzie. I Anonimowych Alkoholików, do których "Doktor Sen" jest też czymś w rodzaju listu miłosnego. AA pomogli podnieść się z nie tylko Danowi, ale samemu Kingowi. I wobec których pisarz ma ogromny dług. A długi trzeba spłacać.

Czytasz książki w wersji elektronicznej? Sprawdź nowości i promocje na Publio.pl>>



Więcej o: