"Hobbit" najdroższym filmem świata. "Władcę Pierścieni" przebił dwa razy

Choć jeszcze nieskończona, trylogia Petera Jacksona na podstawie ?Hobbita? J.R.R. Tolkiena jest już najdroższym filmem w historii kina. Druga część przygód Bilbo i krasnoludów do polskich kin trafi tuż przed Nowym Rokiem.
Hobbit Bilbo Baggins i trzynastu krasnoludów pod wodzą Thorina Dębowej Tarczy mają przed sobą jeszcze daleką drogę do Samotnej Góry. W finale pierwszej części trylogii na podstawie powieści Tolkiena zostawiliśmy ich na skale z widokiem na odległy szczyt. W części drugiej - "Hobbit: Pustkowie Smauga", która do naszych kin trafi 27 grudnia, w końcu do niej dotrą i zmierzą się ze straszliwym smokiem. Na trzecią - "Tam i z powrotem", w której czeka nas epicka bitwa, będziemy musieli poczekać do grudnia 2014.

Tymczasem okazało się, że trylogia, która zamknięta i gotowa będzie najwcześniej za rok, kosztowała już więcej niż trylogia "Władcy Pierścieni" sprzed dekady. Ponad dwa razy więcej.

Jak wynika z dokumentów złożonych w Nowej Zelandii przez firmę produkującą "Hobbita", do 31 marca tego roku równoległa produkcja trzech części kosztowała 561 mln dolarów. Ta kwota zawiera m.in. gaże aktorów, ale na pewno nie zawiera kosztów postprodukcji dwóch czekających na premierę części. Nawet tej, która wchodzi do kina w tym roku, bowiem Peter Jackson swoje filmy poprawia i udoskonala do ostatniej chwili. W ubiegłym roku pierwszy "Hobbit: Niezwykła podróż" trafił na pokaz prasowy przed premierą prosto z montażowni. Jackson poprawiał go do świtu.

Ale wydatki i ciężka praca się opłaciły. Pierwsza część trylogii zarobiła na świecie ponad miliard dolarów (z samych biletów), co spokojnie sfinansuje powstanie całości, nawet jeśli reżyser w ostatniej chwili zdecydowałby się na kosztowne dokrętki z udziałem gwiazd.

Jak wynika z dokumentów należącej do Warner Bros. nowozelandzkiej firmy 3 Foot 7 Ltd (nazwa pochodzi od wzrostu hobbitów), miejscowi podatnicy dołożyli do powstania filmów 98 mln nowozelandzkich dolarów (nieco ponad 81 mln dolarów amerykańskich). Te wydatki na pewno zwróciły się wielokrotnie - "Hobbit", podobnie jak wcześniej "Władca Pierścieni", to wielka reklama nowozelandzkich krajobrazów, a wioska Bagginsa - Hobbiton - to wielka atrakcja turystyczna dla wielbicieli prozy Tolkiena i filmów Jacksona z całego świata.



"Hobbit" to więc najdroższa filmowa trylogia w dziejach, ale tytuł najdroższego pojedynczego filmu należy do kogoś innego. Według serwisu BoxOfficeMojo.com i Księgi rekordów Guinnessa ten tytuł należy do "Piratów z Karaibów: Na krańcu świata", który kosztował 300 mln dolarów. Razem z "Piratami z Karaibów: Skrzynią umarlaka", który powstawał w tym samym czasie, kosztowały od 450 do 525 mln dolarów. To szacunki, bowiem wielkie wytwórnie unikają podawania dokładnych kosztów powstania swoich superprodukcji. Dlatego dane na temat budżetu "Hobbita" są takim wydarzeniem.

Czy te ponad pół miliarda dolarów zostało dobrze wydane? Już przy "Władcy Pierścieni" mogliśmy się przekonać, że Jackson wie, jak się robi zapierające dech w piersiach widowiska. "Hobbit" jest taki sam, a na dodatek powstał w technologii 3D pozwalającej zanurzyć się w Śródziemiu. I znacznie podnoszącej koszty. W najbliższym filmie w końcu zobaczyć będziemy mogli smoka Smauga, którego stworzenie na pewno było wyzwaniem nie tylko dla ekipy specjalistów od komputerowych efektów specjalnych, ale i dla aktora Benedicta Cumberbatcha, który użyczył mu swego ciała i głosu. Przedsmak tego, co nas czeka, można zobaczyć w nowym zwiastunie "Pustkowia Smauga", który w ubiegłym tygodniu miał premierę w sieci.

Więcej o: