"Piąta władza" - biografia Juliana Assange'a: hakera, egoisty, aktywisty

Skąd się wzięła niewielka organizacja, która w ciągu kilku ostatnich lat rzuciła na kolana kilka banków i rząd Stanów Zjednoczonych? Historia powstania WikiLeaks i jej założyciela Juliana Assange'a od dziś w kinach w filmie "Piąta władza"
25 lipca 2010 roku wieczorem zdarzyły się dwie, całkowicie niepowiązane ze sobą rzeczy. Brytyjski aktor Benedict Cumberbatch patrzył w napięciu, jak w BBC zaczyna się pierwszy odcinek miniserialu "Sherlock", w którym zagrał główną rolę - Sherlocka Holmesa w realiach współczesnego Londynu. 34-letni aktor wiedział, że to, w czym zagrał, jest dobre, ale nie wiedział, jak zareaguje publiczność.

W tym samym czasie w internecie, na stronach dzienników "The Guardian", "The New York Times" i tygodnika "Der Spiegel" ukazały się obszerne artykuły napisane na podstawie w większości tajnych dokumentów amerykańskiej armii z wojny w Afganistanie, które opisywały m.in. zaniżanie liczby ofiar wśród afgańskich cywilów, tuszowanie morderstw popełnianych przez żołnierzy czy wypadków związanych z ostrzałem sojuszników. W pełnej wersji - 91,731 dokumentów Afgan War Diary opublikował portal WikiLeaks.

Dziś w kinach ta zbieżność znajduje zaskakujące połączenie za sprawą filmu "Piąta władza", w którym Benedict Cumberbatch gra założyciela WikiLeaks Juliana Assange'a i który rozpoczyna się dokładnie wieczorem 25 lipca 2010 roku. Rola w "Sherlocku" przyniosła bowiem Cumberbatchowi mnóstwo atrakcyjnych propozycji pracy. I choć sam Julian Assange napisał do aktora list, w którym namawiał go do rezygnacji z udziału w "Piątej władzy", Cumberbatch nie był w stanie zrezygnować. Dlaczego? Bo to jedna z najbardziej fascynujących i kontrowersyjnych opowieści z naszej najnowszej historii. A poza tym ciekawa postać. Julian Assange jest bardzo specyficzny - przekonany o własnej racji, egoistyczny, ale też zaskakująco naiwny. No i jego paranoja - że śledzą go i chcą zniszczyć służby specjalne nie tylko USA. Spróbować pokazać w nim człowieka to dla aktora prawdzie wyzwanie.



Assange'a spotykamy w dniu jego wielkiego triumfu. WikiLeaks, którą założył, by pozwolić zwykłym ludziom anonimowo przekazywać dokumenty odsłaniające korupcję i inne nieprawidłowości, które wielkie firmy czy nawet rządy chcą ukryć, rzuciła na kolana supermocarstwo. Ale jednocześnie Assange stał się dla Amerykanów wrogiem, którego za chwilę rozmaici politycy będą nazywać pomocnikiem terrorystów, albo wprost terrorystą.

Potem opowieść się cofa do początków WikiLeaks i spotkania Australijczyka Assange'a, byłego hakera (bardzo zdolnego zresztą) z Niemcem Danielem Domscheitem-Bergiem (Daniel Brühl), specjalistą od bezpieczeństwa w sieci, który zostanie jego przyjacielem i prawą ręką. Razem ujawniać będą zweryfikowane wcześniej przez siebie dokumenty przekazane przez anonimowych whistleblowerów - ludzi z wewnątrz firm czy organizacji, którzy widząc zło, mają odwagę je ujawnić. W tempie filmów z Jasonem Bourne'em przemierzać będą Europę, rozwijając sieć serwerów WikiLeaks i sieć współpracowników. Będą też jednak coraz bardziej oddalać się od siebie - paskudny charakter Assange'a, zdolnego manipulatora i kłamcy - daje o sobie znać. I ten charakter - przekonanie o własnej racji, zdolności oceny ludzi i sytuacji, nieomylności - staje się przyczyną upadku Assange'a.



"Piąta władza" pokazuje coś, co umyka nam w codziennej krzątaninie. Że dzięki internetowi nie ma dziś już właściwie sekretów. Jeśli cokolwiek umieściliśmy kiedyś w sieci, to tam zostało. Nie ma sposobu, żeby to usunąć. Zamykanie strony WikiLeaks, czego próbowano, gdy publikowała dokumenty dowodzące bankowych oszustw na wielką skalę, nie przyniosło rezultatu. I to było dobre. Ale też umieszczenie w sieci bez redakcji tajnych dokumentów może narazić ludzi na niebezpieczeństwo. I to sprowadziło na Assange'a potępienie nie tylko ze strony amerykańskiego rządu, który bał się o swoich tajnych informatorów (ale też najadł wstydu, gdy ujawniono treść momentami zbyt szczerych depesz dyplomatycznych), ale i zwykłych ludzi.

"Piąta władza" budzi emocje. Z jednej strony samego Assange'a i jego zwolenników, którzy uważają, że portret jest niesprawiedliwy, choć filmowcy wprost obśmiewają sprowadzanie Assange'a do roli dziwadła. Z drugiej przez ludzi oburzonych faktem, że powody, dla których w finale filmu (i w życiu) Assange znalazł się jako czekający na azyl petent w ekwadorskiej ambasadzie, czyli oskarżenia o gwałt, zostały ujęte w jednym zdaniu, które miga na ekranie.

Więcej o: