Jaki jest Geralt z Rivii w nowej powieści Andrzeja Sapkowskiego "Wiedźmin. Sezon burz"?

Popkulturalne powroty trwają, ale chyba żaden nie sprawił tak przyjemnej niespodzianki, jak pojawienie się w księgarniach nowej książki o przygodach białowłosego zabójcy potworów
Fani fantasy mają prawdziwe powody do radości. Niecały rok temu, oglądając w kinie "Hobbita: Niezwykłą podróż", mogli rozkoszować się powrotem do świata Śródziemia. Przecież w nim spędzili długie godziny najpierw czytając trylogię "Władca pierścieni" J.R.R. Tolkiena, a później oglądając jej filmowe adaptacje. Za miesiąc, o czym wiadomo od dawna, przyjemność się powtórzy za sprawą drugiej części filmu "Hobbit" - "Pustkowia Smauga". Tymczasem, zupełnie znienacka, zdarzył się inny powrót. O nim się tylko słyszało i nikt nie mógł być pewien.

Tymczasem jest. Na 404 stronach powieści. Po 14 latach nieobecności. W księgarniach pojawił się znów Geralt z Rivii, wiedźmin, białowłosy mutant - zabójca potworów stworzony przez Andrzeja Sapkowskiego. Wiedźmin był bohaterem opowiadania, które w 1986 r. zajęło drugie miejsce w konkursie miesięcznika "Fantastyka". Potem był w 11 kolejnych opowiadaniach zebranych w tomach "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia". Także w jednym opowiadaniu-żarcie oraz pięciu powieściach. Ta ostatnia, "Pani Jeziora", ukazała się w 1999 r. Od tego czasu Geralt pojawił się w kinie i telewizji. Jak również w grze komputerowej, która w przeciwieństwie do jego ekranowych wcieleń nie tylko jest doskonałej jakości, ale też stała się wielkim sukcesem eksportowym. Jak jednak mówi w "Sezonie burz" sam Wiedźmin: - Opowieść trwa, historia nie kończy się nigdy.

Wrócił więc na kartach powieści.

I dostarczył tych samych pozytywnych wrażeń, co filmowy "Hobbit". Poczucia powrotu do miejsca, które się lubiło, w którym się dobrze czuło i, nie ukrywajmy, za którym się tęskniło. Wszystko w "Sezonie burz" jest takie samo, jak w poprzednich wiedźmińskich historiach. Nie jest to kontynuacja "Pani Jeziora", choć czytelnicy znajdą tu odpowiedź, a może raczej pewną wersję odpowiedzi na pytanie, co właściwie stało się z Wiedźminem w zakończeniu pięcioksięgu. Nie jest to też historia opowiadająca, skąd Wiedźmin się wziął. Choć chronologicznie wydarzenia w powieści opisane rozgrywają się przed tymi zapoczątkowanymi przez zdanie: "Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej." Geralta, tradycyjnie, spotykamy przy pracy - poluje na Idra, przedziwnego monstrualnego owada mordującego ludzi na gościńcach. Pokonuje go, oczywiście, choć cena za zwycięstwo jest wysoka. Wiedźmin wędruje za pracą, tęskni za pachnącą bzem i agrestem czarodziejką Yennefer, która porzuciła go rok wcześniej i, jak to Wiedźmin, popada w tarapaty. Nie brakuje tu ani jego przyjaciela, barda Jaskra, ani wiernej Płotki, ani wiedźmińskich mieczy, eliksirów i znaków. Jest także czarodziejka, tym razem rudowłosa, znana uważnym czytelnikom pięcioksięgu Koral. Jest także zadanie do wykonania. Zadanie, które kosztować może Wiedźmina życie. Jakie to zadanie i jak inteligentnie i zabawnie łączy się z wcześniej stworzonymi historiami, nie zdradzę.

Można narzekać, że w "Sezonie burz" wszystko jest takie samo jak wcześniej. Z charakterystycznym połączeniem erudycji, poczucia humoru i zadufania w sobie autora włącznie. Ale tak naprawdę liczy się jedno - to opowieść o Wiedźminie. Wiedźminie, którego mieliśmy już nigdy nie spotkać. I to kończy wszelkie dyskusje.



Więcej o: