Ciemna strona rozśmieszania. Rafał Rutkowski o "Depresji komika?

- Nikt nie ma problemu z opowiadaniem dowcipów, gdy jest w dobrym humorze. Co innego, jeśli zupełnie nie ma ochoty na żarty, a musi to robić - mówi Rafał Rutkowski, który jako komik z problemami przychodzi na terapię do Adama Woronowicza. Premiera ?Depresji komika? już 30 grudnia w Teatrze Polonia
Ten przewrotny pomysł zrodził się ze współpracy Rafała Rutkowskiego z Michałem Walczakiem, jednym z najciekawszych dramaturgów młodego pokolenia. W swoich poprzednich sztukach Walczak udowadniał na przykład, że dorośli doświadczając miłości, są podobni do dzieci z tytułowej "Piaskownicy", a aktorów próbujących odnaleźć się po studiach wysłał do symbolicznej dżungli "Amazonii". Dla znanego wcześniej głównie z realizacji Montowni Rutkowskiego napisał świetnie przyjęte "To nie jest kraj dla wielkich ludzi" i "Ojciec polski", łączące cechy monodramu i stand-up comedy. Teraz postanowił dać mu materiał dramatyczny. Na scenie Rutkowskiemu partneruje Adam Woronowicz. Panowie znają się nie od dziś. Teraz dzięki Walczakowi reżyserującemu "Depresję komika" na podstawie własnego tekstu, mają szansę na pierwsze spotkanie na scenie od lat.

Z Rafałem Rutkowskim rozmawia Piotr Guszkowski

Wcielasz się w komika Gustawa Rutkowskiego - zbieżność nazwisk to tylko element gry z widzem, czy naprawdę sięgasz tu do własnych doświadczeń?

- Gram na co dzień sporo repertuaru komediowego. Odnajduję się w zawodzie komika, lubię podchodzić do życia z dystansem. Wydaje mi się jednak, że pobudzanie ludzi do śmiechu to dla niektórych rodzaj wewnętrznej terapii. Wystarczy spojrzeć na życiorysy znanych komików - większość była osobami depresyjnymi. W moim przypadku akurat tak nie jest, ale zdaję sobie sprawę z ciemnej strony obowiązku rozśmieszania. Nikt nie ma problemu z opowiadaniem dowcipów, gdy jest w dobrym humorze. Co innego, jeśli zupełnie nie ma ochoty na żarty, a musi to robić będąc zawodowym komikiem - wtedy powstaje niebezpieczny dysonans. Pomyśleliśmy z Michałem, że koszty rozśmieszania bywają czasami bardzo duże. I postanowiliśmy zrobić o tym show.

No właśnie, to nie jest klasyczne przedstawienie teatralne, tylko two-man show.

- Zależało nam, żeby o depresji nie rozmawiać w sposób depresyjny, tylko taki, w cudzysłowie, broadwayowski. Dlatego stworzyliśmy antydepresyjne show odwołujące się do istoty zawodu komika. Pojawią się tu nie tylko żarty, ale też piosenki. Wykorzystujemy również formę rozmowy z widzem wyniesioną z bliskiej mi konwencji one-man show. Zderzamy na scenie dwa przeciwstawne tematy. Terapeuta żywi się płaczem, zmusza ludzi do wywalania z siebie wszystkich trudnych emocji i przeżyć. A komik zmusza ich do śmiechu. Spotkanie tych żywiołów wydało nam się bardzo ciekawe.

Jak oceniasz poczucie humoru Polaków?

- Z naszym poczuciem humoru jest wszystko w porządku. Kłopot jest raczej z jego uwolnieniem. Mamy w sobie mnóstwo blokad i autocenzury. Religia czy seks wciąż jeszcze pozostają tabu. I robienie sobie z nich żartów niektórzy traktują jakoś coś złego. Wydaje im się, że są tematy, z których żartować nie wolno. Jestem przeciwnego zdania. Uważam, że żartować wolno ze wszystkiego. Nawet powinno się żartować - trzeba tylko wiedzieć kiedy, gdzie i w jakim kontekście to robić.

A to nie jest tak, że chcielibyśmy się śmiać - bo coś wydaje nam się śmieszne, ale mamy poczucie, że nie wypada?

- Rzeczywiście, w Polsce pokutuje pojęcie, "że nie wypada". Dlatego od dzieciństwa jesteśmy raczej ograniczani niż zachęcani do czegoś. Gdy na grane przez nas "Szelmostwa Skapena" przychodzą gimnazjaliści, nauczyciele nie pozwalają uczniom głośno się śmiać. "Nie wolno, to jest teatr" - mówią. To błąd. Śmiech należy uwalniać, bo jest spontaniczną reakcją. A teatr jest najbezpieczniejszym miejscem do tego, żeby się śmiać. Właśnie po to tu przychodzimy.

Rozumiem, że na "Depresji komika" śmiać się wypada?

- Nie słyszałem jeszcze o przypadku, żeby śmiech zrobił komuś krzywdę. Wręcz przeciwnie - polepsza stan zdrowia i psychikę. Więc śmiejmy się jak najczęściej.





Więcej o: