Daniel Spaleniak "Dreamers". Odpowiedź na Dylana płynie z SoundCloud

Pochodzi z Kalisza, studiuje dziennikarstwo w Łodzi, grania na gitarze uczył się od taty. Daniel Spaleniak wydał swoją pierwszą płytę "Dreamers" i od razu został okrzyknięty przez krytyków muzycznych odkryciem roku, internautom z wrażenia odebrało mowę
Zaczęło się niewinnie, od pomysłu "a może bym coś nagrał, dla siebie". Wyciągnął gitarę z pokrowca, ułożył niedbale rękę na gryfie i uderzył w struny. Spodobało mu się. Gdyby znał biegle nuty, pewnie od razu chwyciłby za ołówek i coś nagryzmolił na pięciolinii. Ale Daniel nie chodził do szkoły muzycznej, zna tylko kilka podstawowych akordów. Ma jednak przewagę nad uczonymi gitarzystami, którzy nic wielkiego jeszcze nie osiągnęli. Nie musi się specjalnie wysilać, jak mówi, dźwięki same go szukają.



Korepetycje u taty na gitarze Dylana

- Nie jestem kształconym muzykiem. Moim korepetytorem był tata i wystarczyło, że nauczył mnie podstaw. Biorę gitarę do ręki i kompletnie nie wiem, co z tego wyjdzie. Szukam potrzebnych mi dźwięków i je znajduję. To jakby rzucać lotkami do tarczy, nie wiedząc, w co się trafi - opowiada Daniel.

Ojciec Daniela na instrumencie grał amatorsko. Przyjemność grania znanych kawałków brała górę nad ambicjami scenicznymi artysty z własnym repertuarem. Gdy syn trochę podrósł, rodzic ucieszył się, że wreszcie znalazł godnego partnera do wspólnego muzykowania. Sadzał Daniela obok siebie z przerastającą go o dobre kilka centymetrów gitarą i namawiał do ćwiczeń. - Trochę się przed tym wzbraniałem. Wolałem pograć w piłkę z chłopakami albo pojeździć na desce, ale ojciec był bezwzględny. Kazał mi trenować, chociaż pół godziny dziennie - śmieje się Daniel.

Później przyszła kolej na następne instrumenty. Harmonijkę ustną, znienawidzony akordeon oraz lubiane cymbały, na których młody Spaleniak potrafił zagrać wszystkie kolędy. To tata jako pierwszy ukształtował muzyczną wrażliwość syna, wpajając mu sympatię do Beatlesów czy Boba Dylana. Folkowy bard najbardziej urzekł dorastającego chłopaka, głównie za sprawą bursztynowej gitary z okładki płyty "Nashville Skyline". Niemal identyczną kupił sobie ojciec, gdy sam w młodości przyzwyczajał palce do sześciu strun. Teraz instrument przeszedł z ojca na syna. - Większość kawałków na płycie "Dreamers" została nagrana właśnie na tej gitarze - wtrąca Daniel.

Katowanie "Pod papugami"

Ale zanim do tego doszło, Spaleniak popełnił dwie prawie w całości instrumentalne epki, na których rzeczywiście prawie w ogóle nie śpiewa. Długo niechętnie odzywał się między dźwiękami, ale troskliwy rodzic mocno naciskał, aby poza strunami od gitary używał także strun głosowych. - Katowaliśmy "Pod papugami" czy "Hey Jude". Ojciec zawsze nakłaniał mnie do publicznych występów, kiedy do rodziców przychodzili znajomi. Teraz mama Weroniki [dziewczyna Daniela - przyp. KW] prosi mnie, żebym coś zagrał i zaśpiewał przy obiedzie, a ja zwyczajnie mam tremę. Paradoksalnie, im mniej osób "na widowni", tym gorzej - mówi Daniel.

Piosenki do internetu

Dwa lata temu Spaleniak zaczął tworzyć na poważnie. Szło mu z dużą łatwością, bo w ciągu 3-4 godzin miał praktycznie gotowy utwór. Gdy zasypiał, myślał o kolejnej piosence, a gdy wstawał rano, odsłuchiwał nagrany dzień wcześniej kawałek i nie mógł się nadziwić, jak "fajnie to wyszło". Kopalnia piosenek jego autorstwa jest dostępna na stronie SoundCloud. Po odpaleniu linku można się przekonać, ile naprawdę wart jest Spaleniak. Tam dostajemy przekrój jego twórczości. Niedbale zaśpiewane w stylu Dylana "I Went Out My Home One Day" zdradza fascynacje folkowymi protest songami, w "Tell Me" melancholijną aurę urozmaica soczysty perkusyjny beat, z kolei "Priester Weg" to rockowa miniaturka z przesterowanymi i chropowatymi gitarami jakby żywcem przeniesiona z "Are You Experienced" Jimiego Hendrixa. Ale na płytę "Dreamers" nie trafił żaden z tych utworów. Pomostem między piosenkami z sieci a tymi na albumie są tylko singlowy "My Name Is Wind", do którego Daniel nakręcił klip w Szwecji oraz nasiąknięty hipisowską przeszłością "Full Package Of Cigarettes".

Usłyszą go na Open'erze?

- Zanim ta płyta się ukazała, zrobiłem chyba ze 20 wersji tych piosenek. Ciągle coś poprawiałem. Byłem nawet skłonny pozbyć się "My Name Is Wind", bo mi do reszty stylistycznie nie pasował, ale wtedy sobie pomyślałem, że warto byłoby ten album jeszcze czymś zaszczycić - wspomina Spaleniak, który sam sprzedawał płytę internautom, najpierw po 22 zł, a gdy sprzedaż ruszyła lawinowo, podniósł cenę do 30 zł. Ale ani grosza więcej, bo przecież płyty przeważnie są drogie, nie na kieszeń ledwo zarobkujących studentów.

Pytam Daniela o przyszłość. Marzy mu się Open'er i występ na OFF Festivalu u Artura Rojka. Mówi, że ma już jedną trzecią materiału na nową płytę, bardziej mroczną i brudną niż "Dreamers". Taką jak soundtrack do najnowszego filmu Jima Jarmuscha "Only Lovers Left Alive", którego obecnie non stop słucha Spaleniak.



Więcej o: