Jaki błąd językowy najczęściej popełniamy? Tego i innych rzeczy dowiecie się z tej książki

Bralczyk, Miodek, Markowski - te nazwiska mówią same za siebie. I mówią bardzo dobrze, zwłaszcza w języku polskim. A najlepiej o nim
Prof. Jan Miodek nie wysyła esemesów. To zbyt mało pojemna forma dla profesora. Esemesowcom mówi "Ja ci oddzwonię" i woli napisać maila. Prof. Jerzy Bralczyk natomiast zamiast maili preferuje mejle, a esemesy sobie chwali, bo dzięki nim Polacy znów zaczęli pisać. W dodatku krótka forma zmusza do namysłu, jak zmieścić w niej jak najwięcej treści. Dzięki temu mamy okazję poćwiczyć jedno ze stylistycznych zaleceń - maksimum treści, minimum słów, z czym zgadza się prof. Andrzej Markowski.

Od rozważań na temat netykiety i okołointernetowych wyzwań językowych zaczyna się rozmowa nie tylko znanych autorytetów w dziedzinie językoznawstwa, ale także barwnych osobowości, dzięki którym dyskusja o przyimku jest pasjonująca, pouczająca, a przede wszystkim skrząca się inteligentnym dowcipem. Nad tym językoznawczym żywiołem próbuje zapanować Andrzej Sosnowski.

Sam jest wytrawnym słów znawcą i użytkownikiem, mającym za sobą kilka powieści. Mimo to wstęp do książki będącej zapisem profesorskich rozmów zaczyna aż cztery razy. Być może wynika to z pewnej nieśmiałości, ale także z chęci pokazania, na jak wiele sposobów można wyrazić to, co mamy do zakomunikowania.

Staropolskie kobiety i kutasy

"Wszystko zależy od przyimka" to książka bardziej mówiona niż pisana, właśnie o bogactwie i wielowariantowości naszego języka ojczystego. Jest w polszczyźnie miejsce nawet dla wulgaryzmów. Jak mówi prof. Markowski, ich użycie nie jest błędem, no chyba, że "wyraz na ka" piszemy przez ó. Przydają się do wyrażenia emocji, ale razi, gdy rozmówca używa ich jako znaków interpunkcyjnych.

Przy okazji dowiadujemy się, że w staropolszczyźnie "kobieta" było słowem obraźliwym, a "kutas" - całkowicie neutralnym. Wulgarność związana jest też z regionem - na Śląsku, żeby obrazić kobietę, wystarczy ją nazwać motyką - twierdzi prof. Miodek i skarży się, że od kiedy istnieje Internet (albo internet), pojawiają się w nim wykłady na temat słowa na ka, na pe, na cha podpisanie jego nazwiskiem. "A ja od 20 lat powtarzam - jak Boga kocham, najświętsze słowo honoru - to nie ja. Nawet z estrady pewien polski kabaret odczytał wykład o dupie, rzekomo mój. Ja na widowni, a to leci ze sceny." - dodaje zafrasowany profesor.

Pojęcie czystości jest względne

Ciekawe i może nie w smak różnej maści prawicowcom językowym, którzy najchętniej usunęliby z języka polskiego wszystkie "niepolskie" wyrazy, będą przemyślenia profesorów na temat zapożyczeń. Prof. Miodek ma dla nich złą wiadomość: "Niezmiennie powtarzałem, że pojęcie czystości w języku jest bardzo, ale to bardzo względne". I dodaje, że tak naprawdę czysto słowiańskich słów jest w naszym języku może pięć procent. Reszta to indoeuropeizmy.

Historia polszczyzny jest historią nieustannie do niej napływających zapożyczeń: z greki, łaciny, niemieckiego, francuskiego. I przytacza ciekawą historię słowa "ring", które, kiedy wiele wieków temu po raz pierwszy weszło do polszczyzny, stało się rynkiem, a kiedy wchodziło po raz drugi, wraz ze słownictwem sportowym, zostało już ringiem.

Prof. Markowski podsumowuje, że nieważne, czy jakieś słowo lub struktura to germanizm, czy rusycyzm, ważne, czy jego użycie jest uzasadnione, czy nie. Oprócz makaronizmów i wulgaryzmów rozmowy profesorów toczą się wokół języka reklamy czy żargonu młodzieżowego oraz tego, jak polszczyzna radzi sobie, a raczej nie radzi z genderem.

Jednym słowem - warto

Sięgnąwszy po książkę, dowiecie się, dlaczego kierowca jest skrzyżowaniem mężczyzny i kobiety, jak określenie "Walić Niemca po kasku" łączy się ze sferą seksualną, co to za wyraz "Konstantynopolitańczykowianeczka" oraz jaki błąd językowy Polacy popełniają najczęściej.

Choć znajdziecie w niej odpowiedzi na wiele językowych problemów, np. czy mejle można zaczynać od "Witam", czy może jednak od "Szanowny panie", nie jest to książka, jak mówić poprawnie, ale jak mówić świadomie. Bo w języku jest miejsce na wiele form, tylko trzeba je znać i w zależności od sytuacji umieć się nimi posłużyć. Najlepiej obrazuje to przytoczony przez profesora Miodka dowcip o szpitalnym stolcu. Przeczytajcie sami.

"Wszystko zależy od przyimka" - profesorowie Bralczyk, Markowski i Miodek w rozmowie z Jerzym Sosnowskim, Wydawnictwo Agora



Więcej o: