"Powstanie warszawskie" - pierwszy na świecie film wojenny non fiction

Już prawie ćwierć miliona widzów zobaczyło w kinach pierwszy na świecie film wojenny non fiction, czyli zmontowane z autentycznych powstańczych kronik "Powstanie warszawskie". Być może dzięki niektórym z nich uda się poznać tożsamość pokazanych na ekranie osób. Historie tych już zindentyfikowanych opisuje książka "Rozpoznani"
Ideą filmu "Powstanie warszawskie" było możliwie jak najwierniejsze pokazanie powstańczych 63 dni, których okrągłą, 70. rocznicę obchodzimy w tym roku. W tym celu z kronik nakręconych przez operatorów Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej wybrano 90 minut, które ułożono w fabułę zgodną z rozgrywanymi wydarzeniami. Opowiadają o nich głosy dwóch fikcyjnych operatorów, Witka i Karola. Historyczne taśmy zostały odnowione i pokolorowane, a także udźwiękowione, a wszystko to wymagało tytanicznej wręcz, trwającej kilka lat pracy. Muzeum Powstania Warszawskiego zaprosiło do jego realizacji sztab specjalistów - historyków, warsawianistów, filmowców oraz dźwiękowców. Kryminolodzy odczytywali słowa powstańców z ruchu warg, historycy ustalali, jaki kolor mogły mieć noszone przez nich ubrania, a znany operator filmowy Piotr Sobociński Jr czuwał nad tym, by cyfrowo nadane barwy były wiarygodne. Efekt jest imponujący. Czarno-biała tonacja znanych archiwalnych klisz czyniła z powstańczych wydarzeń daleką historyczną metaforę. Kolor przywrócił ich autentyzm, sprawił, że monochromatyczne, zamazane cienie z przeszłości stały się realnymi postaciami, chłopcami, dziewczętami, zaskakująco podobnymi do tych, których można dziś spotkać na ulicy. Do pracy nad filmem zaproszono także zwykłych ludzi - w ramach akcji "Rozpoznaj" na profilu facebookowym oraz stronie internetowej filmu umieszczono zdjęcia i poproszono internautów o pomoc w identyfikacji poszczególnych postaci.

W ten sposób udało się ustalić personalia aż 130 osób, które pojawiają się w filmie. Ale akcje się nie skończyła. Jan Ołdakowski, dyrektor MPW, liczy, że kiedy film "ruszył w Polskę", być może ktoś rozpozna kolejnych bohaterów. Bo przecież nie wszyscy wypędzeni z miasta po klęsce powstania warszawiacy wrócili do domów, mieszkają w różnych zakątkach kraju, niekoniecznie po drodze im do Muzeum, gdzie można oglądać zdjęcia i filmy.

Na razie Muzeum nakładem Wydawnictwa Agora wydało specjalny album, w którym znalazły się historie związane z już rozpoznanymi osobami uwiecznionymi na taśmach i zdjęciach z powstania. Dzięki książce poznamy nie tylko okoliczności, w których zostali uwiecznieni, ale także ich wspomnienia czy powojenną biografię. Jedna z bardziej efektownych historii związanych z akcją "Rozpoznaj" dotyczy fotografii ujmującego, przystojnego jak amant hollywoodzkiego kina, uśmiechniętego chłopaka z karabinem i niebieską apaszką w grochy. Jego personalia nie były wiadome aż do chwili, gdy trafił na plakaty promujące premierę filmu. Natknął się na nie Łukasz Firchał, który na zdjęciu rozpoznał swojego dziadka - Stanisława Firchała "Wichra". Dlaczego jego dziadek się uśmiecha, skąd miał chustę w grochy i jak potoczyły się jego dalsze losy, dowiemy się, sięgając po książkę "Rozpoznani". Poznamy też historię dwójki bohaterów powstańczego ślubu - jednego z ikonicznych ujęć powstańczej kroniki. Bohater innego znanego zdjęcia z powstania - prof. Witold Kieżun - opowie o zdobywaniu PAST-y i pytaniach, jakie zadał generałowi Borowi-Komorowskiemu. Nie zostali pominięci także sami autorzy ujęć - operatorzy kamer: Antoni Bohdziewicz, Jerzy Zarzycki, Stefan Bagiński, Antoni Wawrzyniak. Wspomina ich m.in. Alan Starski. Poznamy też losy wielu innych dotąd bezimiennych bohaterów tamtych dni - małego chłopca w jasnej koszuli budującego barykadę na Chmielnej i zmęczonej staruszki, która okazuje się być znaną pisarką Marią Rodziewiczówną. Biorąc do ręki album poznajemy historię z imienia i nazwiska.



Więcej o: