Subiektywny przewodnik po wolnościowych kamieniach milowych w literaturze, filmie i muzyce

Gdyby nie przełom 1989 r., nie mielibyśmy Heya, Pasikowski nie nakręciłby ?Psów?, a książek Doroty Masłowskiej nie przepuściłaby cenzura.
Filmowa strona demokracji

Choć dziś chodzimy masowo do kin na "Listy do M.", to jednak filmy zanurzone w naszej historii, odwołujące się do PRL-u, transformacji, pokazujące nasze wady narodowe przeszły do historii. Inteligenci postradali zmysły, biznesmeni narobili długów, ale już nikt na szczęście nie musi uciekać z kina.

"Ucieczka z kina Wolność", reż. Wojciech Marczewski 1990



Podczas projekcji filmu w tytułowym kinie aktorzy na ekranie podnoszą bunt - nie chcą grać idiotycznych ról. Wezwany na miejsce cenzor (Janusz Gajos) wdaje się z nimi w dyskusję. I przechodzi przemianę. Wolność jest nie tylko nazwą kina, ale i tematem przewodnim filmu.

"Rozmowy kontrolowane", Sylwester Chęciński 1991



Rozgrywająca się w stanie wojennym komedia reżysera "Samych swoich". Znany z "Misia" Ryszard Ochódzki, archetyp polskiego kombinatora, ma szpiegować "Solidarność", ale niechcący zostaje jej bohaterem.

"Psy", reż. Władysław Pasikowski 1992



Pijani esbecy pozytywnie zweryfikowani do pracy w policji w "odnowionej, demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej" wynoszą na ramionach ze stołówki nieprzytomnego kolegę, śpiewając "Janek Wiśniewski padł". Ta scena mroziła - pracownicy służb parodiują śmierć jednego z bohaterów walki o wolność? Pasikowski jednak nie tylko wstrząsał, ale i dostarczał rozrywki - z rozmachem, po amerykańsku. Bogusław Linda, grający głównego bohatera Franza Maurera, został pierwszym idolem III RP, a ulica mówiła dialogami z filmu.

"Trzy kolory - Niebieski, Biały, Czerwony", reż. Krzysztof Kieślowski 1993-94

Trzy filmy nawiązujące tytułami do barw francuskiej flagi i ich symboliki - wolności, równości i braterstwa. Kieślowski w poetyckim "Niebieskim", komediowym, pięknie pokazującym naszą nową rzeczywistość, ale też wzruszającym "Białym" oraz przeintelektualizowanym "Czerwonym" pokazuje kondycję współczesnego człowieka.

"Kiler", reż. Juliusz Machulski 1997



Wielki przebój polskich kin, drugi, po "Psach", który doczekał się sequela. Warszawski taksówkarz wzięty za płatnego zabójcę wchodzi w jego rolę, szukając inspiracji w historii kina. Kryminalny półświatek z jednej, policja i dzielna dziennikarka z drugiej. Czy grany przez Cezarego Pazurę Jurek Kiler zejdzie na złą drogę? Dialogi z tego filmu wciąż żyją, podobnie jak piosenka "Co ty tutaj robisz?" Elektrycznych Gitar.

"Dług", reż. Krzysztofa Krauze 1999



Kino publicystyczne, wręcz paradokumentalne, chwytające za gardło niesamowitą kreacją Andrzeja Chyry w roli Gerarda, człowieka, który chce odzyskać od dwóch młodych przedsiębiorców nieistniejący dług. Ponieważ nie ma rzeczy, do której Gerard nie jest w stanie się posunąć, zdesperowane ofiary zabijają prześladowcę. Film oparto na prawdziwej historii i być może nie był on bez znaczenia przy ułaskawieniu pierwowzorów głównych bohaterów.

"Pan Tadeusz", reż. Andrzej Wajda 1999



Podtrzymując tradycję z czasów PRL-u, wielu reżyserów ruszyło ekranizować szkolne lektury. Niewielu wyszły z tego dobre filmy. Andrzejowi Wajdzie, który jednak przez większość kariery brał na warsztat literaturę, udało się tchnąć życie w narodową epopeję. Bogusław Linda jako ksiądz Robak wyróżnia się szczególnie. A polonez Wojciech Kilara do dziś grany jest na studniówkach i weselach.

"Dzień świra", reż. Marek Koterski 2002



Straszny los inteligenta w nowej Polsce. - Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! - woła z okna swojego mieszkania na blokowisku Adaś Miauczyński brawurowo grany przez Marka Kondrata.

"Wesele", reż. Wojciech Smarzowski 2004



Początek kariery jednego z najważniejszych dziś reżyserów. Brutalny, wkurzający, ale momentami nieodparcie zabawny portret nowych Polaków, którzy tak naprawdę pozostają starymi Polakami - kombinatorami i pozerami. Tradycyjne wesele córki przysłowiowego badylarza z małego miasteczka zamienia się w poruszającą opowieść o naszych wadach.

"Ida", reż. Paweł Pawlikowski 2013



Czarno-biała opowieść z lat 50. o młodziutkiej dziewczynie, jej ciotce, polskiej historii i o wyborach, do których nas zmusza. Wszędzie, gdzie się pojawi, zbiera entuzjastyczne recenzje. Na dodatek podoba się nie tylko krytykom, ale i publiczności - w USA zarobiła już prawie milion dolarów, we Francji obejrzało ją prawie pół miliona widzów, teraz trafiła na antypody.

Literacki bunt

Po latach przesłodzonej lub bardzo słusznej patriotycznej literatury wolność dała "brudnego" Świetlickiego, kryminalnego Krajewskiego, życiową Grocholę. Pisarze zaczęli podważać autorytety - Gross burzył mity, Domosławski niszczył pomniki, a Witkowski i Masłowska pokazali nowy świat, którego wcześniej pilnie strzegła cenzura.

"Zimne kraje", Marcin Świetlicki (1992)



Tomik, którym zadebiutował Świetlicki - najważniejszy poeta pokolenia Brulionu był nowym otwarciem w literaturze i zapowiadał kierunek jej rozwoju w nowej Polsce - rezygnację z polityki i patriotycznego dyskursu.

Saga o Wiedźminie, Andrzej Sapkowski (1993)



Zachwyca informatyka i profesora literatury. Pełna aluzji literackich, społecznych, historycznych, wyciągnęła powieść fantasy z getta dla miłośników gatunku i nadała jej nową jakość.

"Prawiek i inne czasy", Olga Tokarczuk (1996)



Jeden z najlepszych przykładów literatury kobiecej, która po 1989 r. była najsilniejszym prądem w polskiej prozie. "Prawiek" Tokarczuk był też niejedyną, ale najbardziej efektowną próbą zmierzenia się z postmodernizmem, który dostaliśmy w pakiecie z wolnością.

"Śmierć w Breslau", Marek Krajewski (1999)



Kiedy wydana w 1999 r. pojawiła się w księgarniach, polski kryminał był w stanie zapaści. Seria książek o Eberhardzie Mocku napisana przez filologa klasycznego ożywiła kryminalnego trupa polskiej literatury, a zarazem nadała mu nową jakość - od tamtej pory kryminały nie tylko wyjaśniają zagadki zbrodni, ale tłumaczą ważne kwestie historyczno-religijno- społeczne.

"Sąsiedzi", J.T. Gross (2000)



Książka o mordzie w Jedwabnem była tajfunem, który przeszedł przez naszą społeczną świadomość. Od niej właściwie zaczyna się nowe otwarcie nie tylko w dyskusji o sprawach polsko-żydowskich, ale polsko-polskich na tak szeroką skalę.

"Nigdy w życiu", Katarzyna Grochola (2001)



Rodziewiczówna naszych czasów i barometr polskich literackich gustów. Najbardziej poczytna polska pisarka współczesna, z czterema milionami sprzedanych książek na koncie, powieścią "Nigdy w życiu" osiągnęła sukces i pokazała, co najchętniej kupują polscy czytelnicy, a może raczej czytelniczki - bajki dla dorosłych, które są najlepszym lekiem na demokratyczną depresję.

"Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną", Dorota Masłowska (2002)



Maturzystka z Wejherowa tą książką wywołała prawdziwą burzę, zresztą trwa ona do dziś. Okrzyknięta pierwszą powieścią dresiarską wprowadziła na literackie salony nowy język, który dla jednych był bełkotem pełnym wulgaryzmów, a dla innych wcieleniem słuchu absolutnego, w którym jak w krzywym zwierciadle odbija się polska rzeczywistość.

"Podróże z Herodotem", Ryszard Kapuściński (2004)



W pisarstwie mistrza reportażu trudno wskazać książkę najważniejszą, ale ta jest niezwykła pod kilkoma względami. Podejmując dialog z żyjącym dwa i pół tysiąca lat temu Herodotem, którego autor nazywa pierwszym reportażystą w historii, Kapuściński wykłada swoją koncepcję reportażu, a przy okazji odkrywa własną twarz - to jedyna książka, w której tak wiele pisze o sobie.

"Lubiewo", Michał Witkowski (2004)



Pierwsza powieść gejowska po 1989 roku i pierwsza, która zdobyła uznanie zarówno krytyków, jak i czytelników. Podobnie jak Masłowska, Witkowski wprowadził do polskiej literatury język dotąd w niej niesłyszany, bawił się literackimi aluzjami, ale dokonał też ważnego socjologicznego zapisu - udokumentował model gejowskiego życia w PRL-u i jego transformację już w wolnej Polsce.

"Kapuściński non-fiction", Artur Domosławski (2010)



Biografia, które wywołała jedną z najważniejszych dyskusji ostatnich lat. Książka byłego "ucznia" o "mistrzu" rozprawiała się z jego mitem w sposób, który dla wielu był przekroczeniem granicy dobrego smaku. Ale podniosła ważne pytania o inne granice - między reportażem a literaturą.

Wolno grać pop

Po przepięknych songach PRL-u zaczęliśmy brzmieć jak "Zachód". Po 1989 r. już nie trzeba było kupować Beatlesów w drugim obiegu. Liroy dał nam rap. Muniek czy Nosowska pokazali, że nie trzeba mieć górnego C, żeby być idolem milionów. Kazik w nowym świecie zaczął solo i na legalu krytykował, co chciał. Pudelsi śpiewająco sparodiowali demokrację.

"Kochać inaczej", De Mono (1989)



"Kochać inaczej" było jednym z pierwszych hitów w wolnej Polsce. Niektórzy zarzucali autorowi, że propaguje niezdrową miłość, ale tytuł piosenki został wymuszony przez ZAiKS.

"Pocisk miłości", T.Love (1991)



Wyjazd za chlebem do Anglii uświadomił Muńkowi Staszczykowi, że nie warto na stałe porzucać T.Love. Właśnie na emigracji przyszły do niego słowa piosenki "Warszawa", które notował pospiesznie na barowych serwetkach.

"Wilki", Wilki (1992)



Śpiewanie po angielsku zawsze dyskwalifikowało piosenkę na polskich listach przebojów, ale "Son of the Blue Sky" było wyjątkiem. To największe dokonanie Wilków - nagrać płytę na miarę kapeli rodem z Zachodu.

"Fire", Hey (1993)



Amerykanie mieli Nirvanę, my dostaliśmy Hey. Debiutanci puszczali oko do słuchaczy, że nie mają weny do przebojów ("Teksański"), ale ich piosenki podnosiły na duchu nawet powodzian ("Moja i twoja nadzieja").

"Alboom", Liroy (1995)



To Liroy wprowadził rap do popkultury, miotając przy tym na lewo i prawo przekleństwami. Jeśli ktokolwiek miał do tej pory wątpliwości, gdzie leżą Kielce, "Scyzoryk" mu o tym wulgarnie przypomniał. To niebywałe, ale nawet zagorzali przeciwnicy hiphopowych iteracji rymowali pod nosem bluzgi Liroya.

"Dotyk", Edyta Górniak (1995)



"Polska Whitney Houston" była o krok od zrobienia kariery za granicą. Na pocieszenie została płyta "Dotyk" z przebojem "To nie ja", który pozwolił Edycie Górniak zdobyć drugą nagrodę na Eurowizji w 1994 r.

"12 groszy", Kazik (1997)



Tytułowy numer to sążnisty monolog Kazika, który ze swadą narodowego felietonisty komentuje zdobycze polskiej transformacji ustrojowej. Wielki manifest artysty uzupełnia piosenka do filmu "Sztos", a "Maciek, ja tylko żartowałem" wprowadził do obiegu mantrę, że "nie ma sensu kupować kredensu".

"Nic nie boli tak jak życie", Budka Suflera (1997)



Chyba żadnemu polskiemu zespołowi w ostatnim ćwierćwieczu jedna piosenka nie zapewniła dostatniego życia. Muzycy Budki Suflera sprzedali ponad milion sztuk płyty i nauczyli społeczeństwo tańczyć "Takie tango", wytyczając nowe wyzwania przed demokracją, że "do tanga trzeba dwojga".

"Miłość w czasach popkultury", Myslovitz (1999)



"I nawet kiedy będę sam, nie zmienię się " - obiecywał Artur Rojek, odmierzając własną "Długość dźwięku samotności". Na płycie Myslovitz przebój goni przebój.

"Wolność słowa", Püdelsi (2003)



Brawa dla Püdelsów za testowanie granic wolności słowa w sztuce. W klipie nakręconym do tytułowej piosenki Maciej Maleńczuk sparodiował całą klasę polityczną, występując w najsłynniejszym spocie antywyborczym. Dostało się wszystkim - nawet nietykalnym piłkarzom za porażkę na mundialu ("Mundialeiro").



Więcej o: