Moja whisky, czyli seks na łące

Proszę Państwa, co za aromat

Proszę Państwa, co za aromat (Fot. Karolina Mikiewicz, Łukasz Falkowski, Andrzej Krasowski)

"Seks na łące" - tak nazywa się moja whisky. Jest jasna, złotawa i kusząca. Niewiele jej, więc malutkie buteleczki czekają na specjalne okazje. Skąd nazwa? Specjaliści radzili: "Nie nazywajcie aromatów, wypisujcie skojarzenia". No to wypisałem...

Moja whisky powstała w Dufftown, tam gdzie powstaje Grant's i Glenfiddich. W tej samej salce, w której master blender Brian Kinsman tworzy szkocką trafiającą na sklepowe półki na całym świecie. Przez kilka godzin to ja miałem być master blenderem. Choć efekt mojej pracy zmieścił się w trzech małych fiolkach, a nie w milionach butelek.

Emocje nad szklaneczką

Salka - ot, taka trochę większa kuchnia. Na środku blat, wbudowany zlewozmywak, kran z wodą, wokół podświetlone półki. Ale na półkach zamiast talerzy, kubków, makaronów i przypraw - setki butelek z destylatami.

- Raj - westchnął Łukasz, autor bloga Lukloveswhisky.pl, który brał udział w warsztatach. Trudno się było nie zgodzić.

Na kuchennej wyspie przygotowano miejsca pracy. Sześć buteleczek z destylatami. Sześć szklaneczek. Mała i duża menzurka. Zadanie - stworzyć swoją whisky z sześciu składników.

- Najpierw powąchajcie i spróbujcie składników. Zapiszcie, z czym kojarzą wam się aromaty. Nie szukajcie fachowych określeń, skojarzenia i emocje są najważniejsze - tłumaczył Ludovic Ducrocq, prowadzący zajęcia ambasador Grant'sa.

Żeby wyczuć w pełni aromaty, powinno się dolać do whisky odrobinę wody (Nie pytaj, ile. Specjaliści potrafią godzinami się o to spierać. W skrócie: każda ilość między 1/4 a 1/3 objętości będzie w porządku). Zacząłem się rozglądać za butelką.

- Ludo, a gdzie woda?
- W kranie.
- W kranie? Brian też używa wody z kranu? - zakpiłem.
- Tak, to woda z naszego źródła. Ta sama, której używamy do produkcji Grant'sa.
No dobrze, kilka kropel do szklaneczki. Wąchamy razem z Karoliną, z którą pracuję w parze. Wypisujemy skojarzenia. "Łąka, trawa, wiosna, radość" - opisujemy pierwsze cztery próbki.

- I seks - mówi Karolina, wąchając piątą szklaneczkę.
- Seks? Hmm, może masz rację... - też zatrzymuję się przy piątej szklaneczce.
- Pracujcie, pracujcie - pogania nas trochę Ludo, bo wyraźnie się z Karoliną rozmarzyliśmy.

Seksowna 18-latka

Wiemy już, co mamy. Teraz musimy wymyślić, co chcemy otrzymać. Choć każdy z poszczególnych single maltów kusi solo. To w końcu 18-letnie whisky... Ale musimy je zmieszać.

Ustalamy z Karoliną, że nasza whisky ma być lekka, pachnąca, wiosenna i lekko erotyczna. Wypisujemy proporcje: 14, 25, 15, 38, 5, 3 procent.

- Trzy procent ostatniej próbki? Zabije cały efekt - odradza Ludo. Ma rację, ostatnia whisky to potężna, dymna i torfowa whisky z wyspy Isley. Po dłuższych rozmowach zmniejszamy jej udział do 1 procentu. A i tak w efekcie końcowym wyraźnie czuć lekki aromat torfu. - W lekkich blendach udział takich whisky nie przekracza jednego promila, a jest wyczuwalny - zdradza Ludo.

Wlewamy poszczególne składniki do wielkiej menzurki w odpowiednich proporcjach. Dłonią zatykam wylot i energicznie mieszam. Gotowe, próbujemy.

- Jest lekka, jest wiosenna - mówię zadowolony.
- I jest w niej trochę seksu - śmieje się Karolina.
- Niezła - chwali Ludo.

Niecałe 400 ml naszej whisky rozlewamy do sześciu fiolek, po trzy na osobę. Zostają zapieczętowane. Czas na opis. Powinno się na karteczce zapisać moc, rodzaj beczki i wiek. My z Karoliną mamy gotową nazwę: "Seks na łące".

Brian Kinsman - master blender Grant'sa

Zanim został master blenderem Grant'sa, przez osiem lat praktykował pod okiem Davida Stewarta, swojego poprzednika. Pierwszym autorskim blendem był Grant's Ale Cask Finish, whisky leżakująca w beczkach po piwie Ale Strong.

Master blender pracuje głównie nosem. Po pierwsze dlatego, że węchem człowiek może rozpoznać o wiele więcej aromatów niż smakiem. Po drugie dlatego, że codziennie sprawdza kilkadziesiąt lub kilkaset próbek whisky.

Nawet gdyby z każdej łykał zaledwie kropelkę, pod koniec dnia pracy byłby w sztok pijany. Ale żeby testować whisky, sprawdzać, czy odpowiednio dojrzewa i nabiera właściwego aromatu, trzeba dbać o nos.

Żadnych papierosów, żadnej wody kolońskiej, pachnącego mydła, jedzenia curry czy objadania się czosnkiem.

xxxFot. Karolina Mikiewicz, Łukasz Falkowski, Andrzej Krasowski

Magia blendowania

Po co aż kilkaset buteleczek w "kuchni", skoro whisky blendowana powstaje z 25-35 destylatów? Żeby to wytłumaczyć, musimy pokazać proces powstawania trunku.

Gotowy destylat jest bardzo mocny (ok. 80 proc. alkoholu), przezroczysty, ma aromat - w przypadku whisky z regionu Speyside - owocowy i lekki. Mnie kojarzył się z calvadosem.

Potem na trzy lata trafia do beczek. I teraz uwaga: beczki mogą być nowiutkie (z dębu amerykańskiego lub francuskiego), po porto, po maderze, po sherry lub po bourbonie. Czasami również po winie lub po piwie - to już zależy od master blendera.

Każda becz ka może być napełniona najwyżej trzy razy - każde napełnienie daje inne aromaty w różnym natężeniu. Ten sam destylat może po trzech latach zmienić się więc w kilkanaście różnych trunków.

W teorii, bo w praktyce wszystkie beczki, nawet jeśli po tym samym rodzaju alkoholu, różnią się między sobą. Do tego pogoda - wilgotność i temperatura - robią swoje. Liczba kombinacji więc rośnie.

A w blendach firmy wykorzystują nie tylko swoje destylaty, ale również destylaty kupowane od innych producentów. Co oznacza, że za każdym razem master blender dostaje inny zestaw półproduktów.

A efekt w butelce musi być za każdym razem taki sam. Dlatego części składowe mogą być częściowo różne i dlatego właśnie master blender kontroluje dojrzewanie trunków na każdym etapie.

Żeby szkocka była szkocką

Sposób powstawania szkockiej whisky reguluje surowe prawo: półprodukty muszą być lokalne, destylacja musi przebiegać w Szkocji.

Aby destylat zyskał dumne miano "Scotch", musi przez co najmniej trzy lata dojrzewać w beczkach. Żeby nikogo nie kusiło wcześniejsze osuszanie beczek, ich zawartość przechodzi na ten czas na własność Jej Króleskiej Mości. W praktyce wygląda to tak, że na terenie każdej destylarni są zapieczętowane przez urząd skarbowy magazyny.

Master blenderzy chcą jednak wiedzieć, jak alkohol dojrzewa, dlatego mają prawo badać próbki. Takie próbki (ściśle ewidencjonowane!) były właśnie w "kuchni" Briana Kinsmana. Oprócz tego były tam próbki wszystkich whisky, których używa do blendowania Grant'sa.

Ocena mojej whisky

Podjął się jej Marcin Chojnacki, ambasador Domu Whisky z Jastrzębiej Góry, który pracuje w warszawskim Coctail Bar Max:

Przy pierwszym kontakcie uderzył aromat ziół, ciętej trawy i odrobiny torfu. Potem rozwinęły się nuty ziołowe, w kierunku mięty oraz przypraw, takich jak kardamon. Prze cały czas obecne były nuty torfowe.

Po pierwszym łyku - whisky oleista, lepka, przyjemnie osiadła na języku i rozciągnęła się po przełyku. Aromaty rozwinęły się o skórkę cytrynową, owoce - jabłko, brzoskwinię - oraz miód i wanilię. W smaku whisky przyjemnie torfowa. Wyczuwalne przyprawy - imbir i goździk - oraz odrobina orzecha, w następnym podejściu miód i rozwinięcie smaków owocowych.

Po dodaniu wody pojawiły się lżejsze aromaty, ale z nutą dymu torfowego w tle. Więcej owoców, trawy cytrynowej, cytrusów. W smaku przyjemna, lekka, rześka whisky - mniej ziół, pojawia się dużo owoców. Wyraźna obecność białego dębu amerykańskiego po bourbonie. To niby oczywiste w whisky, ale tu było to wyraźnie zaakcentowane.

To 18-letnia whisky, to czuć, nie ma agresji młodego trunku, ale jest zachowana owocowość i ziołowość. Trunek ma harmonię, jest powiązanie między smakiem i aromatem, jest ciekawe przejście między ziołami a przyprawami. Moim zdaniem świetna whisky na spotkanie z kolegami, podczas którego chcemy spróbować ciekawych aromatów.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Alkohole Szkocka whisky - co z nią wyrabiają producenci
  • Każdego roku Szkocja eksportuje whisky o wartości 4,2 mld funtów "Zarabiam pijąc whisky" [WYWIAD]
  • Testujemy tanie whisky Ruda za cztery dychy: test whisky z dyskontów
Komentarze (4)
Moja whisky, czyli seks na łące
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    lobo78

    Oceniono 24 razy 2

    pier....nie o trochę innej wódzie. Tak czy siak większość doleje do tego coli, a wy się podniecacie jak nową planetą. Jak jest dobra single to się da pic bez, ale reszta? smakuje tak samo.
    Winiarze mają podobnie. Za dużo ubierania choinki.
    Ma smakować, ale bez przesady z tym brandzlowaniem.

  • avatar

    lech2011

    Oceniono 13 razy -1

    rzeźbienie w g......

  • avatar

    arcturvox

    Oceniono 22 razy -2

    toście sobie lemyngi łysky naważyli, no, no. Światowcy tacy, rudą wódę piją; nie to, co plebs - tylko ta wóda i wóda.

    Ale w poniedziałek znów trzeba będzie do korpo...

  • avatar

    anna-dark

    Oceniono 11 razy -3

    A mi się podoba nazwa "Rzygam wstecz", a wam?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy