Kostrzyn - tam wszystko się odbywa. Znasz jego krwawą historię?

Kostrzyńskiej starówki z zamkiem nie ma od prawie 70 lat. Starły ją z powierzchni ziemi rosyjskie bomby i pociski. Ale w historii miasta jest też miejsce dla powieszonego alchemika i cesarza Napoleona.
W styczniu 1945 r. Hitler Kostrzyn na Odrą ogłosił twierdzą. Nakazał bronić do ostatniego żołnierza. Nic dziwnego, była najważniejszą zaporą. Za Odrą ciągnęły się płaskie jak stół przedpola Berlina. W 1945 r. ruszyła nawałnica frontu marszałka Żukowa.

Oblężenie trwało 60 dni. W połowie marca padło Nowe Miasto. A twierdza oraz dzielnica zaodrzańska z piętrowym dworcem trzymały się mocno. Wtedy rozpoczął się ciężki ostrzał twierdzy z ziemi, a z powietrza naloty dywanowe. Rosyjskie samoloty zrzucały bomby na spadochronach. Każdy z takich pocisków był wyposażony w specjalny czujnik, który detonował bombę tuż nad ziemią.



Wybuch wytwarzał poduszkę powietrzną, która unosiła budynki w powietrze niczym baloniki. W miejscu pięknego Starego Miasta została góra dymiących zgliszczy. Zniszczonych zostało 8,2 tys. budynków - 95 proc. wszystkich. Piękne miasto z 25 tys. mieszkańców przestało istnieć. Ostały się jedynie bastiony. Do dziś zachował się ówczesny układ ulic. Chętnie porównuje się wystające z ziemi kamienie i schody prowadzące donikąd z włoskimi Pompejami zniszczonymi przez wybuch wulkanu.

Niemiecki komendant twierdzy gen. Heinz Reinefarth, zwany również "katem Warszawy", oddał Kostrzyn 30 marca 1945 roku.

Na cmentarzu w 52 grobach pochowano kilka tysięcy czerwonoarmistów. Wysoki na kilka metrów obelisk zwieńczono czerwoną gwiazdą w maju 1945 roku. Umieszczono na nim tablicę z napisem "Wiecznaja sława Gierojom...".

Książę zwany Skąpym

Wielkie dni przeżywał Kostrzyn za panowania margrabiego Jana (1536-1571), nazywanego też "Skąpym". Niemiecki Küstrin stał się stolicą udzielnego księstwa Rzeszy i poważnym ośrodkiem umysłowym. Jan zamienił zamek w okazałą, renesansową rezydencję. Jego biblioteka liczyła ok. 2 tys. woluminów.

Jan na swoją siedzibę wybrał Kostrzyn z racji położenia w miejscu, gdzie Warta wpada do Odry. Rozlewiska i trzęsawiska były przeszkodą nie do przebycia. Margrabia wzmocnił naturalne przeszkody, budując potężne fortyfikacje. I tak powstały forty i bastiony "Król" i "Filip" nad samym brzegiem Odry.

Jak mówi legenda, duch Jana nie znosił obcych. W czasie francuskiego panowania (1806-1814) pojawiał się wartownikom, którzy stali na wale. Usypiał ich czujność i spychał do Odry.

Po bezpotomnej śmierci Jana w 1571 r. jego państwo na powrót wchłonęła Brandenburgia, a potem Królestwo Prus. Kostrzyn stracił stołeczność, miastu została twierdza.

W 1758 r. miasto zbombardowali Rosjanie, budynki wewnątrz spłonęły, ale fortyfikacje utrzymały się. Nic dziwnego - sam cesarz Napoleon ocenił, że tworzą "twierdzę nie do zdobycia", a przecież armia genialnego Francuza uchodziła za niezwyciężoną. Napoleon wziął Kostrzyn w 1806 r., ale bez walki. Załoga poddała się sama.

Zachowały się sarkofagi margrabiego Jana i żony Katarzyny Brunszwickiej, mimo że po zagładzie wojennej kościół zamkowy obrócił się w perzynę.

Pod mieczem kata

Brama Berlińska miała kiedyś mieszkalną nadbudówkę. O świcie 6 listopada 1730 r. opuścił ją ppor. Hans Hermann von Katte. Pod wojskową eskortą zaprowadzono go na plac przed zamkiem, gdzie czekał kat.

Droga Hansa Hermanna na szafot wiodła przez bunt następcy pruskiego tronu Fryderyka. Książę próbował uciec za granicę, ale został ujęty i uwięziony w kostrzyńskiej twierdzy. Na jego pazia i wspólnika, ppor. von Katte, zapadł wyrok śmierci. Skazaniec do ostatniej chwili trzymał się dzielnie. Jak napisał towarzyszący mu pastor: "sam rozebrał się aż do koszuli, obnażył sobie szyję, zdjął z głowy perukę (...), ukląkł na pryzmie piasku i zawołał: "Panie Jezu, przyjmij ducha mego!". I gdy w ten sposób oddał swą duszę w ręce swego Ojca, głowa jego została oddzielona od ciała ostrym cięciem miecza i ręki kata".

Fryderyk, którego zmuszono do oglądania kaźni, zemdlał.

W tych dniach Kostrzyn był na ustach wszystkich dworów Europy. Monarszy kuzynowie litowali się nad niedolą księcia, a jego ojciec powtarzał: "Nie wiedzą, co czynią! Ten łajdak jeszcze zajdzie im za skórę". - I zaszedł. Ale zanim to nastąpiło, pokajał się i w ramach pokuty przez półtora roku odbywał w Kostrzynie administracyjną praktykę. A kiedy było mu ciężko, znajdował pociechę w pobliskim Dąbroszynie. Jego dziedziczką była piękna pułkownikowa Louise Eleonore von Wreech.

Pozłacany stryczek

Kostrzyńska kołowa przeprawa przez Odrę istnieje w tym samym miejscu od 1539 r. Wcześniejsza, wzmiankowana w 1390 r., znajdowała się na wysokości zamku. Jest to tzw. Długi Most. Dawniej spinał lewo- i prawobrzeżną część miasta - dziś natomiast niemiecki Kietz i polski Kostrzyn. Przez wieki korzystali z niego ludzie bogobojni i złodzieje, szulerzy i handlarze fałszywymi relikwiami. Szczególnym wędrowcem był hrabia z Neapolu Dominik Emanuel Caetano de Ruggiero.

Elektor brandenburski, a później król pruski Fryderyk Hohenzollern był zachwycony Neapolitańczykiem, który pojawił się na dworze w 1705 r. Hrabia Caetano de Ruggiero był alchemikiem poszukującym substancji, która przemienia nieszlachetne metale w złoto. I hrabia obiecał monarsze wyprodukowanie 6 mln złotych talarów.

Gdy niewiele z zapowiedzi wyszło, uciekł przez Szczecin do Hamburga. Tam dopadli go wysłannicy króla. Mimo to przekonał monarchę, aby dał mu jeszcze jedną szansę.

W czerwcu 1706 roku, pod zbrojną eskortą, drogą przez Długi Most przewieziono go do kostrzyńskiego zamku. Caetano stał się więźniem specjalnym. W podziemiach, zamienionych w alchemiczną pracownię, postawiono mu jeden duży piec i cztery mniejsze.

Gdy niczego nie obrócił w złoto, po raz drugi spróbował ucieczki. Znów bez powodzenia. 8 lutego 1708 r. ponownie przywieziono go do Kostrzyna.

Król dał mu trzecią szansę. Alchemik znowu zawiódł, więc 23 sierpnia 1709 r. został powieszony na placu przy Długim Moście. Co ciekawe, król Fryderyk nakazał użyć do egzekucji... pozłacanego stryczka.

Napoleon pisze z twierdzy

Nie ma wyjścia, Kostrzyn zawsze będzie się kojarzył z twierdzą. Tutejsze jednostki walczyły we wszystkich wojnach, jakie toczyły Brandenburgia, Prusy, a potem II i III Rzesza.



W 1806 r. cesarz Napoleon parł na wschód, co bardzo radowało Polaków. Armia miała przekroczyć Odrę we Frankfurcie, bo kostrzyńskiej twierdzy z marszu zdobyć nie sposób. Ale spróbować nie zawadziło. W czasie rekonesansu 60-osobowy patrol rotmistrza von Kalba natknął się na 250 Francuzów. Zginęło wielu, w tym porucznik Wilhelm von Falkenhayn. Obrońcom udało się podpalić most. Ale przerażenie sięgnęło zenitu.

W twierdzy pojawił się francuski parlamentariusz i zażądał kapitulacji w ciągu 24 godzin. - W przeciwnym razie miasto zostanie zniszczone - groził.

Żądanie było bezczelne. Twierdza była dobrze zaopatrzona i miała tylko jeden słaby punkt. Był nim... jej komendant, pułkownik Wilhelm von Ingersleben. W jego głowie wrogowie zaczynali się mnożyć szybciej od królików. Jeden pułk piechoty urastał do rangi armii. - 100 tys. Francuzów maszeruje na Kostrzyn - oznajmiał miejscowym notablom na naradzie wojennej. I się poddał.

Cesarz Napoleon opuścił Berlin 24 listopada 1806 r. i tego dnia dotarł do Kostrzyna. Wkrótce napisał do cesarzowej Józefiny: - "Jest druga nad ranem. Właśnie wstałem. Tak jest na wojnie. Pozdrów wszystkich. Na zawsze Twój na świecie. Napoleon".

Z Kostrzyna są datowane jeszcze dwa jego listy. Do Wielkiego Księcia Bergu i gen. Mortiera. Napoleon pisał je w gmachu sejmiku przy ul. Berlińskiej. Zaś umocnienia twierdzy podziwiał ze szczytu bastionu książę. - Forteca nie do zdobycia - stwierdził.

W Kostrzynie Napoleon czekał na wieści o powstaniu w Polsce. Stąd udał się w kierunku pierwszego polskiego miasta, Międzyrzecza.

Kostrzyna strzegł w imieniu Napoleona także 5. Pułk Piechoty Księstwa Warszawskiego majora Oskierki, szefa polskiego wywiadu w Niemczech.

Zimą 1813 r. tym razem Prusacy i Rosjanie oblegali twierdzę Kostrzyn. Obrońcy raczej nie byli już "najdzielniejszymi z dzielnych". Już trzeciego dnia oblężenia dało nogę 30 Westfalczyków. Kiedy gwiazda Napoleona zbladła, gubernator d'Albe poddał się 20 marca 1814 r.

Co kryją lochy

Prawdopodobnie przez 300 lat nikt nie szedł tym podziemnym korytarzem. Został odkryty przypadkiem, gdy przed paroma laty w wędrówkę zapuścili się członkowie Stowarzyszenia Ochrony Zabytków Perkun z Poznania i grupy eksploracyjnej miesięcznika "Odkrywca".

- Chcieliśmy sprawdzić, czy w tym miejscu nie znajdują się jakieś wartościowe pamiątki historii, bo planujemy tu urządzić skwer i postawić pomnik upamiętniający ścięcie porucznika Hermanna von Katte. Ale koparka od razu natrafiła na mur, który okazał się fundamentem dawnego zamku krzyżackiego, i postanowiliśmy iść dalej tym tropem. Zamiast kopać w miejscu, gdzie był ścięty von Katte, poszliśmy z wykopaliskami w drugą stronę. I odkryliśmy ten tunel - opowiada Ryszard Skałba, dyrektor Muzeum Twierdzy Kostrzyn, o znalezisku przy zachodnim skrzydle.

Po drodze udało się odsłonić m.in. pozostałości wieży narożnej - tzw. Weisskopf oraz relikty fundamentu zamkowego, pochodzące najprawdopodobniej z czasów krzyżackich. To właśnie wzdłuż tego kamiennego muru tkwi fragment tunelu. Biegnie dokładnie między obrysem murów zamku a tym właśnie średniowiecznym fundamentem. Dochodzi do pozostałości odkrytej wieży. Eksploratorzy już wcześniej zrobili otwór w sklepieniu i wpuścili kamerę. Zobaczyli ceglany tunel, wodę na posadzce.

Krążą legendy, że w starym Kostrzynie była sieć podziemnych przejść, połączeń z fortami, że tunele wiodły pod Odrą. Ale historycy mówią, że to tylko legendy, jakich tu wiele.

Korzystaliśmy m.in. z książki Józefa Piątkowskiego "Spacer po starym Kostrzynie".



Więcej o: