W jego muzyce słychać The Doors czy Boba Dylana, a śpiewa "nazywam się Organek, mam w sercu ranę"

Tomasz Organek po wyjeździe spod rodzimych Suwałk na studia do Torunia, spotkał kolegów, z którymi założył zespół Sofa. Ich muzyczny tapczan okazał się pojemną przechowalnią różnych stylów muzycznych - od hip-hopu przez soul, funk, a nawet jazz
Po nagraniu kilku płyt i sesyjnej współpracy Organka z Kayah i Andrzejem Smolikiem, kształcony też w katowickiej Akademii Muzycznej gitarzysta postanowił popracował tylko na swoje nazwisko. Razem z kolegami z Sofy - Adamem Staszewskim i Robertem Markiewiczem - założył nowy projekt i już jako Organek nagrali wspólnie debiutancki album "Głupi" (ukazał się w maju).



Lubi rootsowy blues

- Zawsze chciałem grać muzykę gitarową. Czerpać garściami z klasyki, ale nikogo nie naśladować. Niemal od dziecka słuchałem The Doors czy Cream, a kiedy razem z tatą wybieraliśmy dla mnie liceum, zaprowadził mnie do sklepu muzycznego, w którym kupiliśmy "Are You Experienced" Jimiego Hendrixa, "Help!" Beatlesów i jedną płytę Tadeusza Nalepy. Tata wtedy powiedział: "Musisz poznać tę muzykę" - wspomina Tomek.

Organek junior wziął sobie te słowa głęboko do serca i gdy słucha się jego solowego albumu "Głupi", ławo dojść do wniosku, że zadaną pracę domową odrobił należycie. "Italiano" zaczyna się leniwą zagrywką o ewidentnie przebojowym pochodzeniu, która musi budzić skojarzenia z kultowym dla gitarzystów amatorów "House Of The Rising Sun" The Animals. "King Of The Parasites" to już hołd pod adresem Jima Morrisona, a klawisze naśladujące organy Hammonda "rysują" po pięciolinii uroczyste epitafium dla The Doors. Jest i miejsce na zgrabny blues "O, matko!", w którym pobrzmiewają echa "Highway 51" Boba Dylana. - Lubię rootsowy blues grany na jednym akordzie, góra na dwóch, bez rzeźbienia na gitarach. Ważne, żeby tekst był o czymś i układał się w niegłupią opowieść. Tę piosenkę zapisałem już jakiś czas temu, zresztą nie ją jedną, bo słowa do "Nie lubię" też powstały dość dawno - mówi Organek.

Nie lubi taniej elegancji

Lista czego i kogo gitarzysta nie toleruje jest bardzo długa. W swoim gorzkim pamflecie muzycznym na niedoskonałe społeczeństwo, Tomek obwieszcza, że: "Nie lubię mężczyzn, którzy pachną mydliną / Uczciwiej od mydliny jest pachnieć szczyną / Ich buty są tanie, a pieniądze drogie / A kto jest kim i tak się nie dowiesz". - Żeby było jasne, nie potępiam ludzi, którzy nie zarabiają na drogie perfumy - broni się śpiewający gitarzysta. - Po prostu nie lubię taniej elegancji u osób, które stać na dobrą wodę toaletową, ale zalatuje od nich mydłem na kilometr. Chwalą się zawartością portfela, a na nogach noszą buty wycofane nawet z wyprzedaży. To świadczy o estetyce. Tu chodzi o ubóstwo mentalne.

Tęskni za Jamesem Deanem

Organek nie ukrywa, że blisko mu do dawnych bohaterów popkultury. To dlatego wspomina w piosence słynnego aktora filmowego Jamesa Deana, który umarł zbyt młodo i stawia go obecnym celebrytom za godny wzór kulturowego naśladowania. - Dzisiejsi bohaterowi produkują się masowo i masowo umierają. Dean i Marlon Brando rzeczywiście kreowali popkulturę. Bo kto przed nimi ośmielił się wejść na plan filmowy w ciasno dopasowanym podkoszulku podkreślającym muskulaturę? Dziś pokazywanie cycków urasta do miana przełomowego wydarzenia, ale wszyscy to już widzieli. Nie ma czego przełamywać. Nowy Elvis też się nie urodzi, choć jest ich tak wielu, ale na małomiasteczkową skalę - ocenia muzyk.

Krytykuje młodych za hipsterkę

Na płycie Organka roi się od socjologicznych diagnoz. Kiedy słucha się kawałka "Młodzież szuka sensacji" ma się wrażenie, że to ciąg dalszy, tyle że uwspółcześniony, "Poronionej generacji" Dezertera. - Jestem z pokolenia, które na maturze zdawało język polski, a nie wiedzę o tańcu - zaczyna swój wywód Organek. - Dzisiaj każdy młody człowiek jest artystą, robi swój przysłowiowy projekt, ale nic z tego nie wynika. Za mało fermentu, za dużo self-marketingu. A do tego trwa modowy wyścig marek, kto ma ładniejszą metkę na ubraniu. Trudno się temu dziwić, skoro hipster stał się w miejskiej hierarchii najwyższym osiągnięciem - puentuje z ironią.

Pytam Organka o jego nastoletniość i czy już zapomniał, że w tym wieku był taki sam. - Miałem w sobie ciekawość świata. Pierwszą zagraniczną pracę dorwałem w Londynie na Arenie O2 podczas mistrzostw świata w krykiecie. Pracowałem jako kelner, który nalewał wino gościom w loży dla VIP-ów. Nie miałem pojęcia o tej robocie, ale szybko się uczyłem. Żadna praca nie hańbi - opowiada.

Dzisiejsza młodzież częściej od sensacji szuka emigracji. Podsuwam Organkowi pomysł na kolejną piosenkę - może protest song o tym, jak zmyć się ze zmywaka do Polski? - To jest myśl! Ale większość, która opuszcza nasz kraj, to ogarnięci ludzie. Oni, niestety, nie wracają - kończy Organek.