Adam Krylik, czyli chórzysta na froncie sceny. Po latach stania w cieniu wydał solową płytę

Na początku lata wszedł do naszych kin amerykański dokument ?O krok od sławy? opowiadający o chórzystkach, które pracują na sukces Stinga, Bruce'a Springsteena czy Micka Jaggera. Polskim odpowiednikiem tragarza cudzej sławy jest Adam Krylik, który solową płytą wychylił się z cienia
Darlene Love, Merry Clayton, Tata Vega i Judith Hill - te nazwiska niewiele mówią nawet krytykom muzycznym. Nic dziwnego, bo wymienione artystki zawsze stały z tyłu sceny. A przecież efektowne "dośpiewy" w "Sweet Home Alabama" Lynyrd Skynyrd to robota Clayton, zaś bez udziału Love wiele koncertów Cher, Toma Jonesa czy Elvisa Presleya nie miałoby tak barwnej wokalnie oprawy. Nagrodzony Oscarem "O krok od sławy" oddaje cześć amerykańskim chórzystkom, a jednocześnie pokazuje, jak niewdzięczna jest kariera wokalistów, którzy - mimo świetnego przygotowania - zawsze oglądają plecy frontmana.

Adam Krylik też zna to uczucie. Od lat robi chórki naszym gwizdom. Śpiewał m.in. u Kasi Kowalskiej, Edyty Górniak, Krzysztofa Krawczyka czy Varius Manx. W dniu wywiadu też był zajęty. Dopiero co skończył "śpiewać w reklamie", a miał jeszcze umówiony dubbing w disneyowskiej bajce, bo użycza także głosu postaciom z kreskówek. - Płyta "Kto za mną stoi" to próba zaspokojenia wyższych ambicji, zamienienia się z chórzysty w solistę. Ale nie napompowałem balonu oczekiwań. Zobaczymy, co się z tą płytą wydarzy - mówi ze spokojem.

Płyty by nie było, gdyby nie lata spędzone w branży, renoma, cenne kontakty i wiara Adama we własne możliwości. Ale zanim wystąpił pod własnym nazwiskiem, pracował na cudzą sławę. Z muzyką związał się przypadkowo w połowie lat 90. - Kiedy jeszcze mieszkałem w Koszalinie, moi krajanie - Marcin Perzyna i Adam Sztaba - szukali chórzystów do musicalu "Fatamorgana?". Występ w nim to był ten moment, kiedy poprzysiągłem sobie, że po zdaniu matury w technikum elektronicznym pryskam w muzykę - opowiada Krylik. Przyjechał do Warszawy i prosto z dworca poszedł do Teatru Buffo na przesłuchanie. Dostał się, ale w teatrze rządzonym żelazną ręką przez Janusza Józefowicza długo nie wytrzymał. Pracował w knajpie, roznosił pizzę. Zza baru wyciągnęła go Elżbieta Zapendowska, znana jurorka m.in. z "Idola" i nauczycielka śpiewu, która pamiętała Adama z Buffo. Zaproponowała mu darmowe lekcje. - Ten kopniak psychiczny bardzo mi się przydał - mówi piosenkarz.

Od tego czasu akcje Krylika poszły w górę. Załapał się do "banku chórzystów", którzy biegają z koncertu na koncert, ze studia do studia, i dorabiają śpiewem. - Jest nas ok. 30 osób, które są w orbicie zainteresowań znanych zespołów i wykonawców. Czasami się zastępujemy, kiedy ktoś nie może u kogoś zaśpiewać - wyjaśnia kulisy swojej pracy Krylik. Gdy pytam o czarną listę polskich wykonawców, z którym chórzystom jest nie po drodze, Adam szeroko się uśmiecha. - Nie mogę podać nazwisk. Problemem nie jest temperament muzyka, bo choleryków trafia się wielu, raczej omijamy obciachowych artystów. Raz sytuacja finansowa zmusiła mnie do występu z takim zespołem i dla niepoznaki założyłem perukę i ciemne okulary (śmiech). Powiedziałem sobie później - nigdy w życiu.

O branży polskich chórzystów mówi - "profesjonaliści", "rzetelni, nie egocentrycy", ale też "za mało przebojowi". Na temat "O krok od sławy" zdążył sobie wyrobić zdanie. - Wykluwa się z niego smutna puenta. Te zdolne chórzystki nie mogły odnieść sukcesu, bo amerykański rynek nie dał im takiej możliwości. Tam zarobki chórzystów od frontmanów dzieli przepaść. U nas nie ma aż tak dużych różnic. Dlatego łatwiej jest się przebić na pierwszy plan - twierdzi.

Jemu zaczyna się udawać. "Kto za mną stoi" jest zbiorem przyjemnych dla ucha piosenek, smacznie zaaranżowanych, bez ciężkiego patosu, górnolotnej ideologii i wysilania się na przeboje. Krylik, który napisał muzykę do wszystkich utworów, trochę tęskni za beztroskim marzycielstwem u progu dorosłości ("Mały Joe"), z drugiej strony dojrzale opowiada o miłości z pozycji faceta, któremu się udało ("Nie nabrany"). Czy uda mu się wytrwać na froncie sceny dłużej niż przez jedną płytę, czas pokaże.



Więcej o: