Krzysztof "Zalef" Zalewski. Ucieczka od wizerunku telewizyjnego "Idola" kosztowała go wycofanie się na dalszy plan

Na szczęście współpraca z Moniką Brodką, zespołami Hey i Muchy nie wyczerpała ambicji Krzysztofa "Zalefa" Zalewskiego, który na finale Męskiego Grania w Żywcu zagra też z własnym zespołem
Z Krzysztofem "Zalefem" Zalewskim rozmawia Konrad Wojciechowski

Czym Męskie Granie 2014 różni się od zeszłorocznej imprezy?

- W zeszłym roku pojawiłem się z kapelą z klucza konkursowego. Ludzie głosowali na młode zespoły i nam się udało wygrać. Oprócz tego występowałem kilkakrotnie z Moniką Brodką i raz z Muchami. A w tym mam przyjemność śpiewać i grać na gitarze w Męskiej Orkiestrze pod wodzą Andrzeja Smolika. Poza tym koncertuję z Moniką i już samodzielnie jako Zalef.

Co cię pociąga w Męskim Graniu?

- To fajna i dobrze zorganizowana impreza. Repertuar dobrano bardzo nietuzinkowo, bez popowych hitów. Jest za to dużo odniesień do bogactwa polskiej muzyki z lat 80. Orkiestra wykonuje numery Siekiery czy Brygady Kryzys także ze względów dydaktycznych. Przed jednym z poprzednich koncertów zapowiadający występ Orkiestry Piotr Stalmach zagaił do publiczności: - Pamiętacie "Centralę" [utwór z kultowej "Czarnej Brygady" Brygady Kryzys - przyp. KW]? Pod sceną stał tłum młodych ludzi, ale niewielu kumało.

Ty masz to wszystko w jednym palcu. Już przecież w "Idolu" śpiewałeś z powodzeniem piosenki klasyków rocka - Iron Maiden czy Deep Purple.

- To prawda, ale z całym szacunkiem dla tych kapel - przy Siekierze to festynowa odsłona rock and rolla. Oczywiście pochodzenie jest takie samo, wzięło się z rzężących gitar oraz niezgody na estetykę różu i waty cukrowej.

Ci, którzy pamiętają cię z "Idola", do dziś nie mogą zrozumieć, dlaczego ściąłeś długie włosy. To była ideologiczna wolta?

- Cóż, minęło kilka lat, a mnie nie udało się zrobić oszałamiającej kariery i kiedy pojawiałem się na wszelkich dużych imprezach, słyszałem za plecami: "To jest ten polski Bruce Dickinson". A ja nigdy nie chciałem być uboższą kopią światowej gwiazdy. I po jakiejś imprezie, kiedy byłem lekko wstawiony, Jacek "Budyń" Szymkiewicz i Damian Pielka, gitarzysta Lecha Janerki, ogolili mi głowę na moje wyraźne życzenie. Przez parę lat chodziłem łysy i teraz też obcinam kłaki, jak za bardzo odrosną.

Dlaczego zniknąłeś, wycofałeś się na drugi plan i odpuściłeś solową karierę?

- Jako 18-letni chłopina niespecjalnie dużo oryginalnych rzeczy miałem do powiedzenia. Wszystko było na wyrost, poza moją niekłamaną miłością do muzyki. Brakowało umiejętności, a przede wszystkim doświadczenia, które można by przekuć na niebanalne teksty. Dopiero po 10 latach bujania się z Heyem, Brodką, Muchami czy Japoto okrzepłem i mogę bez kompleksów wychodzić na scenę i próbować zaczarować ludzi.

Miałeś pretensje do losu, że tak brutalnie się obszedł z telewizyjnym frontmanem?

- Czułem ukłucie w sercu, ale miałem też świadomość, że skoro dostałem szansę zaistnienia, to aby zupełnie nie wypaść z obiegu, trzeba się warsztatowo podszkolić. Miałem więcej szczęścia niż rozumu, załapując się na robienie chórków czy granie kilku akordów na klawiszach z Heyem. Jednak cały czas pisałem do szuflady, by w odpowiednim momencie wydać swoją płytę. Teraz, poza koncertami z Brodką i Muchami, dużo czasu poświęcam własnym piosenkom. Gramy też koncerty po całej Polsce. I czerpię garściami od kolegów po fachu, których spotykam m.in. na Męskim Graniu, poszerzając o zdobytą wiedzę własny słownik muzyczny.

Czyli - mówiąc językiem hiphopowców - jesteś złodziejem cudzych bitów?

- Oczywiście, że tak, i absolutnie się tego nie wstydzę. Cały rock'n'roll to szkoła zapożyczeń. Począwszy od lat 60., każdy kolejny rockowy numer jest zżynany z poprzedniego. Ale warto podkradać pomysły od mądrzejszych kolegów i koleżanek. Zresztą nie na darmo przybrałem ksywkę Zelig [to tytuł ostatniej płyty Zalewskiego zaczerpnięty od bohatera filmu Woody'ego Allena, który był ludzkim kameleonem - przyp. KW] przy montażu idei.

Masz na sobie koszulkę Beatlesów. A od nich co zapożyczyłeś?

- Przywiązanie do melodii. McCartney układał piękne melodie na basie w kontrze do wokali, a perkusista Ringo Starr grał wręcz hiphopowy groove. To są dobre wzorce.

Ty też możesz robić za wzorzec, bo śpiewając "Jaśniej", upominasz się o nasze pokolenie. Myślisz, że skutecznie?

- Zaczynam dostrzegać na swoich koncertach tych samych ludzi. To działa. Jest dla kogo robić piosenkę za piosenką, wyprowadzać cios za ciosem.

Dzisiejszy koncert w Żywcu kończy tegoroczną trasę Męskiego Grania. Jeśli nie udało się wam kupić biletów albo nie możecie być w Amfiteatrze pod Grojcem, możecie obejrzeć go na żywo w internecie: live.zywiec.com.pl. Oprócz Krzysztofa Zalewskiego zagrają m.in.: Brodka, Dawid Podsiadło, Illusion, Łąki Łan, Vavamuffin, Męskie Granie Orkiestra, a być może także O.S.T.R. Ale tylko wtedy, jeśli wirtualna widownia osiągnie poziom 50 tys. osób.



Więcej o: