"Serce lwa" to przebój fińskich kin, po którym będziesz współczuł naziolowi

"Serce lwa" to przebój, który pokonał "Thora: Mroczny świat" a nawet "Grawitację". Poruszająca historia o przekraczaniu uprzedzeń na tle rasowym i klasowym w przewrotny i prowokacyjny sposób wyreżyserowana przez Dome Karukoskiego
Bohaterem filmu jest Teppo, który świeżo po wyjściu z więzienia stara się rozpocząć życie na nowo, ale ma wytatuowaną swastykę i przyjaciół skinheadów, którzy nie opuszczają go na krok, więc zatrzaskują się przed nim każde drzwi. Zakochuje się w pięknej blondynce, Sari, która ma ciemnoskórego synka. Teraz Teppo musi nie tylko wywrócić swoje życie, ale i bronić chłopca przed swoim własnym otoczeniem i "krwią z krwi".

Młodszy brat Teppo to typowy bajkowy trikster, który w filmie zmienia rzeczywistość i posuwa akcję naprzód, niby głupek i szaleniec, ale jak się przekonujemy na końcu- mądry i nieszczęśliwy. Łysy jak jego brat, z wszędzie wytatuowanymi swastykami, wpatrzony w niego jak w obraz ucieka z wojska, bo "żółtek nie będzie wydawał mu rozkazów". Ucieka i zatrzymuje się u Teppo, który właśnie się zakochał w pięknej kelnerce i zamieszkał u niej (nie może dostać pracy, nie ma mieszkania), a ta oczywiście kocha swojego bystrego nastoletniego syna z burzą afro. Kiedy Sari trafi do szpitala, zagorzały naziol i zbuntowany chłopiec, który bardzo dobrze wie, co oznacza wytatuowany fiński lew (nazistowski symbol), przejdą dosłowną próbę ognia - zwłaszcza że w domu pojawi się młodszy brat Teppo.

"Serce lwa" ma w sobie to "coś", czego często brakuje naszym rodzimym produkcjom - lekkość pomimo ciężaru tematu. Hasło "biała Finlandia" to poważny problem. Pobicia, znęcanie i agresja wobec imigrantów to niemal chleb powszedni. Skąd ten problem w bogatym społeczeństwie? Ja zrozumiałam, że nie tylko tam - zostanie nazistą to splot bezradności, odrzucenia, braku miłości. Ale gdy ta się pojawia, coś drgnie w każdym sercu - nie tylko fińskim.

Jeśli ktoś jest jeszcze nieprzekonany, że warto się wybrać na film, dodatkowym atutem jest nazwisko reżysera - chyba najsłynniejszego twórcy młodego pokolenia (rocznik '76) z Finlandii. Jego filmy regularnie pojawiają się na najważniejszych międzynarodowych festiwalach filmowych (Berlin, Tribekka), a u siebie w domu jest ciągle nagradzany. Jego nazwisko nie po raz pierwszy gości w naszych kinach. W 2010 roku kinomaniacy zachwycali się "Lapońską Odyseją", komedią o fińskim nieudaczniku, który próbuje kupić telewizor na święta, ale niestety na drodze staje mu wielu przyjaciół - starych i nowych. Podobnie jak w "Odysei", tak i w "Sercu" reżyser opowiada o swoim kraju z wielką ironią, lekkością i humorem - chociaż, gdy przestajemy się śmiać, dociera do nas ważny problem społeczny, który pokazuje Karukoski.



Więcej o: