"Geograf przepił globus". Historia alkoholika, który zostaje nauczycielem

Można nie lubić rosyjskiej polityki, można krytykować wsparcie społeczne na Putina, ale części rosyjskiej kinematografii po prostu nie da się nie pokochać
"Geograf..." mógłby powstać wszędzie, bo na jednym poziomie to historia o alkoholiku zagubionym człowieku (ale dobrym), który wpada w problemy finansowe i zupełnie nie znając fachu zostaje nauczycielem. Na innym poziomie ten film nie byłby hipnotyzujący (nagroda publiczności na festiwalu Sputnik), gdyby nie miał surowego rosyjskiego kontekstu, gdyby nie zahaczał o "soviet mental". Jest też po prostu chwilami swojsko śmieszny.

Viktor na początku nie lubi swojego życia - niegrzecznych uczniów, kłótliwej żony i smutnej rzeczywistości. Ale tak po ludzku, gdy dostaje nową szansę, zaczyna "żyć" - niestety ze "słowiańskim przytupem". Czy skorzysta na odmianie losu? Każdy w tym filmie zobaczy kogoś ze swojej przyszłości lub przeszłości, bo jak bardzo byśmy nie chcieli, na zawsze zostaliśmy kulturowo połączeni z Rosją.



Więcej o: