Jak Robert Więckiewicz został "Królem życia"

Życie pewnego czterdziestoparoletniego Edwarda zmienia się o 180 stopni. Choć nigdzie nie wyjeżdża, rodziny nie porzuca, na loterii nie wygrywa. Czy bohater komedii "Król życia", do której zdjęcia trwają w Warszawie, znalazł sposób na szczęście, którego wszyscy szukamy? Odpowiedź w kinach za rok
Oryginalny i świeży - te przymiotniki odmieniane przez wszystkie przypadki padały najczęściej na planie "Króla życia". Nic dziwnego - film będzie dziełem debiutantów. Warszawski prawnik, właściciel kancelarii Fadi Chakkour debiutuje jako scenarzysta. Jerzy Zieliński, ceniony operator filmów m.in. Wojciecha Marczewskiego ("Ucieczka z kina Wolność"), Agnieszki Holland ("Plac Waszyngtona") czy Marka Koterskiego ("Baby są jakieś inne"), debiutuje jako reżyser. A Agora, spółka medialna wydająca m.in. "Gazetę Wyborczą" debiutuje jako samodzielny producent. Nie za dużo tych debiutantów?

- Ryzyko jest duże, ale jest też jednocześnie szansa na oryginalność, świeżość, zapał - mówi Kamil Przełęcki, producent. - Wierzymy, że nam się uda. Zresztą o tym jest ten film - że trzeba w życiu być na tak, decydować się na wyzwania. Pierwsza zasada w każdym podręczniku producenta filmowego brzmi "robienie filmów to ryzykowny interes". Ale Agora już trochę produkowała - jako koproducent inwestowała w "Drogówkę", filmy Machulskiego i Koterskiego, a na planie roi się od orłów i lwów - laureatów najważniejszych polskich nagród filmowych. A reżyser doskonale czuje świeżość tekstu debiutanta.

Reżyser Jerzy Zieliński jeszcze jest zajęty na planie. Powstaje właśnie scena filozoficznej rozmowy.

W barze niczym szklany kubik w jednym z warszawskim imprezowych zagłębi - na ulicy Mazowieckiej, Edward, główny bohater "Króla życia" grany przez Roberta Więckiewicza, zamawia dla siebie i szefa (Krzysztof Czeczot) kolorowe drinki. Jak wygląda szef? Trudno powiedzieć, bo ma na głowie wielką czarną plastikową maskę ni to Dartha Vadera z "Gwiezdnych wojen", ni to Saurona z "Władcy pierścieni". Ale w końcu ją zdejmuje i okazuje się dużo młodszy od swojego podwładnego. A o czym rozmawiają? O życiu. Pani w przedszkolu pytała: Aniu, a kim ty chcesz zostać? I Ania wstawała, i mówiła: baletnicą. I ja się pytam, dlaczego Ania nie została baletnicą, tylko jara szlugi przed wejściem do biurowca i narzeka na cały świat - pyta retorycznie szef.

- To światełko Janek przenosi cię do historii - chwali Zieliński swojego operatora Jana Holoubka. - Pod warunkiem, że się zmontuje - odpowiada niewzruszony Holoubek. Widać, że ekipa rzeczywiście dobrze się ze sobą czuje. Żartom i przycinkom nie ma końca, w ciasnym pomieszczeniu z monitorami króluje, jak na króla życia przystało, Robert Więckiewicz. Szczupły, z czubem na głowie i czubami w okropnych kowbojskich butach skupia na sobie uwagę. Ale o swoim bohaterze nie powie ani słowa. - Chcę za to powiedzieć, że naprawdę jest w porządku. I jeśli chodzi o reżysera i kolegów aktorów, i producencko - jest bardzo w porządku - żartuje. Ale potem dodaje już serio - Cieszę się, że Jerzy, z którym poznaliśmy się przy "Babach...", zaprosił mnie do tego projektu, bo potrzebowałem takiej nieoczywistej roli, właściwie mógłbym powiedzieć, że dla mnie Edward jest kosmitą.

Na czym polega "kosmiczność" Edwarda? Tego dowiemy się za rok, kiedy "Król życia" trafi do kin. Reżyser Jerzy Zieliński zapewnia jednak, że to naprawdę oryginalna historia. Na tyle oryginalna, że zachęciła go do reżyserskiego debiutu. - Marek Koterski przed naszym filmem o babach powiedział: "Wydaje mi się, że to jest nie do zrobienia, ale dlatego chcę ten film zrobić". Ja też chciałem zrobić coś takiego. To bardzo ryzykowny projekt, rzecz nietypowa, terytorium niezbadane. Każdy z nas, włącznie z aktorkami Robertem Więckiewiczem, Magdą Popławską, Bartkiem Topą, próbuje się po tym terytorium poruszać.

Budowniczy tego terytorium, scenarzysta Fadi Chakkour przygląda się z bliska, jak spełnia się jego marzenie. Splot niezwykłych przypadków sprawił, że jego debiutancki tekst, do którego fragmenty, scenki, dialogi, zbierał z życia i umieszczał w arkuszu Exela, zamienia się w film. - Od każdego na świecie dzieli nas sześć uścisków dłoni - mówi Chakkour. Rozdawałem więc mój scenariusz, aż trafił do znajomego, który zupełnym przypadkiem miał numer telefonu Jerzego Zielińskiego i o mnie opowiedział, złapaliśmy dobrą chemię, więc już razem poszliśmy szukać producenta. I się udało. Spełnią się moje marzenie.



Więcej o: