Furia. Brad Pitt i jego czterej pancerni

Gdy alianci pokonują niemieckie niedobitki w marszu na Berlin, Brad Pitt i czterej jego pancerni z M4 Shermana ochrzczonego ?Furią? dostają do wykonania parszywą misję za linią frontu - muszą powstrzymać siły wroga, które jak na złość wcale nie zamierzają się poddać
Sierżant Don "Zakapior" Collier to prawdziwa legenda. Ze swoją zaprawioną w bojach załogą, przyszywaną rodziną, przeżył wiele w ciasnym i dusznym wnętrzu tytułowego czołgu: walczyli w Afryce Północnej, potem uczestniczyli w ofensywie w Normandii, wreszcie "przyjechali zabijać Niemców do Niemiec". Po tym, jak w krwawej potyczce stracą kumpla, dowództwo przydzieli im na pomocnika kierowcy żółtodzioba Normana wysłanego na front świeżo po szkoleniu w maszynopisaniu. Zamiast do sztabu chłopak trafia w sam środek wojennego piekła - już na wstępie spotyka się nie tylko z niechęcią doświadczonych przez los i wyzutych z emocji weteranów, ale też musi wyczyścić stanowisko z tego, co (dosłownie) zostało po poprzedniku. A to dopiero początek.

Reżyser David Ayer nie szczędzi widzom okropieństw wojny. W ponurej scenerii kwietnia 1945 roku gąsienice czołgów rozjeżdżają grzęznące w błocie zwłoki, spychacz zbiera bezimienne ciała do wspólnego grobu, a w odbijanych miasteczkach straszą cywile powieszeni przez nazistów ku przestrodze, by mieszkańcy wiedzieli, co spotyka zdrajców. Żołnierze przeżyli i napatrzyli się aż nadto. Miesiące spędzone na froncie odcisnęły tak okrutne piętno na ich psychice, że zezwierzęcieli - w ten sposób twórcy tłumaczą degrengoladę w szeregach amerykańskiej armii. Jankesi nie mają litości dla jeńców ani dzieciaków w mundurach wermachtu, a Niemki biorą za paczkę papierosów albo siłą. Wbrew pozorom Ayer nie jest wcale bezkompromisowy: nie boi się pokazać w "Furii', jak łamane są postanowienia Konwencji Genewskiej, ponieważ wie, że jego bohaterowie i tak odkupią grzechy w ostatnim, widowiskowym akcie, dając wzorowe świadectwo odwagi, heroizmu i braterstwa broni.

Dbałość o realizm historyczny i detale, także w choreografii potyczek (bezradność Shermanów starciu z Tygrysem itd.), nie idzie niestety w parze z wiarygodnością scenariusza. Pełen obraz absurdów otrzymamy, gdy opadnie kurz. Szkoda, bo "Furia" mimo pewnych wad i fabularnej schematyczności trzyma w napięciu - momentami to kino surowe, brudne i brutalne. Aktorzy wykorzystują soczyste dialogi dające szansę na przełamanie patosu humorem. Taką rolę pełnią słowne przepychanki Shii LaBeoufa z Jonem Bernthalem i Michaelem Peną. W postać Normana, z którego perspektywy oswajamy się z wojenną rzeczywistością, wciela się Logan Lerman znany z filmów o Percym Jacksonie. Na naszych oczach przestaje być niewinnym dzieciakiem, traci skrupuły. Brad Pitt sprawdza się jako charyzmatyczny dowódca, cyniczny, choć w głębi ducha dobry człowiek: w jego chmurnym spojrzeniu pozostały resztki błysku, które miał w oku porucznik Aldo Raine z "Bękartów wojny". Jakby u schyłku wojny pogodził się ze swoim losem.





Więcej o: