Limeryki i inne wierszyki, czyli Michała Rusinka całkiem intratna zabawa słowami

Starsi Panowie śpiewali, że piosenka jest dobra na wszystko. Michał Rusinek dodaje, że na wszystko jest dobry także wiersz. Można się nim na przykład oświadczyć
Michał Rusinek limeryki pisze od dwudziestu lat. Poważną rolę w jego niepoważnej twórczości odegrała Wisława Szymborska. Pierwszy w pełni udany limeryk stworzył na jej cześć w 1996 r.: Kiedy Nobla dostała poetka z Krakowa, wiersze czytać poczęła Polaków - z połowa, i tylko lud z okolic Płocka sądził, że Nobla dostała. Wisłocka. To był jego debiut sceniczny, by nie powiedzieć obsceniczny - jak sam dodaje.

Obsesja rymowania zaczęła się niewinnie, ale z roku na rok przybierała zatrważające rozmiary. Wierszyki pisał dla radia, wierszem oświadczył się swojej żonie Basi, rymowaniem zdobywał nie tylko serca kobiet, ale nawet samochody. Dwukrotnie zdarzyło mu się wygrać forda focusa, raz w konkursie BP, w którym trzeba było skończyć zdanie zaczynające się od słów: Moim nowym samochodem. Potem wygrał forda focusa w wersji sedan za reklamę papierosów. Na fali rymowania wygrał jeszcze fajny telefon, ale potem dobra passa się skończyła. Za wierszyki dostał raz kontener nalewek. Znany krakowski restaurator Jan Baran zamówił u niego rymowankę do nalepiania na butelki z nalewką, która miała być serwowana na weselu jego syna.

Jako rymotwórca Rusinek poszedł też w politykę. Zaczęło się od zachęcania do spełnienia obywatelskiego obowiązku w wyborach 2007 r. hasłem "Wybory/ Bądź skory Zwalczże opory/ idź na wybory". Potem już aktywnie popierał różnych kandydatów w wyborach do europarlamentu i prezydenckich.

Szymborska patronowała i kibicowała temu procederowi - napisała blurba do pierwszej książkowej publikacji limeryków swojego sekretarza, które ukazały się drukiem w 2006 roku. Blurb brzmiał "Burmistrz miasta Limerick od dłuższego już czasu cierpi na głęboką depresję i tylko wtedy, kiedy czytam mu limeryki Michała Rusinka, wybucha perlistym, hałaśliwym śmiechem. Jest to tym ciekawsze, że ów czcigodny dygnitarz nie rozumie ani słowa po polsku". Rusinek jednak nie od noblistki zaraził się rymowaniem, limerykami przesiąkł już w dzieciństwie - jako dziecko dostał w prezencie książeczkę "Dong, co ma świecący nos" Edwarda Leara. Od limerykowego debiutu Rusinka minęło osiem lat, w ciągu których nie próżnował i wydawał na świat nowe wierszyki. W książce, która ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa Agora, znajdziemy ich ponad setkę. Wstęp do tego zbioru napisała Anna Bikont, gorąca wielbicielka nałogu limerykowania, w który Rusinek najwyraźniej popadł. W tomiku znalazły się nie tylko limeryki, ale też kolędy zagraniczne, przerobione tak, by brzmiały swojsko i zrozumiale dla rodaków, wariacje biograficzne, czyli drobne fakty z życia wielkich kompozytorów, a zarazem wariacje na temat klasycznego angielskiego gatunku literackiego zwanego clerihew, w polskiej wersji językowej znanego jako biografioł, a także pocztówki i esemesy, bo wcale nie jest powiedziane,

że okazjonalna korespondencja musi mieć formę: "Serdeczne pozdrowienia z wakacji" lub "Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku". Warto więc sięgnąć po tę książeczkę, nie tylko dla uciechy, ale również dla okolicznościowego pożytku - wszak święta za pasem.



Więcej o: