Słynny profesor fizyki i gwiazda BBC: Eksploracja kosmosu jest kluczowa, jesteśmy odkrywcami, a odkrywanie jest ważne samo w sobie

To bardzo ważne, żebyśmy rozszerzali nasz horyzont poza Ziemię - dodaje Brian Cox, profesor fizyki cząstek elementarnych na Uniwersytecie w Manchesterze, współpracownik CERN-u i autor oglądanych na całym świecie programów popularnonaukowych, kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego, oraz była gwiazda pop, która miała piosenkę na szczycie listy przebojów
Brian Cox (46 lat) jest jednym z najlepiej znanych naukowców na świecie. A przy tym człowiekiem potrafiącym zainspirować innych opowieściami o kosmosie i fizyce. Jego programy dla BBC "Cuda Wszechświata", "Cuda Układu Słonecznego" i wkrótce "Człowiek i Wszechświat" są źródłem ciągłych zaskoczeń, zachwytów i pragnień, by dowiedzieć się więcej. Profesora Briana Coksa można oglądać od 30 grudnia w programach "Cuda Układu Słonecznego" i "Zajrzeć w kosmos" na BBC HD oraz "W poszukiwaniu nauki" na BBC Knowledge. Nowy serial - "Człowiek i wszechświat" będzie miał premierę na nowym kanale BBC Earth 1 lutego o godz. 18

Maja Staniszewska: Za chwilę Boże Narodzenie, a przed nim Wigilia i u nas w Polsce bardzo ważne oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę na pamiątkę Gwiazdy Betlejemskiej zwiastującej narodziny Jezusa. Czym ona była?

Brian Cox: Jest wiele teorii, ta najszerzej uznawana mówi, że była to kometa. Gdy rodził się ktoś ważny, albo ktoś, kto stał się kimś ważnym, pojawiała się pokusa, by łączyć jego narodziny z wydarzeniem astronomicznym i w ten sposób podkreślić wagę tej osoby.

Jest jakieś inne zjawisko astronomiczne pamiętane przez setki lat?

W 1054 roku chińscy astronomowie zaobserwowali i opisali eksplozję supernowej, której skutki możemy dziś oglądać na niebie jako Mgławicę Kraba. Zresztą supernową widzieli i opisali nie tylko Chińczycy, ale też lud Anasazi, pierwotni mieszkańcy Ameryki Północnej, którzy umieścili ją w rysunkach naskalnych. Była niezwykle jasna, świeciła przez kilka tygodni prawdopodobnie równie mocno, co księżyc w pełni.

Dlaczego wciąż patrzymy w niebo? Nie wiemy już wystarczająco wiele?

Nie, nie wiemy. Nauką współcześnie zajmujemy się niewiele ponad 500 lat - zresztą zaczęła się w Polsce, od Mikołaja Kopernika. Wciąż bardzo wielu rzeczy o naturze nie wiemy, a za każdym razem, kiedy uda nam się zrozumieć choć mały kawałeczek, są z tego wielkie profity. Weźmy odkrycie elektronu, niewiele ponad 100 lat temu. Kiedy J.J. Thompson go opisał, politycy spytali go, jaki z tego będzie pożytek. Odpowiedział, że nie wie, ale że jest pewien, że za 20 lat pochodne tego odkrycia będzie można opodatkować. Rzeczywiście elektron jest podstawą całej naszej współczesnej cywilizacji.

Ale czy potrzebujemy wszechświata? Czy nie lepiej skupić się na badaniu nas samych, Ziemi?

Kopernik był przecież astronomem. Współczesna nauka zaczęła się do astronomii, od próby zrozumienia ruchu planet i pozycji Ziemi w układzie słonecznym. Newtonowskie prawo powszechnego ciążenia, pierwsze twierdzenie naukowe, wzięło się z chęci rozwinięcia tego, co zaczęli Kopernik i Johannes Kepler [niemiecki matematyk, astronom i astrolog - red.]. Ale jedno prowadzi do drugiego. Mój najnowszy program "Człowiek i Wszechświat" pokazuje, że kosmologia, astronomia mówią nam, że jesteśmy niezwykle rzadcy.

Być może w całej galaktyce Drogi Mlecznej jest w tej chwili tylko jedna cywilizacja - nasza. Doceńmy się, bo może być naprawdę niewiele innych miejsc, gdzie są istoty zdolne do myślenia o wszechświecie.

Czy powinniśmy też latać dalej w kosmos?

To bardzo ważne, żebyśmy rozszerzali nasz horyzont poza Ziemię. Eksploracja kosmosu jest kluczowa, jesteśmy odkrywcami, a odkrywanie jest ważne samo w sobie, a także z psychologicznego i ekonomicznego punktu widzenia.

Program Apollo, amerykański program wysłania człowieka na Księżyc w latach 60., był olbrzymią inspiracją, wymykającą się wszelkiej argumentacji, że to tylko zimna wojna, rywalizacja ZSRR i USA o to, kto pierwszy stanie na Księżycu. Misja Apollo 8 i zdjęcie, które zrobiła jej załoga w Wigilię 1968 roku, zdjęcie Ziemi wschodzącej nad Księżycem zmieniło perspektywę. Stało się fundamentem, na którym powstał ruch ochrony środowiska. Ukazywało bowiem Ziemię jako małą, kruchą planetę w kosmicznej pustce.

A czy prywatne programy kosmiczne mają sens, czy to tylko kaprysy bogaczy, którzy chcą innych bogaczy wysyłać na wycieczki w kosmos?

Oczywiście, że mają. Jest tu paralela do historii lotnictwa. Dziś samoloty to nasza codzienność, coś zwyczajnego i dostępnego. Bez cywilnego lotnictwa świat byłby zupełnie innym, o wiele biedniejszym miejscem. Ale 100, a nawet 50 lat temu samoloty dostępne były tylko dla najbogatszych. Jeśli bogaci ludzie chcą wydawać pieniądze, które pozwolą na rozwój podróży kosmicznych, dlaczego mamy im tego zabraniać. Kiedy turystyka kosmiczna, która dziś wygląda na zabawę dla milionerów, się rozwinie, rozwiną się technologie, które mogą zmienić nasz świat tak, jak kiedyś Apollo.

A co z NASA, która stworzyła Apollo, ale od lat ponosiła porażkę za porażką i potrzebuje Rosjan, by móc wysłać astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną?

W latach 60. i 70. NASA wysłała człowieka na Księżyc i chciałbym, żeby nadal takie rzeczy robiła. Jeśli Space X Elona Muska mógłby być może polecieć na Księżyc, to NASA powinna polecieć na Marsa. Mam nadzieję, że nowa kapsuła Orion, która pomyślnie przeszła pierwsze testy w przestrzeni kosmicznej zaledwie 17 dni temu, zabierze tam ludzi.

NASA w swych najlepszych czasach robiła rzeczy, których nikt inny nie potrafił, bo Ameryka potrafiła robić rzeczy, których nikt inny nie potrafił. Chciałbym, żeby Ameryka znów była do tego zdolna, by znów podnosiła poprzeczkę. Z pożytkiem dla nas wszystkich. Program Apollo kosztował do 4 proc. budżetu federalnego, ale każdy dolar wydany na niego w ciągu kolejnej dekady przyniósł 14 dolarów zysku. Można nawet pokusić się o stwierdzanie, że był podstawą amerykańskiej dominacji ekonomicznej w ciągu ostatniego ćwierćwiecza XX wieku. To był wspaniała inwestycja w amerykańską gospodarkę, ale też niesamowita inspiracja, także dla mnie.

Co było najważniejszym odkryciem albo wydarzeniem naukowym tego roku?

Cóż, bozon Higgsa, który jest dla mnie przełomem historycznym, to ubiegły rok, więc nie mogę się o nim rozwodzić... W tym roku najciekawsze było lądowanie na komecie, misja Rosetta Europejskiej Agencji Kosmicznej. To wspaniałe osiągnięcie w dużej skali. W małej - na mojej uczelni, gdzie w 2010 roku dostaliśmy Nobla z fizyki za pracę nad grafenem, ukazała się publikacja o możliwym zastosowaniu go w ogniwach paliwowych do przemiany wodoru w energię. A więc samochody na wodór, ale też nowe materiały dla lżejszych samolotów, szybszych sieci przesyłowych, ogniw słonecznych, krótko mówiąc - tańszej, bardziej ekologicznej energii.

Nie jestem dziennikarzem naukowym, piszę o filmach i czasem o telewizji, dobrej telewizji, takiej jak pana programy. W popkulturze od pewnego czasu jest moda na pokazywanie w pozytywnym świetle rozmaitych mózgowców. W niezwykle popularnym serialu BBC "Sherlock" Irene Adler mówi nawet, że "inteligentny to teraz seksowny". Zgadza się pan?

Mam nadzieję, że tak jest. Chciałbym, żeby młodzi ludzie oglądający telewizję chcieli być jak Sherlock Holmes, a nie jak bohaterowie kolejnego reality show. Chciałbym, żeby chcieli zostać naukowcami, artystami, pisarzami albo filmowcami. Żeby zapragnęli wiedzy, żeby ją doceniali, dążyli do niej. Być może jeśli ten kierunek się utrzyma, jeśli zdobywanie wiedzy będzie pokazywane jako seksowne, stanie się zaraźliwe.

Zresztą to nie przypadek, że to zdanie wypowiada bohaterka serialu produkcji BBC, telewizji, która nie jest finansowana przez reklamodawców czy wielki międzynarodowy koncern medialny, ale przez ludzi. I która ma wobec tych ludzi zobowiązania. I stara się jak najlepiej z nich wywiązać. Takich telewizji, które dają ludziom coś więcej niż rozrywkę, które też uczą, bardzo dziś potrzeba.

Z drugiej strony, już w prawdziwym życiu, choć często w jego wirtualnej wersji, rośnie w siłę ruch antynaukowy. Ludzie zaprzeczający globalnemu ociepleniu, antyszczepionkowcy, przeciwnicy GMO posługują się bardzo sprawnie internetem, żeby szerzyć swoją propagandę wbrew badaniom naukowym, a czasem nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi. Co ma pan im do powiedzenia?

Że korzystają w swojej antynaukowej działalności z jednego z większych sukcesów nauki. Na ironię zakrawa, że używają WWW, wynalezionego w CERN-nie do dzielenia się wynikami badań nad materią, do swojej nonsensownej propagandy. Ale tak zawsze było. Są siły, głosy walczące z rozumem, które nie rozumieją, że zaprzeczanie nauce jest niemoralne. Świat jest, jaki jest, a nauka próbuje go zgłębić. I jeśli nie podobają ci się rezultaty badań naukowych, na przykład te, że wzrost zużycia paliw kopalnych przyczynia się do ponoszenia się średniej temperatury na Ziemi, albo te, że szczepienie ludzi przeciwko chorobom ma sens, to nie zmieni faktu, że tak jest. Nauka czasem wydaje się arogancka. Mówi rzeczy, które się ludziom nie podobają. Ale trzeba zaakceptować fakty, nieważne, w co wierzysz, albo co myślisz. I to dla wielu ludzi jest trudne. W Wielkiej Brytanii tacy antynaukowcy mówią, że mają prawo do swojego zdania. Oczywiście, że mają, ale jeśli ich zdanie jest sprzeczne z tym, jak jest, to zwyczajnie są w błędzie. Paradoksalnie im więcej nauka odnosi sukcesów, tym bardziej rośnie grupa ludzi, którzy czują się z tym nieswojo. Co można z tym zrobić? Trzeba uczyć i jeszcze raz uczyć. Samodzielnego, racjonalnego myślenia, gromadzenia i selekcji faktów, wciągania wniosków.

Jaką ma pan zatem radę dla rodziców, którzy chcieliby, żeby ich dziecko zainteresowało się nauką? Kupić teleskop, mikroskop, a może DVD z "Cudami Wszechświata"?

To wszystko są bardzo dobre pomysły. Jedną z rzeczy, które mnie zachęciły do zajęcia się nauką, było - kiedy miałem 12 lat - oglądanie serialu popularnonaukowego Carla Sagana "Kosmos". Programy telewizyjne i kolejny etap - książki popularnonaukowe to ważna część, ale prawdziwa radość w nauce płynie z odkrywania rzeczy samemu. Taki mikroskop i liść czy kropla wody z kałuży z podwórka, zobaczenie ich z bliska, próba zrozumienia, co właściwie się widzi, szukanie odpowiedzi - to klucz. Eksperymenty są najważniejsze. One pobudzają ciekawość.

Zostało mi ostatnie pytanie, więc zadam jedno z tych, jakie zadać można tylko komuś, kto na co dzień obcuje z wszechświatem albo filozofowi. Jaki jest sens życia?

Można też o to spytać grupę Monty Pythona (śmiech ). Sercem "Człowieka i wszechświata" jest konstatacją, że jesteśmy czymś wyjątkowo rzadko spotykanym. Więc sens naszego istnienia polega na tym, że mamy ogromne szczęście, że tu jesteśmy, w tym jednym z niewielu miejsc we wszechświecie, w którym wszechświat znaczy cokolwiek dla kogokolwiek. Sensem życia jest więc zrozumienie, że jesteśmy czymś wyjątkowym, rzadkim i pięknym. Nie mam co do tego wątpliwości.



Więcej o: