Sen o Warszawie. Opowieść Krzysztofa Magowskiego o Czesławie Niemenie

17 stycznia 2015 minie równe jedenaście lat, odkąd nie ma go z nami. Czesław Niemen, nazywany dziś przez wszystkich wybitnym, nie zawsze był pieszczochem publiczności oczekującej tylko przebojowych piosenek, dziennikarzy wytykających mu, że krzyczy zamiast śpiewać oraz władzy ludowej, którą raziła jaskrawość jego strojów. Krzysztof Magowski w filmowej biografii o Niemenie ?Sen o Warszawie? gromadzi te wszystkie krytyki i odmalowuje obraz artysty po przejściach
Filmowa fabuła jawi się jako próba rozliczania adwersarzy artysty, którzy od zawsze doczepiali mu ponure łatki. Autor przeboju "Dziwny jest ten świat" cierpliwie dementował rewelacje na swój temat, ale opędzanie się od medialnych rewelacji przypominało walkę z wiatrakami, bo fakty wypadały blado przy atrakcyjnej plotce.

Obalanie mitów

Reżyser wszedł więc z kamerą jak z odkurzaczem do nabałaganionej alkowy Niemena i spróbował posprzątać zamiecione pod dywan życzliwe donosy. Przypomina w swoim filmie kalumnie prasowe, które dosięgły Niemena po koncercie w Radomsku, który miał zakończyć się skandalem z powodu wypięcia się artysty na publiczność. Sęk w tym, że Niemen tego dnia nie występował w tym mieście, więc misternie utkana intryga okazała się krzywdzącą pogłoską. Sprawa znalazła finał w sądzie, artysta został oczyszczony z pomówień, ale wszyscy i tak lepiej zapamiętali niebyły incydent niż korzystny dla oskarżonego wyrok.

"Sen o Warszawie" Magowskiego emituje więcej takich polemik z nieprawdą o Niemenie. Kiedy po wprowadzeniu stanu wojennego środowisko twórcze podzieliło się na tych, którzy bojkotowali telewizję i nie pojawiali się na antenie oraz tych, którzy nie rezygnowali z publicznych występów, niechętny władzy Niemen nie zniknął z małego ekranu. Jak to możliwe? Po prostu ekipa rządząca wykorzystała zdjęcia z programu TV z udziałem piosenkarza i wyświetliła jako propagandowy gest poparcia dla jej działań. Komunikat był jasny: "Patrzcie państwo, ten samozwańczy buntownik Niemen tylko udaje kontestatora".

Tworzenie pomników

Magowski bierze Niemena w obronę jeszcze wielokrotnie. Przypomina filmowy paszkwil "Sukces" Marka Piwowskiego, który nakręcił ekscentrycznego twórcę u szczytu popularności, ale od kulis, podstępnie, przy pomocy trików montażowych, aby pokazać widzom zmanierowanego sukcesem bufona o impertynenckich nawykach i wyniosłego frontmana zespołu, który pokpiwa z kolegów na próbie. Piwowski nie dostał jednak szansy wytłumaczenia się w filmie Magowskiego z tamtej manipulacji, a szkoda, bo narracja "Snu o Warszawie" dużo traci na notorycznym potakiwaniu. W ogóle żadna z przepytywanych przez niego osób nie piśnie o Niemenie kontrowersyjnego słowa. Wypowiedzi rodziny, muzyków i osób z branży przypominają stąpanie na palcach nad trumną artysty, przez co ekranowy Niemen urasta do jednowymiarowego symbolu, który niczym mityczny Syzyf pchał kamień przykrych doświadczeń po stromym zboczu społecznej wrogości. Wątpliwe, aby wybitny muzyk chciał zostać zapamiętany w taki sposób, jakim krótkowzrocznie uchwycił go Magowski. Ale przecież nieobecni nie mają racji

"Dziwny jest ten świat"

Może trudno w to uwierzyć, jednak Niemen - jak każdy człowiek - miał także wady, na pokazanie których Magowskiemu najwyraźniej nie starczyło taśmy filmowej. Jego bohater bywał bardzo pamiętliwy, łatwo unosił się dumą i kiedy ktoś nadepnął mu na odcisk, nie pozostawał dłużny. Kiedy dawni współpracownicy Niemena z zespołu SBB zaprosili go po latach na swój uroczysty koncert do Sali Kongresowej, aby z nimi zaśpiewał, ten lakonicznie odparł: "Nie przyjadę, bo jak śpiewam, to ziewam". Odmowa była cytatem z wywiadu dla "Jazz Forum", na łamach którego SBB tłumaczyło powody rozstania z Niemenem, dworując sobie przy okazji z maniery wokalnej piosenkarza. I nieważne, że od tamtego czasu upłynęło kilkadziesiąt lat Zresztą wzajemne animozje Niemena i SBB wzięły się z rozbuchanych ambicji artystycznych obu stron, ale to Niemen próbował utemperować partnerów i nie pozwalał im wyjść przed szereg. Dlaczego? Tego z ekranu też się, niestety, nie dowiemy.

Z filmem Magowskiego jest podobny problem jak z piosenką "Dziwny jest ten świat". Ona również upraszcza wiedzę o autorze i jego twórczości, jakby poza nią niczego więcej godnego uwagi nie napisał, nie skomponował i nie zaśpiewał.

"Sen o Warszawie" wszedł do kin w listopadzie. Jeszcze tylko w kinach studyjnych jest szansa obejrzenia obrazu.

Zobacz także:




Więcej o: