Bogactwo zepsuło Norwegów. Jak żyje się w jednym z najbogatszych krajów - opowiada autor norweskich kryminałów

Masz dom, chcesz większy, masz samochód, chcesz kolejne. Wszystko przychodzi nam łatwo, jesteśmy egocentryczni - mówi o swoich norweskich rodakach Levi Henriksen, kolejny pisarz z tego kraju, którego książki mogą zachwycić polskich czytelników
50-letni Henriksen za swoją drugą powieść "Śnieg przykryje śnieg", został nagrodzony Nagrodą Norweskich Księgarzy. Po 10 latach powieść - której akcja rozgrywa się w fikcyjnej norweskiej miejscowości - przetłumaczono na polski, a pisarz z tej okazji odwiedził Warszawę. Rozmawiamy z nim o tym, jak żyje się w jednym z najbogatszych krajów na świecie.

Anita Karwowska: W światowych rankingach szczęśliwości Norwegia uznawana jest za jedno z najlepszych miejsc do życia. Ale norwescy pisarze, przynajmniej ci wydawani w Polsce, wolą opisywać mroczną stronę Norwegii: chciwość, rywalizację, problemy społeczne, narkotyki.

Norwegowie poznali go jako zdolnego piłkarza, finansistę i wokalistę popowej kapeli. A świat obsypał go nagrodami za serię kryminałów o Harrym Hole, komisarzu z problemami.
Levi Henriksen: Nie da się zmierzyć szczęścia zasobnością portfela. Norwegia ma pieniądze, ale z pieniędzmi jest taki problem, że nigdy ich za wiele. Masz dom, chcesz większy, masz samochód, chcesz kolejne. Zapominasz o rzeczach naprawdę w życiu ważnych i gonisz po więcej. Bogactwo Norwegów zepsuło: wszystko przychodzi nam łatwo, jesteśmy egocentryczni, zapomnieliśmy, co to znaczy ciężko pracować. Pisarze próbują pokazać tę ciemniejszą twarz społeczeństwa. Poza tym ta ciemna strona jest zawsze ciekawsza niż szczęście.

Norwegia zmieniła się po ataku Breivika?

Ja od dnia ataku nigdy nie wypowiedziałem nazwiska tej osoby i nigdy nie wypowiem. Jego cel nie został osiągnięty. Nie zamknęliśmy się na świat. Mamy co prawda partię prawicową, która jest przeciwna obecności muzułmańskich imigrantów, ale kiedy wychodzą protestować, to zaraz zbiera się grupa przeciwników, którzy manifestują za otwartą i równą Norwegią.

Dzięki popularnemu w Polsce pisarzowi Jo Nesbo wielu czytelników dobrze poznało Oslo. Pan opisuje norweską prowincję. To dwa różne światy?

Opisuję prowincję, bo tam spędziłem całe życie. Myślę, że droga ze wsi do miasta w Norwegii wygląda tak jak na całym świecie. Do miasta jedzie się po edukację, lepszą pracę, życiową szansę. Na prowincję wraca niewielu. Życie na norweskiej wsi toczy się wolniej, jest bliższe tradycji, a przede wszystkim naturze. Bliskość natury, przestrzenie, śnieg - to sprawy dla Norwegów bardzo ważne.

Śnieg?

Śnieg pojawia się u nas w październiku i towarzyszy nam nawet do kwietnia. Życie spowalnia, a my zakładamy narty. O Norwegach mówi się, że rodzimy się w nartach. Narty są w każdym domu, masowo uprawiamy biegi narciarskie i skoki. Dla wielu z nas to związek oparty na miłości i zarazem na nienawiści, bo śnieg mocno utrudnia życie. Ja nie cierpię śniegu, ale rozumiem, że jest on bardzo ważną częścią naszej tożsamości.

Wydawany w Polsce Norweg, Jo Nesbo grał w piłkę nożną i śpiewał, Christer Mjaset pisze książki i pracuje jako neurochirurg. Pan jest pisarzem, ale także muzykiem i dziennikarzem. Tak wiele zajęć w tak bogatym kraju?

Jako dziennikarz pracowałem w przeszłości, dziś zajmuję się głównie pisaniem. Powód? Prozaiczny. Dopóki nie da się utrzymać wyłącznie z pisarstwa, trzeba to łączyć z innymi zajęciami.

A skąd pomysł, by pisać też dla dzieci?

Poprosiła mnie o to córka. Mam dwójkę dzieci, już nastolatków. Córka jest uzależniona od czytania. Czyta nawet podczas kilkuminutowej drogi do sklepu. Zachęciła mnie kiedyś, bym napisał coś kiedyś dla dzieci. Zrobiłem to w ramach prezentu pod choinkę. Dostała książkę, która istniała tylko w jednym egzemplarzu - dla niej. Od tego, co powie, uzależniałem dalsze plany. Spodobało się jej, poszedłem do swojego wydawnictwa. Książka odniosła duży sukces i poszedłem za ciosem.

Pana córka jest być może uzależniona od czytania, bo w Oslo księgarnia jest niemal na każdej ulicy. Co czwarty Norweg czyta codziennie! Dla porównania - w Polsce - połowa ludzi w ciągu roku czyta zaledwie jedną książkę.

Macie tylu doskonałych pisarzy i nie czytacie? Jak to możliwe? U nas tradycja czytelnicza jest mocno ugruntowana. Na początku XX wieku trzech norweskich pisarzy dostało literackiego Nobla, a my się nimi zaczytywaliśmy. Poza tym w tradycyjnych, związanych z Kościołem domach, nie oglądało się telewizji. Dzieci słuchały opowiadanych przez dziadków i rodziców opowieści, a to zrodziło głód literatury. A potem, kiedy przez lata mieliśmy jeden program telewizyjny i radiowy, dalej byliśmy na czytanie skazani. To nam zostało do dziś, choć dzieci coraz trudniej przekonać do lektury zamiast telewizji czy gry komputerowej.

Norweska literatura jest w Polsce lubiana i dobrze oceniana. Skąd taka nić porozumienia między Norwegami i Polakami?

Opowiem, jak to wygląda z naszej perspektywy. Przez lata, dopóki Norwegia nie wzbogaciła się na ropie, musieliśmy bardzo ciężko pracować, by coś osiągnąć w życiu. Teraz do Norwegii przyjeżdża wielu Polaków i widzimy, jak oni pracują, by realizować swoje cele. To budzi sympatię i szacunek. We mnie jest dużo zrozumienia dla takiej biografii, bo żyję na prowincji i piszę o ciężko pracujących fizycznie ludziach, nie o lekarzach i prawnikach. A patrząc szerzej, uważam, że jako kraje mamy podobną sytuację polityczną i kontekst historyczny. My przez lata byliśmy w cieniu Szwecji, Polska pozostawała w cieniu Rosji. Rozumiem jednak, że my mamy dziś do Szwedów odrobinę więcej sympatii niż pewnie Polacy do Rosjan.



Więcej o: