Spięty z Lao Che w szczerej rozmowie z "Metrem": Nie wciskamy nikomu bajek

Lao Che

Lao Che (Fot. materiały prasowe)

Zespół Lao Che, najbardziej znany z płyty "Powstanie Warszawskie", nie przestaje zaskakiwać. Tym razem nagrał bardzo melodyjną płytę "Dzieciom", choć te piosenki są przeznaczone dla dzieci od lat 18. - Pokusiliśmy się o zrobienie mariażu bajek z brutalnym światem - mówi wokalista grupy Hubert "Spięty" Dobaczewski
Konrad Wojciechowski: Pamiętasz, co sobie obiecywałeś będąc dzieckiem, jak już dorośniesz?

Hubert "Spięty" Dobaczewski - Niczego konkretnego nie deklarowałem. Pamiętam natomiast, że snując plany na potem, wydawało mi się zasadne podążać za innymi, po ścieżce stereotypów. Z wiekiem zacząłem sobie uświadamiać, że w pojedynkę muszę szukać pomysłu na siebie, bo życie naśladowcze robi się nie do końca moje.

Kiedy byłeś małym chłopcem, nie było internetu, McDonald'sa, Złotych Tarasów i "Pingwinów z Madagaskaru". Byłeś dzieckiem jednej zabawki?

- A wiesz, że tak! Miałem taką zabawkową ciężarówkę-lawetę z kultowej serii Matchboxów. Czasami jak jestem u mamy, sięgam po nią i odżywają wspomnienia. Tyle lat minęło, a ta ciężarówka nadal działa.

Dzisiaj dzieci mają do dyspozycji komputery i tablety. Nie czujesz, że miałeś zmarnowane dzieciństwo?

- Skądże! Była przecież zima stulecia - jeździło się na sankach, lepiło bałwana. Dzisiaj zmienił się klimat i śniegu jest coraz mniej, więc dzieciaki nie mają wielkiej frajdy. Oczywiście, odczuwałem kompleks tamtej szarości, pustych półek w sklepach, ale pewnie dlatego nie byłem roszczeniowy. Mama robiła mi do szkoły kanapki z cukrem, które wcale źle nie smakowały.

Nie brzmi to jednak jak życie z bajki. Czy m.in. dlatego na nowej płycie Lao Che "Dzieciom" śpiewacie raczej piosenki dla dorosłych?

- Pokusiliśmy się o zrobienie mariażu bajek i baśni z brutalnym światem, którego czasem można się lękać. Nie wiem, na ile jesteśmy dorośli, skoro jak dzieci dajemy światu sobą manipulować dla jego korzyści. Przecież w starciu z codziennością jesteśmy tak samo bezbronni jak ten pluszowy miś z piosenki, który musi bić życiu pokłony, bo inaczej posypią się z niego trociny. Trudno, trzeba z tym żyć, ale własny ogródek urządzić po swojemu. Sam jestem na etapie meblowania, bo mam dwoje dzieci w wieku 3-5 lat i za pomocą piosenek z tej płyty opowiadam im o świecie, niczego nie ubarwiając.

A o istnienie dżina, o którym śpiewasz, nadając mu boską charakterystykę, już pytały?

- Tego zagadnienia im jeszcze nie wyłożyłem. Chociaż pochodzę z katolickiej rodziny, nie jestem przesadnie religijny, nie wymagam "klepania pacierza". Ale wiem, że na sprawy ostateczne trzeba będzie je jakoś przygotować. Im dłużej żyję, tym bardziej akceptuję porządek tego sprytnie pomyślanego świata. Czasami go nienawidzę, czasami nie rozumiem, lecz przyznaję mu rację, skoro nie mam nic lepszego do zaproponowania.

Tytuł płyty Lao Che został zaczerpnięty z książki "Brzechwa dzieciom". Masz szczególną słabość do tego autora, który w PRL-u miał monopol na pisanie bajek?

- Cenię go za trafne i mądre rymy, ale jeśli już miałbym klasyfikować, wyżej stawiam Juliana Tuwima, którego twórczość naprawdę ubóstwiam. W każdej piosence na płycie starałem się przemycać fragmenty znanych wierszyków dla dzieci, robiąc z nich kolaże. Choćby w "Dżinie" sparafrazowałem bajkę Brzechwy o misiu, który niechętnie podaje rękę.

Postanowiliście zaprezentować się od bajkowej strony i od razu zmieniła się wasza muzyka - jest bardziej piosenkowa.

- Plan był taki, żeby niczego nie komplikować. Pojechaliśmy z zespołem na dwa tygodnie w góry i w tym czasie, zupełnie spontanicznie, wykuliśmy cały materiał. To nie jest wydumana płyta, chociaż zrobiona została z polotem, a gdzieniegdzie słychać nawet sekcję dętą, bo zaprosiliśmy do współpracy muzyków z zaprzyjaźnionego zespołu Pink Freud, z którymi grywamy na koncertach w ramach projektu Jazzombi!e. Na płytę nie zmieściła się jedenasta kompozycja, która jest wariacją na temat jednej z pozostałych dziesięciu piosenek, ale mogę obiecać, że i ona się wkrótce ukaże. Nie wiem, jak na nasz album zareagują dzieci. Moje trochę podśpiewują, więc uważam, że się wywiązaliśmy.

Podobno każdy z nas ma coś z dziecka. Skoro tak, to w jaką bajkę byłbyś w stanie dziś uwierzyć?

- Na pewno nie w taką, że nie istnieje żaden stan pośredni między dobrem a złem. Ostatnio czytałem córce "Królewnę Śnieżkę" i dotarło do mnie, że nie ma nic złego w szczęśliwym zakończeniu bajki pod warunkiem, że historie tam przedstawiane dają wyobrażenie o naturze tego świata. A jaki on dzisiaj jest, słyszymy za pośrednictwem wszystkich mediów, kiedy natłok informacji włazi nam do domu z buciorami przez okno, drzwi czy szybem wentylacyjnym. Cały ten świat woła o uwagę, tak jak ja wołam o uwagę tą płytą, ale mam chyba lepsze intencje, bo nikomu na siłę nie wciskam bajek.





ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Agata z X Factor: uczyłam się śpiewania od podśpiewującej babci
  • Marcin Wyrostek, laureat drugiej edycji "Mam talent!", wydał płytę "For Alice", dedykowaną żonie
  • Glass Animals Soundrive Fest 2015. Brytyjska fala indie dotrze do Gdańska

Polecamy