Pięć rzeczy, których nie wiedziałeś o Czerwonych Gitarach. Zespół ma już 50 lat

Pięćdziesiąt lat na scenie to staż godny podziwu. Tyle przetrwały Czerwone Gitary - czołowa polska kapela bigbitowa, która w latach 60. cieszyła się ogromną popularnością wśród młodzieży. Mimo pół wieku na karku grupa nie zamierza przechodzić na emeryturę - w sobotę rusza w urodzinową trasę koncertową - początek w Gdańsku. Co powinniśmy wiedzieć o szacownych jubilatach?
Byli odpowiedzią na The Beatles

Władza socjalistyczna niespecjalnie trawiła zagraniczną modę. Ale przecież młodzież musiała się wyszumieć, więc przymykano oko na hałaśliwą muzykę, byleby tylko nie nazywać jej - po zachodniemu - rockiem, ale naszym, swojskim bigbitem. Propagandowa tuba podała do publicznej wiadomości, że od teraz: "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki" i pierwszy polski boys band z miejsca podpił serca fanów. Z kwartetu najbardziej wyróżniali się Seweryn Krajewski i Krzysztof Klenczon, którzy - podobnie jak Paul McCartney i John Lennon z The Beatles - dzielili między siebie obowiązki pisania i śpiewania przebojów (pierwszy wykonywał m.in. "Annę Marię" i "Tak bardzo się starałem", a drugi "Kwiaty we włosach" czy "Historię jednej znajomości"). Podobieństw do pary Brytyjczyków da się naliczyć dużo więcej - Krajewski tak jak McCartney grał pierwotnie na basie, a Klenczon wzorem Lennona obsługiwał gitarę. Niestety losy Klenczona i słynnego beatlesa potoczyły się tak samo tragicznie - polski Lennon zginął w wyniku obrażeń po wypadku samochodowym, a ten prawdziwy został kilka miesięcy wcześniej zamordowany przez niezrównoważonego fana.



Śpiewali pod publiczkę, ale dla publiczności

Pierwszym dużym przebojem Czerwonych Gitar była piosenka pisana z myślą o. konkurencji. Numer "Bo ty się boisz myszy" miał trafić do repertuaru grupy Niebiesko-Czarni, ale kompozycja w stylu bossa novy nijak nie dała się przysposobić na potrzeby twista, więc "niebiescy" pozbyli się kłopotliwej myszy. Infantylny tekst nie raził młodzieży na potańcówkach, a i sami muzycy ambicje repertuarowe mieli niewygórowane, o czym świadczą kawałki typu "Nie zadzieraj nosa", "Takie ładne oczy" albo "Dozwolone do lat osiemnastu", które pokochała publiczność. Dość powiedzieć, że za cenę zdobycia popularności chcieli nawet nazywać się. Maskotki, ale wygrał rozsądek.





Pisali piosenki nie tylko na listy przebojów

Najwięcej kontrowersji wzbudziło napisanie i nagranie hymnu partyjnego na zjazd Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Podobno była to propozycja nie do odrzucenia, którą wymuszono na Krzysztofie Dzikowskim - tekściarzu współpracującym z Czerwonymi Gitarami. Wytyczne wymagały, aby w refrenie obowiązkowo znalazła się nazwa sympatyzującej z tamtym ustrojem młodzieżówki. Piosenka miała wymowę agitatorską: "Związek Socjalistyczny Młodzieży Polskiej / Pracą, pracą naprzód wiedzie nas / Związek Socjalistyczny Młodzieży Polskiej / Wspólną walką tworzy lepszy świat" - śpiewali muzycy.

Nie potrafili się rozwodzić

Pierwszym dużym ciosem dla zespołu było opuszczenie Czerwonych Gitar przez Krzysztofa Klenczona na początku 1970 r. O jego odejściu krążyły legendy. Jedni twierdzili, że stało się tak za sprawą żony muzyka, która chciała wyjechać do Ameryki. Inna plotka głosi, że poszło o pieniądze, którymi Klenczon nie chciał się dzielić z Krajewskim, więc zamierzał pisać przeboje na własną rękę. Oficjalny komunikat brzmiał następująco: "Zamierzenia twórcze Seweryna i Krzysztofa znacznie się różniły". W drugiej połowie lat 90. Czerwonymi Gitarami znudził się Krajewski. Stwierdził, że granie w tym zespole go uwstecznia i nie zamierza dłużej odcinać kuponów. Rozwód znalazł epilog w sali sądowej, ponieważ muzyk nie zgadzał się na wykorzystywanie przez pozostałych kolegów nazwy zespołu. Sprawę jednak przegrał.

Wszyscy chcieli z nimi grać

Dziś ze starego składu pozostało jedynie dwóch muzyków - perkusista Jerzy Skrzypczyk i gitarzysta Jerzy Kossela, do których doszlusowali młodsi. A w ciągu połowy wieku przez zespół przewinęło się kilku muzyków niezwiązanych z bigbitem, jak sympatyzujący z hipisowską kontrkulturą Dominik Kuta czy weteran polskiego heavy metalu Wojciech Hoffmann. Swoje odsłużył w Czerwonych Gitarach późniejszy muzyk Voo Voo, a dziś kontrowersyjny publicysta Jan Pospieszalski, który towarzyszył Krajewskiemu i spółce w czasie koncertowych wypraw na Kubę czy do NRD. Zdarza się, że przemawiając na wiecach politycznych, sięga po gitarę i wykonuje na żywo "Biały krzyż" Klenczona.





Więcej o: