Pan Henryk z Krapkowic zawstydza miłośników świątecznych iluminacji. Odwiedzają go turyści z całego świata

Rozpiera cię duma ze świecących łańcuchów, którymi przystroiłeś balkon na gwiazdkę? Chcesz zaimponować sąsiadom LED-owym reniferem migocącym spod twojej posesji? Poznaj 77-latka z Krapkowic, który instaluje na podwórku iluminacje z 37,5 tys. lampek, a długość świetlnego łańcucha przekroczy 600 metrów.
Balkony przypominające dyskoteki, świetlne girlandy zwisające w oknach, LED-owe figurki zwierząt. Coraz chętniej korzystamy ze świątecznych iluminacji, a sklepowe półki uginają się od coraz tańszych świetlnych kompozycji.



Ciężko będzie nam jednak przebić pana Henryka Jaschika z Krapkowic k. Opola. 77-latek nie może się opędzić od gapiów chcących na własne oczy zobaczyć cuda, jakie stawia na swojej posesji. Lokalne media właśnie doniosły, że w tym roku pan Henryk zamontuje jeszcze więcej lampek. Po co?

Michał Stangret: Podobno w tym roku lampek znów będzie więcej

Henryk Jaschik: - Dokupiłem półtora tysiąca lampek i zrobiłem nowe konstrukcje. W tym sezonie cała moja iluminacja będzie liczyć 37,5 tys. lampek. Najważniejszym nowym elementem będzie świecąca na biało korona wysoka na 1,2 metra. Wzbogacą ją dwa 10-metrowe węże i dwa łańcuchy w kolorze niebieskawym. Właśnie stawiam je na podwórku. Zrobiliśmy też z żoną nowe układy w kształcie stożków na półtora metra wysokości. Są zielone, wyglądają jak choinki.

Jak to się zaczęło?

- W 2002 roku przejeżdżaliśmy z żoną obok Strzelec Opolskich, zobaczyliśmy świetlne dekoracje na kilku podwórkach i tak nam się to spodobało, że zapragnęliśmy mieć coś podobnego u siebie. Zaczęło się od tysiąca lampek. To były zwykłe łańcuchy, którymi udekorowaliśmy dom. W następnym roku przedłużyłem je, w kolejnym - obkleiłem światłami płot. Potem doszły sanie z reniferami, różne zwierzęta, mikołaje, bałwanki, piramidy, szopki, karuzele. Instalacja rosła, raz o tysiąc lampek rocznie, innym razem o 3-4 tysiące. No i się nazbierało. Inni kupują gotowce, ja osobiście buduję konstrukcje: najpierw projektuję, potem wycinam ze sklejki i kawałków drewna. Tylko lampki, którymi je obklejam, są kupowane. Wyszukuję je w marketach budowlanych i dyskontach. Choć żeby tworzyć z nich większe konstrukcje, muszę je samemu łączyć i lutować. Mam co robić całe lato.

Na lato zdejmuje pan te konstrukcje?

- Oczywiście. Mam tutaj taki gospodarczy budynek z regałami, gdzie po sezonie składam instalację. Zajmuje trzy pokoje. Żona wszystko przedtem czyści, potem delikatnie razem to pakujemy i układamy, żeby nic nie uszkodzić. Ale i tak zawsze po wyjęciu jest masa roboty, bo albo coś przemokło, albo wiatr przewrócił i trzeba naprawiać. Do tej pory zaczynaliśmy to wyjmować i instalować w połowie listopada, ale ledwo wyrabialiśmy się przed gwiazdką. Więc w tym roku ruszyliśmy z montażem już na początku listopada. Na początku przyszłego tygodnia chcę mieć już wszystko ustawione, bo 22 grudnia - dwa dni przed Wigilią - odpalam. Będzie wisieć do 10 stycznia.

Będzie się świecić non stop?

- Zapalam ok. 16, gdy się zaczyna robić ciemno, gaszę ok. 21-22 w zależności od tego, czy ludzie przyjeżdżają oglądać. Mam tu sporo turystów, nie tylko z Polski - byli już u mnie oglądać z Ameryki, Japonii, Madagaskaru, Chin, Egiptu, Izraela, Włoch, Norwegii, Hiszpanii, Francji, Australii... Jak się pytam, co ich zagnało do Krapkowic, mówią, że wpadli przy okazji wizyty w Polsce, bo słyszeli o mnie w telewizji.

Sąsiedzi nie mają nic przeciwko?

- Mam dwóch sąsiadów, z którymi były zatargi. Najbardziej przeszkadzają im samochody, którymi turyści do mnie przyjeżdżają. W czasie świąt cała ulica jest zastawiona.

Ile pan płaci za prąd?

- Teraz kupuję już lampki energooszczędne, ale gdy zaczynałem, LED-y jeszcze nie były popularne. W czasie ok. trzech tygodni świecenia, iluminacja zużywa ok. 900 kW energii. Domowa instalacja ledwo dawała radę, więc dokupiłem agregat prądotwórczy - zużywa w tym czasie przeszło 110 litrów benzyny. Jak policzyłem, cała trzytygodniowa ta zabawa kosztuje mnie ok. 1,2 tys. zł.

Liczył pan, ile wpakował w samą instalację?

- Samych kabli mam ponad 620 metrów, drugie tyle węży oświetleniowych. Lampki, przedłużacze, wtyczki, gniazdka, materiał na konstrukcje... W ciągu tych lat mogło wyjść nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Dla wnuków pan to robi?

- Dzieci i wnuki mieszkają w Niemczech. Rzadko tu przyjeżdżają, nie mają czasu, pracują.

To wygląda na nałóg.

- Bo to jest nałóg. Sam nie potrafię tego opisać: chcesz coraz więcej i więcej tych lampek. Jestem na emeryturze. Wcześniej byłem kierowcą zawodowym. Pracowałem w PKS-ie w Strzelcach Opolskich. Jak poszedłem na emeryturę, to musiałem znaleźć jakieś hobby. Mam już swój wiek, a tymczasem kolejne lampki to coraz większa radość. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, żebym nie mógł przed świętami postawić mojej iluminacji. Żona mówi, że wiecznie tego robić nie będę, ale póki zdrowie pozwala...

Czyli żona niezbyt zadowolona?

- Już się przyzwyczaiła, zaczęła mi nawet pomagać. I co ciekawe, teraz sprawia jej to podobną radość.

Więcej o: