Ferency, Stuhr, Zborowski czyli Excentrycy z nowego filmu Janusza Majewskiego

Wielu widzów, którzy obejrzeli już najnowszy film Janusza Majewskiego ?Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy?, uważa, że najważniejsza w tym filmie jest muzyka. Mają rację
Nie trzeba być koneserem jazzu, żeby podpisać się pod powyższym. Ścieżka dźwiękowa "Excentryków" - filmu, którego akcja rozgrywa się w Polsce, kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy powracający z Zachodu Fabian Apanowicz (w tej roli Maciej Stuhr) zakłada big-band jazzowy - przypomina nam nieśmiertelne standardy ery swinga (lata 30. i 40. XX w). Z tą różnicą, że szlagiery Duke'a Ellingtona czy Glenna Millera śpiewają polscy aktorzy przy akompaniamencie rodzimego big-bandu, na czele którego stanął Wiesław Pieregorólka - dyrygent, aranżer i były szef muzyczny festiwali w Opolu i Sopocie.



- Razem z zaprzyjaźnionymi muzykami napisaliśmy nowe aranżacje, aby wydobyć z dawnych kompozycji jak najwięcej brzmieniowych niuansów i uwspółcześnić te utwory. Janusz Majewski, jak później tego posłuchał, był pozytywnie zaskoczony i nawet stwierdził, że swingowe standardy wypadły lepiej od oryginałów - opowiada Pieregorólka.

Natalia Rybicka w trybie awaryjnym

Praca nad muzyką do filmu trwała rok. Mniej więcej wtedy do Pieregorólki zadzwonił znany pianista Wojciech Karolak z informacją, że Majewski chce przenieść na ekran kawałek historii jazzu i trzeba mu ten pomysł zorkiestrować. Dyrygent nie dał się długo prosić. Po wyborze repertuaru, spotkaniach z wokalistami i ustaleniu tonacji utworów, Pieregorólka i Karolak, a także Tomasz Filipczak i Jacek Namysłowski, zabrali się do pisania aranżacji. Później nagrywano cały big-band (ponad 20 muzyków) w trakcie dwóch sesji - w maju (trzy dni) i lipcu (dwa dni) zeszłego roku. Oprócz rejestracji swingowych standardów (trafiły również na płytę z muzyką filmową "Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy") zaproszono do studia symfoników z Polskiej Orkiestry Radiowej, aby dograć krótkie ilustracje muzyczne z pomocą partii smyków i waltorni.

Reżyser Majewski przewidział dla swoich aktorów role nie tylko ekranowe, bo Maciej Stuhr, Sonia Bohosiewicz czy Natalia Rybicka udzielają się również wokalnie. Dyrygent nie ukrywa, że najwięcej problemów było z Natalią, która dostała angaż w "Excentrykach" w trybie awaryjnym. - Główną rolę kobiecą miała grać Joasia Kulik, ale złamała nogę na planie serialu "O mnie się nie martw" i trzeba było szybko szukać kogoś na zastępstwo - wyjaśnia. - Pojawiła się Natalia Rybicka, która dobrze tańczy, ma poczucie rytmu, ale jej predyspozycje wokalne znacząco odbiegały od możliwości pozostałych aktorów.

Bardzo obiecująco wypadli Sonia Smołokowska, która zagrała w filmie jedynie epizod oraz aktor pierwszego planu - Maciej Stuhr. Ten nie tylko gra i śpiewa, ale również - jak przystało na filmowego lidera big-bandu - dyryguje. Lekcje pobierał u Pieregorólki. - Byłem jego konsultantem. Dziewczyna z obsługi planu nagrywała mnie telefonem komórkowym podczas dyrygowania, następnie wysyłała filmik mailem do Maćka, który odtwarzał go w domu na komputerze i uczył się mojego machania rękoma. Poszło mu naprawdę dobrze, bo kiedy pianista Wojtek Gogolewski przyjechał na plan, spojrzał na Stuhra i wykrzyknął: "Toż to Pieregorólka dyryguje" - śmieje się mój rozmówca.

Nie chcę takich rąk!

Cała obsada "Excentryków" ma jakiś związek z muzyką. Wiktor Zborowski wcielił się w postać milicjanta-trębacza, Adam Ferency nie rozstaje się na ekranie z saksofonem, a Wojciech Pszoniak (nagrodzony za rolę na Festiwalu Filmowym w Gdyni) stroi fortepiany. Pszoniak w rzeczywistości nie umie obsługiwać fortepianu, więc reżyser - nie chcąc rezygnować z efektownego ujęcia - wpadł na pomysł sfilmowania na zbliżeniu cudzych dłoni, które biegle wędrują po klawiaturze. Padło na Pieregorólkę. - Ale jak Pszoniak zobaczył moje ręce, to zaprotestował. Powiedział, że nie chce mieć na filmie takich mało urodziwych dłoni - mówiąc te słowa, dyrygent z trudem powstrzymuje śmiech. Przyglądam się uważnie jego dłoniom i. faktycznie nie są tak zgrabne jak Chopina ani tak duże jak Rubinsteina. Z tej sceny zrezygnowano.

Trudno porównywać "Excentryków" do kultowych "Niewinnych czarodziejów" Andrzeja Wajdy, ale niewątpliwym atutem obrazu Majewskiego jest właśnie swing, który nie przestaje zachwycać. - Ta muzyka przypomina dzieła Szekspira. Można je wystawiać w różnym entourage'u - tradycyjnym, współczesnym, eksperymentalnym czy zachowawczym. Swing też jest ponadczasowy - kończy Pieregorólka.



Więcej o: