Chrapiesz? Grozi ci utrata prawa jazdy

Według nowych przepisów, które wprowadziła Komisja Europejska, kierowca, który nie leczy zdiagnozowanego bezdechu, może stracić prawo jazdy. W Polsce na bezdech cierpi 1,5 mln Polaków


Jak podaje "Gazeta Wyborcza" 31 grudnia 2015 r. w całej Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać przepisy dotyczące badania kierowców pod kątem bezdechu sennego. To choroba, która polega na wielokrotnym występowaniu podczas snu epizodów, podczas których przepływ powietrza przez drogi oddechowe jest zbyt mały, albo w ogóle go nie ma. Przestajemy oddychać. Chorobę rozpoznaje się, jeśli średnio w każdej godzinie snu pojawi się przynajmniej pięć epizodów trwających nie krócej niż 10 s. Znaki rozpoznawcze choroby to m.in. uczucie ciągłego zmęczenia, zasypianie przed telewizorem czy nad książką, nadwaga, chrapanie.



Więcej badań, mniej ofiar

Co roku na polskich drogach dochodzi do ponad 500 wypadków spowodowanych zaśnięciem kierowcy. W 2014 r. w 555 takich wypadkach rannych zostało 846 osób, a zginęło 77. Brytyjczycy wyliczyli, że leczenie pięciuset chorych w ciągu pięciu lat ocaliłoby życie co najmniej jednej osoby i pozwoliłoby uniknąć 70 wypadków z ciężko rannymi. Według szacunków Amerykanów poddanie leczeniu pięciuset pacjentów w ciągu trzech lat pozwala uniknąć 180 poważnych wypadków i uchronić przed ciężkimi obrażeniami 36 ofiar.

Dlatego Unia (w ślad za nią idzie rozporządzenie polskiego ministra zdrowia) wprowadziła wymóg badania kierowców pod kątem bezdechu sennego i leczenia. Według nowych przepisów lekarz badający kierowcę (podczas badania kontrolnego albo pierwszego, przed zdobyciem uprawnień) może nie dopuścić go do jazdy, jeśli podejrzewa bezdech, albo dowie się, że pacjent jest chory, Wymóg podjęcia leczenia to dla polskich "bezdechowców" rewolucja, bo do tej pory leczyli się nieliczni. W 2014 r. badaniom w kierunku bezdechu sennego poddało się ponad 13 tys. Polaków, z czego ok. cztery tys. wymagało leczenia, ale podjął je jedynie co trzeci. Chorzy, teraz zmuszeni przez dyrektywę do badań i leczenia, mogą utknąć jednak w długich kolejkach: na badanie refundowane przez NFZ czeka się dziś średnio kilka miesięcy. - Temat obowiązkowego diagnozowania bezdechu sennego u kierowców budzi dużo niepokoju. Część pacjentów postrzega te przepisy jako uciążliwość lub ingerencję w ich wolność osobistą. Ale tam, gdzie na szali waży się bezpieczeństwo, zdrowie i życie wszystkich użytkowników ruchu drogowego, taki pogląd z założenia jest niewłaściwy. Nie każdy może i nie każdy powinien być kierowcą - mówi "Gazecie" Krystyna Jasińska-Kolawa, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Medycyny Pracy w Krakowie, gdzie bada się kierowców.

Każdy może zgłosić chorego kierowcę

Poza cukrzycą i bezdechem, chorobami, przez które prowadzenie samochodu może być zabronione, są w Polsce także m.in. padaczka, alkoholizm, niewydolność nerek, poważne choroby psychiczne, arytmia serca. Decyzja o wydaniu uprawnień zależy od opinii specjalisty, podjęcia leczenia i jego efektów oraz wyników badań kontrolnych. Jeżeli chory ukrywa chorobę (zdobył prawo jazdy zanim zachorował i nie przechodził później badań kontrolnych, albo lekarz wydający zgodę na jazdę jej nie wykrył), anonimową informację w tej sprawie do starostwa powiatowego może złożyć każdy, kto ma na ten temat wiedzę. Robią to lekarze ze szpitalnych oddziałów ratunkowych, do których trafiają ci chorzy, lekarze rodzinni, prokuratorzy i sądy (jeżeli toczy się wobec takiej osoby postępowanie), ale najczęściej bezradni najbliżsi - małżonkowie albo dzieci kierowców, których prośby o odstawienie auta nie skutkują. Po takiej informacji starosta obowiązkowo wysyła kierowcę na badania, które przesądzają, czy i na jakich warunkach, chory może zachować prawo jazdy. Teraz dotyczy to także bezdechu.

 

Więcej o: