Naukowcy będą mogli robić badania na ludzkich zarodkach

Brytyjscy naukowcy dostali zgodę na badania na ludzkich zarodkach. To pierwszy taki przypadek w Europie
Naukowcy chcą sprawdzić, które geny są niezbędne do tego, by zarodek rozwinął się w zdrowe dziecko. - Poronienia i niepłodność są bardzo częste, nie są jednak dobrze poznane - tłumaczy stacji BBC dr Kathy Niakan z Instytutu Francisa Cricka w Londynie. Jej badania mają przynieść odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wiele zarodków obumiera. Szacuje się, że na 100 zapłodnionych komórek jajowych tylko 13 przeżywa powyżej trzech miesięcy.

Program badawczy ma wystartować w marcu. Kontrowersje wywołuje fakt, że dr Niakan będzie w tym celu edytować geny ludzkich zarodków. Zgodziła się na to brytyjska agencja zajmująca się kwestiami zapłodnienia i rozwoju zarodkowego (Human Fertilisation and Embryology Authority).

Molekularne kopiuj wklej

Edytowanie genów to prostsze określenie techniki CRISPR/Cas, która w 2014 roku została uznana za przełomową przez prestiżowe pismo "MIT Technology Review". Czasem nazywa się ją molekularnymi nożycami, a sposób działania opisuje jako "kopiuj wklej". Polega bowiem na dokonywaniu precyzyjnych zmian w sekwencji DNA: wycinaniu konkretnych genów i zastępowaniu ich innymi.

Naukowcy na całym świecie dokonują dzięki niej zmian we wszelkich możliwych organizmach. Np. Amerykanie pochwalili się tym, że zmodyfikowali komary tak, by uniemożliwić im przenoszenie malarii, Chińczycy ogłosili przyjście na świat pierwszych makaków z zarodków, w których zmutowali trzy różne geny.

Problem pojawia się, kiedy tę samą technikę próbuje się zastosować do komórek ludzkich. Nowa metoda pozwala na interwencję już na etapie komórki jajowej, nasienia i wczesnych stadiów zarodków. Nietrudno sobie więc wyobrazić, że może to doprowadzić do tworzenia "dzieci na zamówienie". Co więcej, sztucznie zmienione geny byłyby dziedziczone przez kolejne pokolenia.

Niebezpieczne modyfikacje

A to wywołuje obawy samych naukowców. - Dziedziczone modyfikacje ludzkiego materiału genetycznego niosą ze sobą duże zagrożenie, a potencjalny zysk dla zdrowia jest na razie bardzo znikomy - napisali w ub. roku na łamach "Nature" przedstawiciele Stowarzyszenia na rzecz Medycyny Regeneracyjnej, które zrzesza ok. 200 instytucji, w tym firm farmaceutycznych i instytutów badawczych z całego świata. Ostrzegali, że nie wiemy, jakie mogą być skutki ewentualnych interwencji w ludzki genom. Mogą przecież wywołać kolejne, niechciane mutacje.

W grudniu wybitni eksperci w tej dziedzinie spotkali się na konferencji w Waszyngtonie. Zgodzili się co do jednego - edytowanie genów ludzkich zarodków do celów innych niż badawcze powinno być zabronione. A już na pewno nie można używać "poprawionych" komórek do zapłodnienia in vitro.

Brytyjka nie łamie więc memorandum z Waszyngtonu. Będzie prowadzić badania na zarodkach tylko do kilku dni po zapłodnieniu. Jest to etap blastocysty, która liczy 200-300 komórek i w warunkach naturalnych zagnieżdża się w śluzówce macicy. Brytyjczykom nie będzie wolno wszczepić zmodyfikowanego zarodka do narządów rodnych kobiety.

Młoda, wadliwa technika

Dla niektórych to jednak kolejny krok w stronę możliwego modyfikowania zarodków. Wcześniej do prowadzenia podobnych badań z użyciem tej metody przyznali się tylko Chińczycy. By nie narazić się na zarzuty o naruszenie zasad etycznych, użyli komórek jajowych, które nie zostały prawidłowo zapłodnione. Wniknęły do nich po dwa plemniki, więc i tak nie urodziłyby się z nich dzieci. Próbowali zmienić gen odpowiedzialny za wrodzoną chorobę, niedokrwistość tarczowatokrwinkową. Ale im się to zupełnie nie udało. Użyli 86 embrionów, ale tylko w kilku udało się podmienić wadliwy fragment DNA. - To jeszcze zbyt niedojrzała technika. Żeby stosować ją do normalnych embrionów, jej wydajność musi być zbliżona do 100 proc. - mówił tygodnikowi "Nature" prof. Junjiu Huang, szef zespołu.

Prawo ciągle nie nadąża za rozwojem nauki, w wielu krajach brakuje stosownych regulacji. Wielka Brytania jest wyjątkowa - ma wpisany w przepisy zakaz edycji genomu w celach leczniczych, o zgodę na badania trzeba się każdorazowo zwracać do rządowej agencji. W Stanach Zjednoczonych zaś takie badania ograniczają Narodowe Instytuty Zdrowia, które nie przyznają na nie swoich grantów. W 2015 r amerykańscy naukowcy wystąpili z apelem, żeby tego rodzaju eksperymenty mogły być finansowane ze środków publicznych, na co na razie nie ma zgody. Podobnie jest w przypadku pieniędzy, które na badania rozdziela Unia Europejska (program "Horyzont 2020").



Więcej o: