Oto niesamowita historia Bartka, który urodził się bez stopy i... biega. 1 procent ma sens!

Bartek, by móc normalnie żyć potrzebuje stałego protezowania lewej stopy. Uwielbia też biegać, ale to tego potrzebuje następnej specjalistycznej protezy. Kolejnej w ciągu roku
4,5-letni Bartek Orzechowski urodził się bez lewej stopy. Rodzice chłopca - Karolina i Damian - nie byli na to przygotowani. Przez całą ciążę lekarze zapewniali ich, że wszystko jest w porządku, a ich syn rozwija się prawidłowo. Początkowy szok, niedowierzanie i strach przekuli w żelazne postanowienie: Bartek musi mieć szczęśliwe dzieciństwo i - w miarę możliwości - normalne życie.



Pierwsze dwa miesiące chłopiec spędził w szpitalach. Kolejne badania wykluczyły chorobę genetyczną i zaburzenia rozwojowe. Bartek miał pecha - z nieznanych przyczyn pasma owodniowe amputowały mu stopę w pierwszym trymestrze ciąży. Dziś chłopiec jest uśmiechniętym i ciekawskim przedszkolakiem. - Nie będę oczywiście obiektywny, ale Bartek jest świetnym dzieckiem. Niezwykle żywiołowym. Uwielbia biegać, prawdę mówiąc rzadko kiedy chodzi. Jest bardzo bystry i dużo rozumie z tego, co się wokół niego dzieje. Dla nas nie jest niepełnosprawny - zapewnia Damian Orzechowski.

Pasją chłopca są pociągi. - I trudno się dziwić, gdy dziadek jest kolejarzem - śmieje się Karolina. - Nie interesują go bajki, uwielbia oglądać krótkie filmiki o pociągach na YouTube - dodaje Damian.

Bartek to także dziecko zawodów. Od pierwszego roku życia towarzyszy tacie podczas różnych biegów w całym kraju. - Jeździ z nami po całej Polsce, żyje zawodami, uwielbia tę atmosferę. Zresztą trudno się dziwić: ma tu same ciocie i wujków, którzy go rozpieszczają - przyznaje Damian.

1 procent na protezy

Aby normalnie żyć, Bartek potrzebuje stałego protezowania. Jedna proteza starcza na kilka miesięcy, maksymalnie pół roku, ale zdarza się, że protezę trzeba wymienić już po miesiącu. Kilka razy w roku Bartek jedzie z rodzicami z Kielc do Tarnowskich Gór, gdzie czekają na niego specjaliści z pracowni protetycznej. Każdy taki wyjazd i zakup kolejnej protezy to koszt ok. 5 tys. zł.

- A to są zwykłe protezy, w których Bartek może tylko chodzić. Nie można ich zamoczyć, więc jeśli chcielibyśmy pójść na basen, czy pojechać w wakacje nad morze, potrzebujemy kolejnej, specjalnie zaprojektowanej do używania w wodzie.

Bartek uwielbia też biegać, ale to tego potrzebuje następnej specjalistycznej protezy - wylicza Damian.

Chłopiec bardzo szybko rośnie, a to oznacza kolejne zmiany. - Im Bartek będzie starszy, tym protezy będą wymagały rzadszych zmian. Będą za to kosztowały dużo więcej, bo nawet około 40 tys. zł - mówi Karolina.

Dlatego od czterech lat na Bartka można przeznaczyć 1 procent swojego podatku. - To dla nas ogromna pomoc, największy zastrzyk gotówki w ciągu roku. Żadne inne działanie, które podejmujemy, nie przynosi aż takich finansowych efektów. W jednym roku udało nam się zebrać rekordowe 40 tys. zł!

Im Bartek jest starszy, wpłaty są, niestety, coraz mniejsze. A potrzeby wciąż ogromne. Dlatego każdy kolejny przekazany procent jest dla nas tak ważny - mówi Damian. - Zbieramy pieniądze tylko na protezy. W tej chwili zgromadziliśmy fundusze, które w przyszłości pozwolą kupić trzy protezy. Na całe życie to jest nic. Dlatego nie możemy przestać działać - dodaje Karolina.

Drużyna Bartka

Przekazanie 1 procentu Bartkowi to tylko jedna z możliwości pomocy. Pasją taty chłopca jest bieganie. - Kiedy Bartek się urodził, bardzo przytyłem. Chcąc zrzucić zbędne kilogramy zacząłem biegać, a z czasem pomyślałem, że mogę to wykorzystać do promowania pomocy dla Bartka. Tak powstała akcja "Biegnę, żeby Bartek mógł biegać" - opowiada Damian.

W różnych miastach w kraju i na świecie funkcjonuje "Drużyna Bartka". Każdy może zostać jej członkiem, wystarczy, że zgłaszając się do biegu, w rubryce "klub/drużyna" lub "coś o sobie" wpisze "Biegnę, żeby Bartek mógł biegać". Można też kupić koszulkę z takim hasłem.

- Do dziś rozesłaliśmy około 400 takich koszulek-cegiełek. W każdym mieście w Polsce jest ktoś od nas - zdradza Damian.

Raz w roku w Kielcach odbywa się także, organizowana przez Świętokrzyskie Stowarzyszenie Biegaczy sieBIEGA, którego Damian jest wiceprezesem, "Piątka dla Bartka", charytatywny bieg na 5 km, z którego cały dochód przekazywany jest Bartkowi. W ubiegłym roku na starcie stanęło blisko tysiąc osób. Kolejny bieg już w czerwcu.

Ich maraton

Orzechowscy są obecnie w trakcie zakładania własnej fundacji "Nasz maraton". - Mamy w sobie ogromną potrzebę odwdzięczenia się za pomoc, którą dostaliśmy i wciąż dostajemy od wielu ludzi. Przez te wszystkie lata dojrzewaliśmy do tej decyzji i dziś chcemy zacząć wspierać dzieci i rodziców, którzy znaleźli się w podobnej do naszej sytuacji - tłumaczy Damian.

Rodzina chce zaoszczędzić innym wielu problemów, których sama doświadczyła. - Kiedy dowiedzieliśmy się, że nasz syn nie ma stopy, nie wiedzieliśmy, co mamy robić, gdzie się udać po pomoc. Nie było - przynajmniej w Kielcach - miejsca, w którym moglibyśmy się dowiedzieć krok po kroku, jak działać, gdzie uzyskalibyśmy jakiekolwiek wsparcie. Zostaliśmy pozostawieni samym sobie. A pierwsza proteza Bartka to była totalna porażka. Mogliśmy zrobić krzywdę naszemu synkowi - wspomina Karolina.

Teraz sami pomagają

Takich dzieci jak Bartek jest bardzo dużo. Do Orzechowskich cały czas zgłaszają się rodzice niepełnosprawnych maluchów. - Ci ludzie szukają informacji i tak trafiają na naszą stronę. Kontaktują się z nami, by uzyskać odpowiedzi na pytanie, jak radzić sobie w sytuacji, która ich przerasta. To tak, jakbym słyszał siebie sprzed pięciu lat. Wiele osób z problemami spotykamy też w Tarnowskich Górach. Pomagamy sobie nawzajem, ale chcemy zacząć to robić w sposób formalny. Tym bardziej że przykład Bartka, który dziś skacze, biega i niemal przez cały czas się uśmiecha, pokazuje, że naprawdę można coś zrobić - dodaje Damian.

Więcej informacji o Bartku, jego rodzicach i licznych działaniach, które podejmują można znaleźć na stronie www.naszmaraton.pl.

Więcej o: