"Nie wiem, czy wystarczy sił na kolejny film"

- Kiedy siedzę, to wydaje mi się, że jestem w pełni sił. Ale kiedy po rozmowie będę wracał na parking, zapewne kilka razy przystanę, bo nogi odmówią posłuszeństwa - mówi reżyser Janusz Majewski w rozmowie z Kubą Dobroszkiem.

KUBA DOBROSZEK: Zwichnął Pan rękę.

JANUSZ MAJEWSKI: Nadwerężyłem. Byłem na prześwietleniu - wszystko jest w porządku, ale ból pozostaje. Bardzo chciałbym zekranizować ?Czarnego mercedesa?, jednak z każdym miesiącem mogą pojawić się kolejne dolegliwości, nie wiem, czy wystarczy sił.

Nie wygląda Pan na osłabionego.

Kiedy siedzę, to wydaje mi się, że jestem w pełni sił. Ale kiedy po rozmowie będę wracał na parking, zapewne kilka razy przystanę, bo nogi odmówią posłuszeństwa. Wie pan na co nigdy nie zwracałem uwagi?

Na co?

Na przykład, że starsi ludzie używają lasek. Że chodzą wolniej, częściej odpoczywają. Że to normalny stan rzeczy. Pewien znajomy powiedział mi kiedyś, że jego głowa pracuje doskonale, ale nogi już nie te. Myślałem, że to taki kalambur, a to chyba dopada większość ludzi.

Zniechęca to Pana?

Trochę pewnie tak.

Trochę?

Gdybym zaczął się tym rzeczywiście przejmować, to odechciałoby mi się wszystkiego. A jest zupełnie inaczej - im bardziej zaangażuję się w pewną ideę, tym rzadziej myślę chociażby o tych nogach.

Był jakiś konkretny moment, kiedy zaczął się Pan przejmować starością?

Nie, to przychodzi stopniowo, ale nieubłaganie. Jesteśmy jak stare samochody - jeszcze na chodzie, ale już nie na wyścigi.

To nie ma Pan teraz takiej potrzeby spieszenia się? Możliwie najbardziej intensywnego realizowania kolejnych projektów, bo czasu może wkrótce zabraknąć.

Miłe spostrzeżenie. Oczywiście, że mam. Gdyby właśnie podszedł do mnie obcy mężczyzna z walizką i powiedział: ?W tej walizce mam osiem milionów. Są pańskie, na realizację ?Czarnego mercedesa?, to wziąłbym od razu! Wiem, co chcę opowiedzieć tą historią.

Rozumiem, że życie nie jest takie proste.

Nie jest. Ja muszę napisać scenariusz, złożyć go w odpowiednich organizacjach, aplikować o określone kwoty, szukać pozostałych funduszy...

W przypadku ?Excentryków? łatwo poszło?

To była droga przez mękę! Spotkania z przeróżnymi bankami, instytucjami. No i też objawiał się ten czynnik starości

To znaczy?

Kiedy zabierano mnie na rozmowy w sprawie budżetu, potencjalni inwestorzy na pewno dziwili się: ?Co? Ten dziadek będzie robił film? Przecież to jest domena młodych ludzi!?

Poważnie?

Teraz będę radził producentom, żeby zabierali ze sobą młodych, znanych aktorów grających w filmie.

Ale nie zamierza Pan rozstać się z kinem? Bo już kilka razy Pan się rozstawał.

Słowa o odejściach to przeważnie kokieteria.

To po co ona Panu?

Tak się mówi, kiedy brak konkretnych planów, pomysłów. A kiedy one w końcu przychodzą, to te złe postanowienia i obietnice się zmienia.

A więc jednak ZŁE... Mam Pana!

Z dzisiejszego punktu widzenia, gdybym był konsekwentny i odmawiał kolejnych produkcji, to wiele bym stracił. Bo to jest łańcuszek: kończy pan film, zaczyna książkę. Rozpędzona maszyna, energii jakby więcej. Pasja, która musi znaleźć ujście. Zapomina się o zdrowiu

I tak wyreżyserował Pan ?Excentryków? oraz napisał ?Czarnego mercedesa?, którego chce Pan teraz zekranizować.

Od początku, pisząc ostatnią powieść, myślałem obrazami i filmowymi dialogami. To wynika z gatunku mojej wyobraźni: pamiętam obrazy, twarze, a zapominam o nazwiskach. Mania szczegółu.

Jak Tarkowski.

Kolekcjonowałem w życiu wiele rzeczy, na przykład laski. Do podpierania, nie panienki. Wszystko mam dokładnie poukładane w głowie, niczym fotografie. Chyba bardzo reżyserskie przyzwyczajenie, prawda?

Stoi Pan trochę w opozycji do wielu współczesnych rodzimych pisarzy, dla których forma przewyższa treść. Od dawna mówi się, że polska proza jest fantastyczna, ale kompletnie nieprzekładalna na obce języki.

Ale ja też przywiązuję ogromną wagę do języka. Staram się, żeby był wyszukany, bogaty. Dbam o kondycję naszej mowy, która jest trudna. Kino nauczyło mnie, że na przykład język angielski ma zupełnie odwrotną właściwość.

Jaką?

W bardzo zwięzły sposób może pan wypowiedzieć złożoną myśl. Dlatego rytm i tempo anglojęzycznych filmów jest, siłą rzeczy, inne. Nie mówiąc już o warstwie dźwiękowej - polski język, przez te szeleszczące zgłoski, fatalnie się nagrywa. Ja coraz słabiej słyszę, więc przywiązuję do tego wagę. Co widać w ?Excentrykach?.

 

Włodzimierz Kowalewski stwierdził, że ?Excentrycy? to bajka. Zgodzi się Pan?

Tak. Szczególnie wersja filmowa.

Bajkę cechują dobre zakończenia. A w ?Excentrykach? chyba go brakuje.

Dlaczego? Przecież ich muzyka będzie trwała. Jazz jest moim ukochanym gatunkiem - motywuje mnie od dzieciństwa. Poznałem go tuż po wojnie i do dzisiaj jestem wielbicielem. Upodobałem sobie zwłaszcza okres big-bandów i swingu.

Była wewnętrzna presja? W końcu w filmie opowiadał Pan o swojej wielkiej fascynacji.

Presja może nie. Ambicja - już tak. I chyba się udało, bo poruszyłem te same sentymentalne struny w pamięci moich przyjaciół. Opowiedzieli, że z rozkoszą wrócili do tamtych lat. Do czasów, kiedy nocami czasem udało się złapać zanikające fale radiowe i odsłuchać ukochany przebój.

A młodzi? My niemal całą muzykę tego świata możemy zamknąć w urządzeniu wielkości pudełka zapałek.

Chciałem wam pokazać, że utwory, których słuchacie, mają jakieś swoje korzenie. One nie pojawiły się na świecie ot tak. Wciąż uważam, że rytm i swing to najważniejsze aspekty w muzyce. Linia melodyczna czyni cuda, a czar zawsze przezwycięża nowe technologie. Przyswajajmy nowości, ale starajmy się je oswajać.

Jak Pan myśli, ?Excentrycy? spodobały się pani premier?

Wątpię.

Beata Szydło krytykowała ?Idę?, prof. Gliński obiecuje filmy patriotyczne, a jakiś czas temu Jarosław Kaczyński zapowiadał, że jeśli PiS dojdzie do władzy, to w Polsce będą powstawały tylko filmy ?słuszne?.

Rząd źle wyjdzie na wtrącaniu się w politykę kulturalną. Już wcześniej politycy, zwłaszcza w okresie PRL-u, byli przekonani, że uda im się wpłynąć na artystów. W jakimś stopniu pewnie to wychodziło, ale na dłuższą metę były to działania samobójcze. Posłom brakuje wyczucia tandety. Na świecie kręci się mnóstwo filmów, a wie pan ile trafia na ekrany?

Prawie połowa?

Zaledwie dwadzieścia procent. Reszta tkwi w różnych magazynach, czekając na swoją szansę.

To skąd w PiS te motywacje?

Rozumiem, że próbuje się wmówić ludziom, że cenzura, że ingerencje Państwa są potrzebne i słuszne. Strasznie to wszystko naiwne, ale kwestie polityczne nie są rejonami, w których dobrze się czuję.

Ale o pomyśle kręcenia ?filmów patriotycznych? musi Pan mieć jakieś zdanie.

Można sobie ostatecznie wyobrazić fantastyczny film, taki w stylu hollywoodzkim, który jest patriotyczny w takim sensie, o jaki chodzi prawicowym ideologom.

Czyli jakim?

Że na przykład próbujemy zainteresować świat jakimś polskim zwycięstwem historycznym. Albo obrazem ważnej dla nas epoki. W okresie Jagiellonów Polska była przecież mocarstwem na skalę europejską! A może o tym zapominamy?

A więc idea słuszna, ale źle sprzedawana ludziom, tak?

W ogóle nie dziwię się, że termin ?kino patriotyczne? budzi jak najgorsze skojarzenia.

Przecież patriotyzm to piękna sprawa!

Nie neguję tego, ale proszę spojrzeć na dotychczasowe produkcje, sygnowane jako ?filmy patriotyczne?. W większości były to komercyjne szmiry typu ?Bitwa pod Wiedniem?.

Ponoć historia Dywizjonu 303 ma ogromny potencjał komercyjny. Łukasz Palkowski będzie robił taki film.

Rzeczywiście, to bardzo obiecująca produkcja. Czesi już zrobili kilka filmów o swoich bohaterskich lotnikach. Tylko że oni nie mają tak nabożnego stosunku do swojej historii.

No dobrze, to krótka piłka: gdyby przyszedł do Pana prof. Gliński i zaproponował wyreżyserowanie filmu o Rotmistrzu Pileckim - zgodziłby się Pan?

(śmiech)

Czyli tak?

Bardzo chciałbym zekranizować ?Czarnego mercedesa?. I mam nadzieję, że wystarczy mi sił.

Czarny mercedes

Janusz Majewski - mistrz stylu - w prawdziwie akuninowskiej opowieści o nadkomisarzu Rafale Królu, który ma rozwikłać tajemnicę śmierci pięknej młodej kobiety w okupowanej Warszawie. Zbrodnie, namiętność, tłumione instynkty, zakazane związki. Nielegalny handel nieruchomościami na rzecz głodującego getta, rozgrywki w niemieckich służbach, polskie podziemie. Tajemnica goni tajemnicę, w tle Warszawa i Lwów - i ich zaskakujące wojenne oblicza. Getto z drogą restauracją, markowym szampanem i śpiewającą Wierą Gran Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Janusz Majewski - reżyser ponad stu filmów i spektakli Teatru Telewizji. Wielokrotnie nagradzany i nominowany do wielu nagród. W latach 1983-1990 przez dwie kadencje był Prezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Filmowców Polskich, od roku 2006 jest Honorowym Prezesem Stowarzyszenia. Autor książek: "Retrospektywka", "Ostatni klaps", "Po sezonie", "Siedlisko", "Zima w Siedlisku", "Mała matura", "Ekshibicjonista", "Glacier Express 9.15".