Czy można lepiej czuć się w więzieniu niż na wolności?

Tak, jeśli więzienia nie traktuje się jako więzienie, tylko dom - a wręcz cały świat. To zaledwie jedna z refleksji towarzyszących seansowi "Pokoju" Lenny'ego Abrahamsona (autor m.in. "Franka" o charyzmatycznym muzyku ukrywającym twarz pod wielką maską).
Sięgając po powieść Emmy Donoghue, reżyser bardzo inteligentnie rozkłada akcenty. Choć historia opowiadana jest z perspektywy chłopca, pięcioletniego Jacka, warto przyjrzeć się postaci matki od lat okradanej z godności przez oprawcę.



Joy (Brie Larson) została porwana jako młoda dziewczyna. Jednak mimo sytuacji, w jakiej się znalazła, przepełniona miłością do syna, którego urodziła w niewoli, zdobyła się na coś niezwykłego: obróciła swój koszmar w bajkę, tworząc dla niego magiczną namiastkę świata na kilkunastu metrach kwadratowych. Dzięki ogromnej determinacji, sile wyobraźni i pomysłowym rytuałom wnętrze marnej szopy, gdzie są przetrzymywani, zmienia się nie do poznania - także z pomocą przemyślanej pracy kamery Danny'ego Cohena. Jakie emocje i myśli muszą kłębić się głowie młodej kobiety, gdy decyduje się zaplanować ucieczkę? Przecież posyła dziecko w nieznane.

Jednak trzymająca w napięciu sekwencja ucieczki to właściwie dopiero początek. Trudno pisać o "Pokoju", nie zdradzając tego zwrotu akcji. Tym bardziej, że dla reżysera najbardziej interesujące jest to, co następuje potem - czyli konsekwencje przeżytej traumy. Joy czeka trudny powrót po brutalnej rozłące z rodziną i światem, który znała. Dla Jacka wszystko będzie nowe, a przez to przerażające. Chłopiec jest oszołomiony i zagubiony, dotąd całym jego światem był tytułowy pokój. Teraz przestrzeń przestała mieć bezpieczne granice. Jack nie ma przewodnika w postaci matki, która zawsze była przy nim i tylko dla niego, chroniła go. Bo kiedy Joy nie musi już funkcjonować w stanie ciągłej gotowości, ze wzmożoną siłą dopadają ją bolesne doświadczenia. W dodatku każdy czegoś od niej chce. Brie Larson potrafi wygrać to bez zbędnych fajerwerków, subtelnie, ale na tyle czytelnie, byśmy zrozumieli dramat jej bohaterki. Nie zdziwię się, jeśli do nagród, które aktorka już zdobyła, za chwilę dołączy Oscar.

Film Abrahamsona, zbudowany na paradoksach wynikających z indywidualnych różnic w postrzeganiu przestrzeni (czy rzeczywistości w ogóle), zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Odkrycie Brie Larson

Oglądając "Pokój", trudno rozpoznać w niej pucołowatą dziewczynę, w której nie tak dawno w komedii "21 Jump Street" podkochiwał się Jonah Hill, czy zbuntowaną córkę Toni Collette z serialu "Wszystkie wcielenia Tary". Urodzona w 1989 roku Larson, tak naprawdę nazywa się Brianne Sidonie Desaulniers, ale za radą babci występuje pod łatwiejszym do wymówienia i zapamiętania panieńskim nazwiskiem prababci. Debiutowała już jako dziewięciolatka skeczami w "The Tonight Show with Jay Leno". W filmie pojawiła się rok później, w 1999 roku jako. słodki aniołek. Grywała również w serialach, co pozwalało załatać domowy budżet, gdy po rozwodzie zamieszkała z matką i siostrą. Studiowała aktorstwo na American Conservatory Theater w San Francisco. Pierwsze nagrody przyniosła Brie rola opiekunki w ośrodku wychowawczym dla młodzieży z "Przechowalni numer 12". Ostatnio zagrała młodszą siostrę "Wykolejonej" Amy Schumer, a wcześniej wystąpiła m.in. w filmach "Don Jon", "Scott Pilgrim kontra świat" czy "Greenberg" z Benem Stillerem, by wymienić tylko te pokazywane na polskich ekranach. W przyszłym roku zobaczymy ją w "Kong: Skull Island", czyli nowej wersji "King Konga". Larson ma za sobą również doświadczenie po drugiej stronie kamery. Poza tym śpiewa i pisze piosenki: w 2005 roku wydała debiutancką płytę "Finally Out of P.E." trafiła na listę Billboardu.

Więcej o: