Czy tak wygląda nowy Bond? Znamy głównego kandydata do tej roli!

Brytyjski aktor Tom Hiddleston, od dawna będący w gronie kandydatów do roli 007 po Danielu Craigu, stwierdził, że zagranie Bonda byłoby "niezwykłą szansą". Czyżby toczyły się już rozmowy?
35-letni Anglik doskonale znany i fanom kinowych superprodukcji - jako Loki z filmów "Thor" oraz "Avengers", i wielbicielom Szekspira - jako "Koriolan" w spektaklu z cyklu National Theatre Live oraz Henryk V w miniserialu "The Hollow Crown", w niedzielnym wydaniu londyńskiego "Timesa" stwierdził, że jest wielkim fanem serii o Bondzie. I że propozycja zagrania Agenta Jej Królewskiej Mości byłaby "niezwykłą szansą", do której byłby przygotowany także od strony fizycznej.



W to, że Tom Hiddleston doskonale nadaje się do roli 007, nie wątpią ani jego liczne fanki (zwane Hiddlestoners), ani ci, którzy widzieli go w nowym miniserialu BBC "The Night Manager", w którym aktor wciela się w rolę byłego żołnierza, który zostaje tajnym agentem. Już po emisji pierwszego odcinka 21 lutego w internecie zaroiło się od komentarzy mówiących, że dla Hiddlestona rola w ekranizacji powieści Johna Le Carre to przesłuchanie do roli Bonda. A im dalej w serial tym takich głosów więcej. Przepytywany na okoliczność zagrania najsłynniejszego szpiega aktor stwierdził, że zawsze był wielkim fanem serii. I że pochlebia mu, że jest wymieniany wśród potencjalnych następców Daniela Craiga, choć 12 miejsce w sondzie tygodnika "Time" nie było szczególnie wysokie, a wśród kontrkandydatów "znalazło się ze stu aktorów w tym Angelina Jolie".

Spekulacje, że "Spectre", 24 film o 007 będzie jednocześnie ostatnim, w którym Bonda zagra Daniel Craig pojawiły się po serii kontrowersyjnych wypowiedzi 48-letniego aktora. Craig stwierdził m.in., że "prędzej podetnie sobie żyły", niż znów zagra Bonda oraz że jeśli zdecyduje się jednak zrobić to po raz piąty to "tylko dla pieniędzy". W kinie okazało się zresztą, że zakończenie "Spectre" może być odczytywane jako pożegnanie - Bond odchodzi w siną dal z dziewczyną u boku.

Co dałaby Bondowi zamiana Craiga na Hiddlestona? Przede wszystkim 007 stałby się znów dżentelmenem. Hiddleston to pochodzący z dobrej rodziny absolwent słynnej szkoły dla chłopców Eton (był dwa lata wyżej, niż książę William) oraz filologii klasycznej w Cambridge i aktorstwa w Royal Academy od Dramatic Art. I to nie tylko widać w jego twarzy, ale też słychać - ma zabójczy akcent. Ale byłby to dżentelmen potrafiący bez mrugnięcia okiem strzelić komuś w twarz czy uderzyć kobietę. Bohaterowie Hiddlestona nie raz prezentowali okrucieństwo, także psychiczne. Ci, którzy zarzucali Craigowi, że wygląda bardziej na ochroniarza, niż na wyrafinowanego szpiega (tak, zdarzało się to nawet po premierze ostatniego filmu), mieliby w końcu agenta bardziej odpowiadającego swoim wymaganiom. A że Craig nie jest już związany kontraktem z najdłuższą kinową serią na świecie, droga dla jego następcy jest otwarta.

U bukmacherów Hiddleston jest na razie na szóstym miejscu (płacą 10:1). Na pierwszym jest 38-letni Tom Hardy, z którego byłby raczej Bond podobny do tego granego przez Craiga, na drugim zaś 43-letni czarnoskóry Idris Elba czyli serialowy "Luther". Za nimi znaleźli się znany z serialu "Homeland" 45-letni rudowłosy Damian Lewis, najładniejszy z krasnoludów z "Hobbita" (oraz gwiazda serialu "Poldark. Wichry losu"), 32-letni Aidan Turner oraz Superman czyli 32-letni Henry Cavill.

Barbara Broccoli, producentka filmów o Bondzie, twierdziła co prawda, że jej zdaniem Daniel Craig zagra Bonda po raz piąty. Mimo, że już nie musi. Może jednak zmiana na Hiddelstona wyszłaby serii na dobre?

Więcej o: