Ostatni film Marcina Wrony. "Demon" wychodzi na DVD

Bardzo żałuję, że "Demon", trzeci film Marcina Wrony, jest zarazem jego filmem ostatnim. Reżyser bowiem rozwijał skrzydła, widać było, że ma wiele do powiedzenia, wiele do zaoferowania. Niestety we wrześniu ubiegłego roku odebrał sobie życie. Miał 42 lata. Zostały filmy, w tym ten najnowszy, który właśnie trafił na sklepowe półki. Jeśli nie obejrzeliście go w kinach, koniecznie to teraz naprawcie. "Demon" to opowieść o tajemnicy z przeszłości, która zatruwa przyszłość. I o tym, że na nieszczęściu innych nie da się zbudować nic trwałego. Oto we wsi "za wodą" zjawia się sympatyczny obcokrajowiec, Piotr zwany Pytonem, który poślubić ma córkę miejscowego bogacza, urodziwą Żanetę. Wesele ma się odbyć w stodole obok należącego do dziadka narzeczonej domu, w którym młodzi mają potem zamieszkać. W czasie przygotowań do wesela ugoszczony po polsku przez przyszłego szwagra Piotr po pijanemu przewraca koparką drzewo. W wyrwie w ziemi mężczyzna znajduje szkielet. Oszołomiony traci przytomność. Szybko dochodzi do siebie, w pierwszej chwili nie przywiązuje wagi do znaleziska. Ślub odbywa się normalnie, ale na weselu, wśród licznych gości, kapeli rżnącej od ucha ludowe przyśpiewki, z panem młodym zaczyna dziać się coś dziwnego. Ten wieczór miejscowi zapamiętają na długo. A jaki będzie miał wpływ na życie Piotra, Żanety i ich bliskich? To już trzeba zobaczyć. Zwłaszcza że "Demon" to nie tylko trzymający w napięciu obyczajowy... horror, ale też prawdziwy popis aktorski, szczególnie Adama Woronowicza w roli lekarza abstynenta.



Więcej o: