25-latek z Łodzi robi batony ze świerszczy. Będzie hit?

Owady robią coraz większe zamieszanie na rynkach spożywczych: świat właśnie obiegł news, że w hodowlę świerszczy zainwestowała siostra założyciela Facebooka - Arielle Zuckerberg. Tymczasem w Łodzi mieszka sobie 25-latek, który już od kilku miesięcy produkuje batony i płatki śniadaniowe z tych owadów
Firma Jacka Janickiego oferuje batony ze świerszczy w czterech smakach: kakaowym, kawowym, naturalnym i śliwkowym. Opakowanie siedmiu sztuk marki Ronzokosztuje niemało, bo 42 zł. Ale chętnych - jak mówi nam Janicki - nie brakuje. A ponoć to dopiero początek, bo idą złote czasy dla jedzenia z owadów.



Rozmowa z Jackiem Janickim (25 l.), szefem firmy Ronzo

Michał Stangret: Skąd pomysł by zacząć robić jedzenie ze świerszczy?

Jacek Janicki: - Zauważyłem, że z Zachodu, w szczególności ze Stanów coraz częściej napływały informacje o tym, że w przyszłości trzeba będzie produkować żywność z owadów. Impulsem zainteresowania świata owadami był fakt szybko zwiększającej się liczby ludności. Analizy mówią, że do 2050 roku przybędzie kolejny miliard ludzi na świecie. Populacja osiągnie sumę 9 miliardów. A powierzchnia do hodowli mięsa, czy innych źródeł składników odżywczych, nie jest w stanie rosnąć w tak szybkim tempie, by zaspokoić zapotrzebowanie. Ludzkość zaczęła więc poszukiwać jakiegoś alternatywnego źródła białka i wartości odżywczych. Kolejni eksperci - z ONZ na czele - twierdzili, że nie ma alternatywy poza owadami. Teraz słyszymy, że siostra Marka Zuckerberga w to wschodzi - to kolejny przykład, że coraz więcej osób dostrzega w tym potencjał. Zaczął rysować się więc jakiś poważny trend, który ma rosnąć, więc postanowiłem z tego skorzystać.

Tak po prostu?

- Przyznam, że zawsze dość dużą wagę przywiązywałem do tego by się zdrowo odżywiać, byłem na bieżąco z wszelkimi tabelami wartości odżywczych produktów. Pewnego dnia usłyszałem w radio, że larwy i owady posiadają dużo białka i od razu przyszło mi do głowy, że zacznę robić wysokobiałkowe jedzenie, bo przecież już dziś rośnie grupa osób, które chcą się świadomie i zdrowo odżywiać.

Po co akurat świerszcze?

- Po pierwsze, w porównaniu z innymi owadami, jest w nich bardzo dużo białka (stanowią ok. 69 proc.. owada), ale też innych wartości odżywczych jak: żelazo, wapń, cynk, magnez, witamina B12, nienasycone kwasy tłuszczowe omega 3 i omega 6. Do tego świerszcze inaczej się kojarzą ludziom niż przykładowo jakieś larwy.





Dlaczego właśnie batony?

- Mamy też w ofercie płatki śniadaniowe ze świerszczy, ale faktycznie batony są naszym sztandarowym produktem i na to chcemy stawiać. To idealna forma przekąski, czyli czegoś będącego w stanie dostarczyć nam szybkiego zastrzyku wartości odżywczych. Taka bomba odżywcza. Którą zawsze można mieć pod ręką, zjeść zaraz po treningu, zabrać na jakąś wycieczkę, włożyć do kieszeni wychodząc z domu.

Różnią się smakiem od zwykłych?

- Ciężko porównać je smakowo do najpopularniejszych batonów na rynku, jak Mars, czy Snickers. Są naturalne, nie używamy w ich produkcji żadnych substancji sztucznych i ulepszaczy. W ich skład wchodzą za to bakalie: śliwki suszone, morele, rodzynki, żurawina, miód, a więc są słodkie. Jeżeli ktoś jadł świerszcze być może mógłby się zorientować, ale generalnie smakowo nie czuć większej różnicy, ponieważ zawartość świerszczy wynosi ok. 10 proc. Nasz baton smakuje po prostu fajnie i naturalnie.

To są jakieś specjalne świerszcze?

- Nie są to zwierzęta łapane na łące, są specjalnie hodowane. W Polsce niestety hodowli świerszczy nie ma, sprowadzamy je z zagranicy, gdzie są w specjalny sposób przetwarzane na mączkę. My tą mączkę łączymy z innymi produktami według własnych receptur. Producenci mączki zwykle wykorzystują świerszcze w całości. Na jeden baton potrzeba mniej więcej 30 okazów.

Kto takie batony kupuje?

- Nasze produkty kierujemy przede wszystkim do segmentu "fit" i faktycznie naszymi klientami są głównie osoby aktywnie uprawiające sport, które liczą kalorie i składniki odżywcze spożywanych produktów. Ale mamy też sporo klientów, którzy chcą po prostu spróbować batona ze świerszcza na zasadzie ciekawostki. Mamy jednak świadomość, że trudniej przebić się z takim produktem do zwykłego Kowalskiego, który ma utarte przyzwyczajenia kulinarne. W wielu krajach jak Meksyk, Ameryka Południowa, Afryka, Azja ludzie są przyzwyczajeni do ich bezpośredniej konsumpcji. U nas nie.

W jaki sposób robicie z tych świerszczy jedzenie?

- To nie jest manufaktura z linią produkcyjną, większość rzeczy robimy manualnie. Wspomagamy się maszynami, ale na razie zapotrzebowanie jest jeszcze na takim poziomie, że jesteśmy w stanie mu sprostać ręcznie wytwarzając batony. Ich receptura - ilość składników, sposób przygotowania - jest dokładnie opisana i musimy się jej trzymać, żeby zachować ilość białka i kaloryczności każdego produktu. W Polsce jesteśmy na razie jedynym producentem żywności ze świerszczy. Jeśli chodzi o świat powstaje coraz więcej tego typu firm. Gdy rok temu zaczynaliśmy można je było policzyć na palcach jednej ręki, w ostatnich miesiącach widać boom: ta liczba się podwoiła, albo nawet potroiła.





Gdzie można kupić wasze batony i płatki?

- Mamy trochę zapytań od polskich sklepów zainteresowanych ich wprowadzeniem do oferty i pewnie w niedługim czasie pojawią się w sklepach stacjonarnych. Prowadziliśmy też rozmowy z większym sklepem sieciowym. Póki co, szybciej porozumieliśmy się ze sklepami za granicą. Nasze produkty już można spotkać w sklepach stacjonarnych w Wielkiej Brytanii i Austrii. Na chwilę obecną w Polsce sprzedajemy je tylko poprzez naszą stronę internetową.

Nasz główny cel teraz to właśnie wejście do polskich sklepów, to pozwoliłoby nam pokazać się troszkę szerzej. Co do przyszłości, finiszujemy wypuszczenie na rynek nowego produktu.

Co to będzie?

W ciągu miesiąca projekt pojawi się na Kickstarterze, gdzie chcemy wypromować nowy produkt. Będzie unikatowy, to coś czego jeszcze nie ma na świecie. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, bo informację o tym chcemy skoordynować z planami dot. Kickstartera.

Cena batonu wychodzi 6 zł. za sztukę.

- Nie mierzymy się z półką batonów komercyjnych, gdzie cena nie przekracza 2 zł. Stawiamy na jakość, mamy krótszy termin ważności i to wpływa na cenę. Na pewno prędko nie będzie to baton dla każdego Kowalskiego. Z drugiej strony wpisujemy się w ceny batonów proteinowych, sportowych i naturalnych, które już są na rynku. Po zjedzeniu naszego batonika na pewno organizm będzie bardziej zaspokojony niż w przypadku zwykłego.

Siostra Zuckerberga namiesza na rynku?

- W tej chwili na całym świecie żywność z owadów produkują dość małe firmy, które swoimi siłami próbują wykorzystywać tą niszę. A trzeba pamiętać, że tu potrzeba sporych pieniędzy, bo należy zmienić przyzwyczajenia wielu ludzi. Wystarczy jednak, że pojawi się jakiś duży gracz, który zacznie wprowadzać tego typu produkty do sklepów - ruszy z marketingiem, pokażą reklamami, że to jest ok. - i rynek poszybuje. Według mnie w ciągu pięciu lat tego typu produkty zostaną wprowadzone do szerszego obiegu, wejdą na półki sklepowe i nie będzie to już dla ludzi nic wielkiego.

Nie myśli pan o założeniu hodowli?

- Na samym początku były takie plany. W tym momencie jest mi do tego dalej niż bliżej. W przypadku produkcji mączki i hodowli koszty inwestycji musiałyby być dużo większe. Ale kto wie, gdy okaże się że popyt na mączkę szybko zrośnie, być może będziemy rewidować plany.

Więcej o: