Męskie majtki odporne na Wi-Fi: mają chronić przed bezpłodnością

Po farbach, którymi można wymalować sobie mieszkanie żeby chronić domowników przed promieniowaniem elektromagnetycznym (emitowanym np. przez wi-fi sąsiadów, czy przekaźniki telefonii komórkowej) przyszedł czas na majtki. Innowacyjna bielizna ma na celu ochronę mężczyzn przed ryzykiem bezpłodności
Konkretnie chodzi oczywiście o ochronę klejnotów - niem. "kronjuwelen" (klejnoty królewskie), co w swojej nazwie postanowili wykorzystać założyciele Kronjuwelen GmbH z Dusseldorfu. - Ta nazwa najlepiej określa o co nam chodzi. Nasz produkt ma chronić najbardziej drogocenny majątek każdego faceta, czyli jego płodność -tak misję swojej firmy zarysowuje czterech młodych niemieckich przedsiębiorców, którzy założyli firmę produkującą ochronną męską bieliznę.



Daniel Herter, Berno Delius, Peer-Boy Matthiesen i Nick Piepenburg poznali się podczas studiów. Siedem lat po uzyskaniu dyplomu w czasie których ich drogi się rozeszły, postanowili wrócić do pomysłu, który jak twierdzą wymyślili jeszcze na wykładach.

- Nie jesteśmy radiologami, fizykami, ani onkologami, więc nie jesteśmy w stanie określić wpływu promieniowania elektromagnetycznego na ludzkie zdrowie, ale ono jest wszędzie (komórki, wi-fi). Nie chcieliśmy dłużej bezczynnie żyć ze świadomością, że takie ryzyko może istnieć, dlatego poświęciliśmy cztery lata żeby wymyślić slipy Kronjuwelen - mówią.





Sercem "wi-fi gatek" jest innowacyjny materiał. Sami go wymyślili, a jego produkcję zlecają małej firmie w Albstadt pod Stuttgartem. W 60 proc. składa się z poliestru, 20 proc. stanowi poliamid, a pozostałe 20 proc. srebro, a dokładnie nici z domieszką srebra. To właśnie ten ostatni składnik - jak przekonują niemieccy przedsiębiorcy - odpowiada za ochronę męskich precjozów przed elektromagnetycznym promieniowaniem.

- Zatrzymuje 98 proc. promieniowania emitowanego przez telefony komórkowe i wi-fi. Dane zostały zweryfikowane i potwierdzone przez niezależne niemieckie instytuty badawcze - twierdzą.

Gatki tanie nie są: jedna para kosztuje 30 euro.

Chętni? Firma nie dzieli się danymi sprzedażowymi, pewne jest jednak to, że konkurencja nie zasypia gruszek w popiele.

Niemcy nie są jedyni: Brytyjczycy, Francuzi...

Podobne gacie zaczęli produkować też Brytyjczycy. Produkt kryjący się pod marką Wireless Armour (w wolnym tłumaczeniu "zbroja na wi-fi") powstał na bazie pomysłu brytyjskiego naukowca Josepha Perkinsa, który też wykorzystał do swego wynalazku blokujące właściwości srebra (prócz srebra w skład majtek wchodzi bawełna). Umiejętnie wplatając we bawełniane włókno srebrny pierwiastek stworzono innowacyjny materiał, który został opatentowany pod nazwą RadiaTex. Za brytyjskie majtki trzeba zapłacić 24-36 funtów.

Ciężko powiedzieć czym innowacyjny materiał Brytyjczyków różni się dokładnie od niemieckiego wynalazku. Z danych którymi chwali się producent Wireless Armour wynika, że jego majtki chronią męskie klejnoty nawet lepiej niż produkt niemieckich kolegów. - Chronią męską płodność przed 99,9 proc. szkodliwego promieniowania elektromagnetycznego emitowanego przez wi-fi, smartfony i laptopy - przekonują.

Jeszcze dalej poszli inicjatorzy francusko-amerykańskiego start-up'u Duoo Underwear : stworzyli bokserki, które w 30 proc składają się. z powlekanych ultra cienkim srebrem nici i - jak przekonują pomysłodawcy - pochłaniają już "całą energię fal elektromagnetycznych". Koszt: 60 euro. Różnią się też od konkurencji przekazem marketingowym w którym kładą nacisk na to, że bokserki powstały z myślą o mężczyznach, którzy noszą telefony w kieszeniach.





Czy wszechobecne wi-fi i komórki faktycznie są szkodliwe?

To co łączy producentów tego typu majtek to fakt, że faktycznie sporo zrobili, by zabezpieczyć się przed ewentualnymi pozwami ze strony sieci komórkowych, czy producentów wszelkiej urządzeń, które emitują promieniowanie elektromagnetyczne. Oczywiście podkreślają, że tego typu promieniowanie może być szkodliwe przyczyniając się do niepłodności, czy zmniejszając liczbę plemników w nasieniu, uszkadzając DNA, itp. Ale równocześnie zastrzegają, że nie ma na to dowodów.

Czytamy więc na ich stronach, że mamy do czynienia z "szokującym spadkiem dzietności i jakości spermy u mężczyzn", "Od 1989 ilość plemników w spermie człowieka spadła o ponad jedną trzecią. Zaskakująco dobrze koreluje to z pojawieniem się pierwszych telefonów komórkowych dostępnych masowo od 1983 roku, których liczba wzrosła z 12,4 mln w 1990 roku do 6 mld w roku 2011".

A z drugiej strony: "Nie chcemy czekać aż szkodliwe działanie zostanie w 100 procentach potwierdzone", "Zanim rząd i środowisko naukowe potwierdzą czy faktycznie mamy z tym do czynienia, wolelibyśmy chronić się teraz, a dowiedzieć możemy się później". (Wireless Armour).

Jaka jest prawda?

Od kilku lat co jakiś czas przez media przewija się temat wpływu promieniowania elektromagnetycznego na nasze zdrowie. Niedawno sami opisywaliśmy przypadek Marine Richard (39 l.) z Marsylii, która narzekała na coraz częstsze migreny, bezsenność, palpitacje serca, zauważyła też rosnące problemy z koncentracją, a nawet z pamięcią. Problemy narastały od lat. Lekarze wykluczali kolejne choroby. Kobieta zauważyła jednak, że uciążliwości ustępowały kiedy opuszczała miasto. Zaczęła podejrzewać u siebie EHS, czyli tzw. nadwrażliwość elektromagnetyczną, potocznie nazywaną "alergią na promieniowanie elektromagnetyczne". Francuski sąd właśnie uznał, że kobiecie uczulonej na wi-fi należy się renta inwalidzka, bo kobieta nie może chodzić do pracy. Czy to wydumany problem? - Trudno powiedzieć, czy wydumany. To, że są ludzie nadwrażliwi na pole elektromagnetyczne, które mogą odczuwać nawet bardzo niskie natężenia i ich organizm może na to reagować, jest tematem, który już się przewija od kilku lat - przekonywała nas dr Elżbieta Sobiczewska, ekspertka z Zakładu Ochrony Mikrofalowej w Wojskowym Instytucie Higieny i Epidemiologii.

- Ale nie ma naukowych dowodów jednoznacznie wskazujących na to, że to się dzieje. Tego typu możliwa nadwrażliwość nie jest więc - przynajmniej na razie - opisana w kategoriach jednostki chorobowych. Nie ma również badań wskazujących na jakieś objawy jednakowe dla wszystkich, z którymi tego typu nadwrażliwość mogłaby się wiązać. W przypadku tego typu doniesień operujemy w sferze subiektywnych odczuć różnych osób - wyjaśniała.

Wygląda na to, że każdy sam powinien zadać sobie pytanie, czy kupując ochronne majtki, nabija kasę cwaniakom chcącym zbić interes na ludzkim strachu, czy może po prostu kupuje sobie tzw. święty spokój i brak stresu.

Więcej o: