To miała być historia o młodym wynalazcy, który zostaje milionerem. Wyszedł wyciskacz łez

O Adamie z Lubawki, który wymyślił genialny suwak do butów pół roku temu huczał cały startupowy światek i nie tylko. Choć wynalazek sprzedaje się dziś w tysiącach sztuk dziennie, a chętni dzwonią z całego świata, to już nie do pana Adama. Młody wynalazca już nie odcina kuponów ze swojego dzieła, jak sam mówi przez własne błędy
- To rewelacyjna rzecz. Zaczyna się sprzedawać na cały świat: dzwoni Korea, Indie. Nie tylko osoby prywatne, ale też duże sieci, które chcą to wprowadzać do swoich sklepów: sprzedawcy obuwia, firmy handlujące sprzętem dla niepełnosprawnych, sklepy dziecięce, bo mamy też mniejsze rozmiary. Mamy zapytania po 50 tysięcy sztuk, to hit - mówi nam Wojciech Goduński, szef firmy Wojtex z Dalikowa k. Łodzi. Jest właścicielem wielu sieci gastronomicznych: Biesiadowo, Western Chicken, Crazy Piramid Pizza, Coffeeloffee, Rybkodajnia, lodziernie Mangatto. Od niedawna jest też właścicielem Zippedshoes, która sprzedaje innowacyjne suwaki do butów wymyślone przez Adama Tumińskiego z Lubawki (woj. dolnośląskie).





O wynalazku ochrzczonym "zipped" zrobiło się głośno w zeszłym roku. Usłyszał o nim też Goduński, skontaktował się z chłopakiem i założyli spółkę która zajęła się jego produkcją na masową skalę. - Pana Adama nie ma w mojej firmie. Nie miał możliwości przebicia, masowa produkcja wymagała inwestycji, a ja prowadzę wiele firm i to ma zupełnie inne przełożenie. Kupiłem jego patent i od kilku miesięcy Zippedshoes należy do mnie. Powstała cała fabryka, produkujemy tego kilka tysięcy sztuk dziennie - mówi nam Goduński. Zważywszy, że cena detaliczna suwaka to 39,99 zł zyski muszą być spore,

Jednak gdy zadzwoniliśmy do Pana Adama zamiast radości świeżoupieczonego milionera w słuchawce dało się wyczuć smutek chłopaka narzekającego na długi i strach przed komornikiem. Ale uwaga, jest też "happy end".

Rozmawiamy z Adamem Tumińskim (28 l.), który wynalazł urządzenie Zipped

Michał Stangret: Jak pan wpadł na pomysł tych suwaków?

Adam Tumiński: - To było jakieś dwa lata temu. Pomysł wziął się trochę z irytacji, trochę z lenistwa. Miałem buty, które ciągle trzeba było zawiązywać i rozwiązywać. Mówię: musi być jakieś ułatwienie. Przeszukałem na szybko internet i nic nie znalazłem, więc zacząłem myśleć. Z tego co znalazłem w domu i w okolicznych sklepach zrobiłem prototyp nakładki na buty sznurowane. Najprościej mówiąc to zmodyfikowany suwak, który za pomocą sznurowadeł można zamocować w każdym sznurowanym bucie i zamiast wiązać używać zamka błyskawicznego. Okazało się, że taka przejściówka faktycznie świetnie ułatwia życie i przyspiesza procedurę zakładania i zdejmowana sznurowanego obuwia. Pomyślałem, że takich osób jak ja, którym to się przyda, może być więcej. Więc zacząłem myśleć nad tym jak udostępnić wynalazek innym.

Pan jest zawodu krawcem?

- Nie, mam tylko maturę. Liceum profilowe było związane z informatyką

A czym pan się wtedy zajmował, gdy wpadł na pomysł suwaka?

- Pracowałem na linii produkcyjnej w pobliskim Krzeszowie w firmie Takata, która zajmuje się produkcją pasów bezpieczeństwa i poduszek powietrznych do samochodów. Ale zawsze miałem mnóstwo pomysłów, ze swoją "butelką imprezową" byłem nawet w programie "Dragons' Den - jak zostać milionerem" emitowanym na TV4. To była butelka posiadająca dwie zakrętki, z których jedna była ukształtowana w kieliszek druga w kubeczek. Taki zestaw plenerowy dla osób, które lubią sobie spożyć napoje wyskokowe. Było pięciu inwestorów, ale twierdzili, że choć pomysł fajny to mało wychowawczy i w to nie wejdą. Próbowałem potem sam dzwonić z pomysłem po firmach zajmujących się produkcją napojów. W Ustroniance pomysł się bardzo spodobał, sprawa stanęła na zarządzie, ale na razie nic z tego nie wyszło. Mam to opatentowane i pomysł czeka na lepsze czasy.

Z suwakiem też od razu poszedł pan do urzędu patentowego?

- Zanim to zrobiłem trochę czasu zajęło mi dopracowanie wynalazku. Szukałem metod produkcji, jakich materiałów użyć, to był długi proces. Kolega mi to zaprojektował, a gdy miałem już profesjonalny plik na komputerze, trzeba było to przełożyć na formę. W tym pomógł mi inny znajomy, który maszyną wyciął formę. Odlałem to, powycinałem, połączyłem z zamkiem, ale przydałoby się bardziej profesjonalnie. Znalazłem więc firmę, która robi takie elementy gumowe, pojechałem, przedstawiłem pomysł i zaczęliśmy produkować wstępne wersje do sprzedaży. To było jakieś rok temu.

Za darmo pewnie tego nie zrobili?

- Sfinansowałem to z własnych oszczędności, do tego udało mi się pozyskać trochę oszczędności mojego taty. Mając już wersje które dobrze wyglądały, na portalu Indiegogo zainicjowałem zbiórkę pieniędzy na ich produkcję. Udało się zebrać ponad 2,5 tys. dol. Dzięki nim mogłem zamówić pierwsze urządzenia, ustawiłem w garażu małą linię produkcyjną i zacząłem produkcję. Dzięki Indiegogo coraz więcej osób dowiadywało się o produkcie, zaczęły przychodzić zamówienia, na kilka-kilkanaście egzemplarzy dziennie, głównie z zagranicy. Dało się z tego wyżyć.

Aż w końcu zgłosił się Wojtex?

- Najpierw zaczął się szum medialny: artykuły w prasie lokalnej, w internecie, zaczęły przyjeżdżać nawet telewizje, radio. No i zaczęli się zgłaszać inwestorzy. Jedną z nich był pan Wojciech Goduński, który miał plan na rozkręcenie masowej produkcji, po kilkadziesiąt tysięcy sztuk tygodniowo. I wczesną jesienią założyliśmy spółkę. Trzeba było zakupić maszyny, uruchomić linię i ja się tym zająłem. Niestety w pewnym momencie musieliśmy się rozstać. Podpisałem dokument, że wszystko przechodzi na niego: prawo do logo, marki, domeny i patentu, który był wliczony w spółkę.

Dlaczego pan odszedł?

- To nie była do końca moja decyzja, ale nie chcę i nie mogę o tym mówić.

Został pan pewnie sowicie spłacony?

- Szczerze mówiąc jestem w długach. Boję się każdego dnia, że komornik może mnie odwiedzić. Ale zostawmy to. Ważne, że mam nowe pomysły i to na ukończeniu. Bardzo chciałbym móc pochwalić się już publicznie o co chodzi, ale dokąd nie będzie to w pełni zabezpieczone prawnie, nie mogę. Mogę tylko powiedzieć, że chodzi o odzież roboczą: to pewne ułatwienie nawiązujące do wspomnianych suwaków. Drugi projekt - również na ukończeniu - jest związany z napojami: to taki gadżet-zabawka, przeszukałem bazy patentów oraz sieć i pewne jest to, że wcześniej nikt tego nie zrobił. Nie ma to jednak związku z kubeczkiem o którym mówiłem. Oba urządzenia ujrzą światło dzienne jeszcze w tym miesiącu. Sam nie mogę się już doczekać opinii ludzi.

Pan jeszcze pracuje na taśmie?

- Nie, zajmuję się już tylko realizacją swoich pomysłów. Mam nadzieję, że tym razem stanę finansowo na nogi, jestem już trochę mądrzejszy. Teraz już wiem, że wszystkie działania biznesowe trzeba dobrze przemyśleć, w czasie podpisywania umów zawsze mieć przy sobie dobrego doradcę, prawnika. Dużo się nauczyłem na swoich błędach, ale nie można się poddawać, trzeba walczyć dalej.

Więcej o: