Stone i hot dogi, czyli rzymskie wakacje z Mazdą

Krwistoczerwony chodnik prowadził do głównego wejścia audytorium - to tu wyświetlano najważniejsze filmy La Festa Del Cinema. To był wieczór gwiazd. I tych filmowych, i tych motoryzacyjnych.

Po obu stronach wzdłuż bocznych barierek tłoczyły się gromady łowców autografów. Przed nimi grzecznie siedzieli paparazzi, ożywiający się tylko na widok pojawiających się co jakiś czas prawdziwych sław - a tych nie brakowało, do Rzymu przylecieli bowiem m.in. Meryl Streep, Viggo Mortensen i Tom Hanks.

Tego wieczoru na rzymskiej premierze swojego nowego filmu miał być obecny Oliver Stone, więc tłum był gęsty. Gdy drzwi limuzyny otworzyły się i Amerykanin pojawił się w polu widzenia, gromada fanów zafalowała i naparła: w kierunku reżysera wyciągały się dłonie dzierżące notesy, karteluszki, plakaty, DVD i książki. Wydawało się, że swój autograf Stone najchętniej składał na książce "The Untold History of the United States", którą napisał z Peterem Kuznickiem - nieortodoksyjnej historii Stanów Zjednoczonych, podkreślającej mroczne strony imperialistycznej przeszłości i teraźniejszości.

Stone w Rzymie pokazywał "Snowdena" - polityczną publicystykę, trzymającą w napięciu choć opowiedzianą spokojnie i bez fajerwerków historię najsłynniejszego whistleblowera ostatnich lat. Ale w programie festiwalu, który stawia sobie za cel pokazywanie kina ambitnego i zaangażowanego, znalazły się też polskie "Powidoki" w reżyserii Andrzeja Wajdy - reżyser miał być gościem specjalnym imprezy, lecz życie napisało dla niego inny scenariusz. W opowieści o Władysławie Strzemińskim, malarzu i artyście wiernym sztuce bez kompromisów i do końca, aż do głodowej śmierci w 1952 r., główną rolę zagrał Bogusław Linda - na czerwonym dywanie pojawił się wraz z żoną Lidią Popiel.

Równolegle do projekcji filmowych odbywała się zupełnie inna premiera. Zaczęło się od przejażdżki. Od wielu lat partnerem rzymskiego festiwalu jest Mazda, wsiedliśmy więc do klasycznych mx-5 i w kilkadziesiąt samochodów, w eskortowanej przez policję kolumnie ruszyliśmy przez Wieczne Miasto. Trasa wiodła przez całkiem filmowe miejsca, zrobiliśmy m.in. kółko wokół placu Weneckiego, znanego z "Rzymskich wakacji" z Audrey Hepburn i Gregorym Peckiem.

Wreszcie kawalkada skierowała się do kina drive-in. Zaparkowaliśmy przed ekranem nasze nieduże, zgrabne roadsterki, chwyciliśmy w dłonie nieduże, zgrabne hamburgerki i hotdożki, dostroiliśmy samochodowe radio do odpowiedniego kanału, żeby słyszeć ścieżkę dźwiękową, i zanurzyliśmy się w "Moonlight", opowieści o zmaganiach z własną tożsamością czarnoskórego mieszkańca podłych dzielnic Miami. A po filmie w Archivio Centrale dello Stato gwóźdź wieczoru - prezentacja MX-5 RF, zupełnie nowego modelu Mazdy o nadwoziu wzorowanym na charakterystycznym Porsche Targa. Trzyczęściowy, sztywny dach (chowa się część środkowa) zapewnia niezłą ochronę w przypadku gorszej pogody (w Rzymie akurat nie grozi). Otwiera się go jednym przyciskiem - znika za siedzeniami dosłownie w mgnieniu oka. Wersja MX-5 RF zadowoli nawet najbardziej wyrafinowanych miłośników kabrioletów - świetnie wygląda, jest ergonomiczna i  jednocześnie finezyjna technologicznie - wyposażona w czterocylindrowy wolnossący silnik, zaskakuje niskim zużyciem paliwa. Jedno się nie zmienia MX-5 to wciąż niesamowicie zgrabne i zwinne auto, w sam raz na rzymskie wakacje.

Więcej o: