Honda Civic - samochód jak magnes

Piotr Mieśnik
16.06.2017 12:51
A A A
Honda Civic X

Honda Civic X (fot. Honda)

Na rynku wreszcie pojawiło się auto w cenie poniżej 100 tys. złotych, przyciągające wzrok przechodniów jak magnes. W nowej Hondzie Civic zakochasz się albo ją znienawidzisz. Tertium non datur, bo wobec tego samochodu nie można być obojętnym.

Baśka miała fajny biust. No dobra, tak naprawdę to Aśka i nie biust, a tyłek. Zwracał na nią uwagę każdy. Uroda i  atrakcyjność to kwestia umowna i subiektywna. Ale czasem widzisz dziewczynę, może nie w stu procentach w twoim typie, a jednak zwracasz na nią uwagę, bo ma to "coś". No i Aśka miała tego "czegoś" dużo. Drapieżność w spojrzeniu, kolczyk w nosie i kilku innych miejscach oraz pierwszy underboobs tattoo na dzielni. Potem i biust miała fajny, bo go sobie stunningowała. Mogła być na antypodach twoich kobiecych fascynacji, a i tak zainteresowałbyś się nią, gwarantuję.

Wspomnienie Aśki wyświetliło mi się w głowie, gdy po raz pierwszy jechałem nową hondą civic. I niech cię nie oburza porównywanie kobiety do auta i na odwrót. Mówimy w końcu o dwóch zjawiskach znajdujących się na szczycie samczej piramidy Maslowa. Gdy poszedłem odebrać auto do testów, na parkingu, na którym stało wiele nowych modeli aut, od razu rozpoznałem civica. Model ten od lat słynie z odważnej stylistyki, czasami wyprzedzającej swoje czasy. I ta rzucająca się w oczy honda w czerwonym (rallye red), to musiała być ta. - A wiem tylko jedno: nic nie działa jak czerwona sukienka - śpiewał przecież Fisz, a notabene, wiedziała o tym też wspominana wcześniej Aśka.

No i nowy civic zwrócił moją uwagę, ale... nie wpadł mi w oko. Podobne odczucia miałem przy poprzednich jego modelach, włączając w to kultową już chyba hondę VIII serii w hatchbacku (z charakterystyczną szklaną listwą w miejscu grilla). Mam wrażenie, że to auto, które opuszczając fabrykę, już wygląda, jakby było stunningowane. Dla mnie linia jego nadwozia jest aż zanadto odważna. No, ale skoro mówi się, że o gustach się nie dyskutuje, to... porozmawiajmy o nich jednak trochę. Bo to, czym ja się nie zachwyciłem, wywołało niezrozumiałe dla mnie reakcje innych kierowców, stwarzających zagrożenie na drodze, gdy oglądali się za civicem, którym jechałem. Klientów biedronki, którzy robili sobie zdjęcia przy aucie, gdy wpadłem tam na krótkie zakupy, i najmłodszej obsmarkanej gawiedzi pytającej: a plose pana, co to jest za lajdówka?

Tak, chyba w sportowym i futurystycznym wyglądzie tego auta tkwi tajemnica zainteresowania, które wzbudza. Lecz niech cię nie zwiedzie powierzchowność. Model, którym jeździłem, miał wprawdzie blisko 130-konny, ale zaledwie litrowy silniczek. Prawie 11 sekund do setki z moją przypadłością (terapioodporna ciężkość prawej stopy) to niemal wieczność. Ale wiem też, że dla polskich kierowców inne parametry odgrywają rolę. Oszczędność. I tu nikt nie może być zawiedziony. Średnie zużycie benzyny w cyklu mieszanym, jakie deklaruje producent, to 5 litrów, i trzeba przyznać, że wcale mocno nie nagina rzeczywistości.

W nowej hondzie civic może nie ma gadżeciarskich wodotrysków, ale też nie powinno ich tam być. To w końcu auto, które kupisz za mniej niż 100 tys. zł (dużo mniej lub odrobinę mniej w zależności od wariantu). Tak wiem, to nadal jest mnóstwo forsy, jednak branża motoryzacyjna żyje jakby w oderwaniu od finansowej rzeczywistości klasy średniej. Za tę cenę w tym aucie jest wszystko, co być tam powinno: najnowsze systemy bezpieczeństwa i bajery na miarę naszych czasów. To, plus zapierający dech w piersiach wygląd, sprawia, że nowy civic jest rzeczywiście jak magnes. Nielicznych zniechęci i odepchnie, ale większość jednak przyciągnie i zachwyci.

Zobacz także
  • Poziom 511 Oto najlepsze hotele w Polsce [RANKING]
  • Klub crossfit Elektromoc CrossFit - bądź (prawie) niezniszczalny
  • Nissan Navara Nissan Navara. Że co, że ja nie przejadę?!

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy