Andrzej Zaborski: Tu nie ma nic wymyślonego

Na ekrany kin wchodzi film Jacka Bromskiego "U Pana Boga za miedzą". To trzecia część przygód mieszkańców Królowego Mostu (wcześniej mogliśmy ich ogladać w kinowych hitach "U Pana Boga za piecem" i "U Pana Boga w ogródku" oraz w serialu o tym samym tytule) . Tym razem do cichej miejscowości zawita polityka, a dodatkowo spokój zmącą przybysze zza wschodniej granicy. Ład w sennym miasteczku na Podlasiu znów będzie musiał przywrócić kultowy duet tej sagi: ksiądz proboszcz i komendant policji
Z Andrzejem Zaborskim, ekranowym komendantem z filmu "U Pana Boga za miedzą", rozmawia Artur Tylmanowski

Co wydarzy się w trzeciej części przygód mieszkańców Królowego Mostu?

Tego nie mogę zdradzić, ale zapewniam, że będzie śmiesznie. Na posterunku pojawi się osoba płci nadobnej, do której komendant zacznie smalić cholewki. Posterunek będzie się komputeryzował. Pojawią się źli bandyci z pierwszej części, wróci Gruzin. A co się z nim stanie i kto będzie z nim walczył, to już trzeba zobaczyć w kinie.



Do sennego miasteczka na Kresach zawita najnowsza technika...

W filmie jest to tylko idea, bo te komputery mają być, ale ostatecznie się nie pojawią. Pojawi się natomiast pani instruktorka, która będzie uprawiała z nami tzw. "suchy pedalarz". Określenie wzięło się stąd, że "suchy pedalarz" uprawiają np. piloci na symulatorach, w hangarach. My na posterunku również będziemy ćwiczyć tylko wirtualnie.

Pan z tych dobrodziejstw techniki korzysta w życiu codziennym?

Nie potrafię włączyć komputera, a telefon komórkowy służy mi wyłącznie do dzwonienia i SMS-owania. I jeszcze, żeby trzymać w skrzynce kontakty. Reszta mnie nie interesuje, w ogóle nie jest mi potrzebna.

Ludzie często zaczepiają pana na ulicy, widząc po prostu znanego komendanta policji?

O tak! Dzięki filmowi bardzo dobrze żyję też z policjantami. Nawet raz w takim tygodniku "Policja" ukazał się ze mną wywiad. Oczywiście nigdy tego nie wykorzystuję, ale jeżeli np. stoi patrol, to sobie podjadę i zapytam "Jak tam chłopcy?" a oni "Służba panie komendancie".

Królowy Most to prawdziwe miejsce?

Jest taka miejscowość, choć reżyser Jacek Bromski uczynił ją bardziej miejską. Bo prawdziwy Królowy Most to zaledwie kilka domków, a ten filmowy ma i kościół, i pocztę. I posterunek policji rzecz jasna! (śmiech)

Pan także mieszka w tamtych stronach?

Tak. To wieś Ciełuszki położona ok. 50 km od granicy z Białorusią. I nie jest mi cywilizacja potrzebna.

Reszta obsady też tam się osiedliła?

Też. Obok mnie mieszka pop, podobnie Popadia. Z pierwszej części Dezyderiusz Gałecki, który był dzwonnikiem na wzór tego z Notre Dame. Dom obok mnie ma też jeden z policjantów, który pojawia się w naszej sadze.

Czyli wy gracie po prostu samych siebie...

Tak, np. Krzysztof Dzierma, czyli filmowy ksiądz, też mieszka w puszczy.

Ale księdzem chyba nie jest?

No nie. Jest kompozytorem. Ja jestem aktorem, reżyserem i wykładowcą w szkole teatralnej. Jestem muzykiem z wykształcenia, a mieszkam w lesie. I już się denerwuję, że dopiero za półtora miesiąca będę u siebie, bo po drodze mam jakiś Zachód, wyjazd, jakąś premierę, jeżdżenie po Polsce.

Niektóre z wydarzeń opisanych w trzech dotychczasowych częściach podobno miały miejsce naprawdę?

Szczerze? One się tam wydarzają na okrągło! Nie ma w tym nic wymyślonego. Oczywiście jest to fabuła, troszeczkę przerysowana, ale czy to takie dalekie od prawdy? Jeśli np. pokazujemy wybory, to przecież to, co się dzieje w wielkiej polityce, to już dawno przestało być komedią, a stało się tragifarsą. Przecież to już nawet nie jest śmieszne. Ale my to doprawiamy własnym sosem i wychodzi kresowe danie, które jest bardzo strawne. I smakuje niesamowicie.

Sukces trylogii "U Pana Boga..." polega na tym, że ludzie szukają ładu, harmonii. Daje ją właśnie powrót do natury?

Do normalności. A dlaczego "Samych swoich" kochamy? Dlaczego oglądam ten film po 50-60 razy? Bo tam nie ma nic wymyślonego. Żadnych efektów specjalnych. Jest prawda. Bo w polskim kinie i w Polakach za dużo jest tego zapatrzenia w Zachód. W pierwszej minucie musi być 30 trupów. A u nas? Od początku "U Pana Boga..." nikt nie zginął! Ksiądz by na to nie pozwolił (śmiech).

Będzie czwarta część "U Pana Boga..."?

Chcielibyśmy, ale na razie pan reżyser Jacek Bromski chce odpocząć. Pomysłów z pewnością mu nie zabraknie. On skłaniałby się ku zrobieniu dalszego ciągu serialu. Ale ja jestem zdania, że gdybyśmy zrobili cztery części, to pobilibyśmy wielu i przeszlibyśmy do historii.